Reklama

Dymisje po pochówku "kata polskich patriotów"

Szef MON Tomasz Siemoniak odwołał w trybie natychmiastowym ze stanowisk dowódcę oraz komendanta garnizonu Koszalin. Resort obrony poinformował na Twitterze, że odwołanie ma związek z przyznaniem wojskowej asysty honorowej na pogrzeb stalinowskiego prokuratora Wacława Krzyżanowskiego.

Wcześniej sprawa pogrzebu stalinowskiego prokuratora trafiła do Prokuratora Generalnego. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą.

W 1946 roku Wacław Krzyżanowski zażądał kary śmierci dla 17-letniej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny "Inki". 

Jak napisał Ryszard Nowak przewodniczący Stowarzyszenia wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB wobec niemożności rozbicia oddziałów majora "Łupaszki".

W sprawie pochowania z honorami wojskowymi pułkownika Krzyżanowskiego minister obrony narodowej zażądał wyjaśnień od dowódcy koszalińskiego garnizonu. Wojsko tłumaczyło się, że zgoda na asystę była, bo zmarły był żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego i uczestniczył w bitwie pod Lenino. Wojsko miało nie wiedzieć o jego prokuratorskiej przeszłości. Wniosek o asystę złożył Związek Żołnierzy Wojska Polskiego. 

Reklama

"Inka" była sanitariuszką wileńskiej brygady Armii Krajowej. W 1946 roku po aresztowaniu przez bezpiekę za działalność w podziemiu niepodległościowym została zastrzelona w gdańskim więzieniu. We wrześniu IPN odnalazł miejsce, gdzie najprawdopodobniej spoczywają jej szczątki. 

Pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Wacław Krzyżanowski był pierwszym stalinowskim prokuratorem, któremu Instytut Pamięci Narodowej postawił zarzuty przed sądem, oskarżając o udział w komunistycznej zbrodni sądowej. Został jednak uniewinniony. Wacław Krzyżanowski został też pozbawiony uprawnień kombatanckich.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy