Spis treści:
- Fałszywa przepowiednia, która się spełniła
- Od badania naukowego do mitu aryjskiego
- Co robili hitlerowscy archeolodzy w Biskupinie?
- Historyczna dezinformacja w social mediach
- Rosja ratowała Polaków przed Niemcami
- Niewygodny Jan Matejko
- Bohaterski Janek z Krakowa
- Dwa obrazy historii
Fałszywa przepowiednia, która się spełniła
Dezinformacja i manipulacja faktami historycznymi jest tak stara, jak ludzka cywilizacja. Historia na przestrzeni tysiącleci była i jest wykorzystywana jako narzędzie polityki, legitymizacji władzy, jednoczenia narodów, siania nienawiści do określonych grup społecznych, a wreszcie uzasadnienie eksterminacji. Jednymi z pierwszych byli faraonowie starożytnego Egiptu w ogóle, a jednym ze sprawniejszych okazał się Amenemhat I (1976 -1956 p.n.e.). Zaczynał jako wezyr (najwyższy dowódca wojskowy), ale dzięki swojej władzy militarnej, politycznym umiejętnościom i wykorzystaniu nadarzającej się okazji przejął tron, bardzo skutecznie zresztą, bo założył potężną XII dynastię, której czasy nazywane są też "złotym okresem" Średniego Państwa.
Amenemhat nie pochodził z królewskiego rodu i w dodatku przejął władzę po czasach wielkich niepokojów, potrzebował więc sposobu na uspokojenie sytuacji w państwie i legitymizację swoich rządów. Sięgnął po manipulację historyczną. Amenemhat przejmuje władze i nagle w Egipcie zaczyna krążyć "Proroctwo Neferti", historia o tym, jak faraon Snefru z IV dynastii (2629-2504 p.n.e) wzywa proroka, by ten przepowiedział dla niego przyszłości Egiptu. Kapłan mówi o katastrofach, niepokojach i chaosie, jakie nawiedzą kraj, a które zakończy przysłany przez bogów władca z południa (czyli w domyśle Amenemhat I).
Faraon nie tylko sfałszował proroctwo, przekonując Egipt, że powstało pięćset lat wcześniej, ale przy okazji przedstawił negatywny obraz przeszłości poprzedzającej jego rządy, uczynił z siebie wybawiciela i wybrańca bogów, a w dodatku wplątał we wszystko potężną IV dynastię, której czasy nazywane są "złotym okresem" Starego Państwa - to tak, jakby obiecywał Egipcjanom, że za jego rządów kraj będzie równie potężny (co zresztą mu się udało, więc choć przepowiednia była sfałszowana, to jednak w pewnym sensie okazała się prawdziwa). "Proroctwo Neferti" jest majstersztykiem propagandowym i przykładem jednego z najstarszych fake newsów (choć w przypadku wydarzeń historycznych słowo "news" nie wydaje się na miejscu), który jak pokazuje liczba odnalezionych kopii, stał się bardzo popularny w Egipcie.

Od badania naukowego do mitu aryjskiego
Kolejny przykład to przywołany już Adolf Hitler. Każdy słyszał w szkole o jego teorii wyższości rasy aryjskiej nad innymi. Przywódca nazistów nie wymyślił Aryjczyków, zaczerpnął ten termin od orientalistów i językoznawców z XVIII i XIX wieku. Początki były niewinne. Brytyjski prawnik i orientalista, Wiliam Jones odkrył podobieństwa między sanskrytem a łaciną i greką, znalazł też w hinduskich tekstach słowo "arya", którym określił mieszkający w Indiach, tajemniczy (do dziś) lud. Miało to dwie konsekwencje: legło u podstaw teorii języków indoeuropejskich i ludu Arya.
Ta druga kwestia szczególnie zainteresowała niemieckich badaczy. Najpierw Friedrich Schlegel stworzył określenie Aryjczycy i poczynił założenie, że byli to arystokraci, którzy stworzyli podwaliny cywilizacji starożytnych Indii, potem Christian Lassen doszedł do wniosku, że Aryjczycy byli wszechstronnie uzdolnieni w każdej dziedzinie i przewyższali wszystkie inne lud, a szczególnie Semitów, na koniec Theodor Benfey udowadniał, że Aryjczycy wywodzili się z północnej Europy, a jakaś ich grupa dotarła do Indii czy to w wyniku wędrówek, czy też podbojów. Teoria orientalisty nie spotkała się z uznaniem środowiska naukowego, za to nacjonaliści wręcz ją pokochali. Jest w tym chichot historii, że naziści czerpali pełnymi garściami z teorii wymyślonej przez syna żydowskiego kupca.
Tym sposobem Aryjczycy jako przodkowie Niemców urośli do rangi wielkich zdobywców i panów starożytnego świata. Nacjonaliści zaprzęgli do tworzenia swojego mitu także rzymskiego historyka Publiusza Korneliusza Tacyta (55-120 r.), który w swoim dziele "Germania" opisał ten lud jako ludzi o niebieskich oczach i potężnych ciałach wytrzymałych w walce.
I tak dochodzimy do momentu, w którym Hitler pisze "Mein Kampf". Niemcy są zmęczeni reparacjami na rzecz Ententy, z poczuciem upokorzenia po przegranej wojnie, utracie części terytorium i upadku z pozycji mocarstwa, a oto Hitler daje im teorię, popartą naukowymi badaniami przeszłości, o przodkach, którzy panowali nad światem. Buduje w nich poczcie dumy i kanalizuje ich złość w kierunku, który mu odpowiada. Gdy przejmie władzę w III Rzeszy, będzie potrzebował uzasadnienia do planowanych agresji i sposób, aby przekonać wycieńczonych finansowo Niemców do zaciskania pasa, ponoszenia ofiar na rzecz armii i celów politycznych Führera. Mit aryjski świetnie się do tego nadaje, a Hitler po przejęciu władzy ma środki, by wzmocnić ten przekaz namacalnymi dowodami.
Co robili hitlerowscy archeolodzy w Biskupinie?
W 1935 roku z inspiracji szefa SS Heinricha Himmlera powstaje Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, Niemieckie Dziedzictwo Przodków w skrócie Ahnenerbe. Niemieccy archeolodzy zostają zaprzęgnięci do propagandowej machiny III Rzeczy. Prowadzą wykopaliska w Skandynawii, które mają potwierdzić geniusz aryjskiej rasy. A po wybuchu II wojny światowej ruszają na Wschód, by udowodnić istnienie wielkiego imperium Gotów (plemię wschodniogermańskie). Jeśli im się to uda, Hitler będzie mógł ogłosić, że jego agresja w tym kierunku jest historycznie uzasadniona, bo ziemie te należały do przodków Niemców. Ponieważ linia polityki historycznej NSDAP jest jasna, odnajdywane artefakty interpretowane są w taki sposób, by pasowały do teorii Führera.
W ramach działalności Ahnenerbe prowadzono badania na terenie dzisiejszej Ukrainy, Bułgarii i na Bałkanach. W 1940 roku zorganizowano wykopaliska w Biskupinie, aby udowodnić, że była to osada Gotów. Prowadzone też prace w Ostrowie Lednickim i Lutomiersku, które miały potwierdzać, że państwo polskie założyli Skandynawowie, a zatem Aryjczycy. Hitler w swojej propagandzie historycznej nie ograniczał się więc do przeinaczania faktów, wybierania z teorii naukowych jedynie elementów, które pasowały do jego narracji, zaprzęg całą machinę archeologów i historyków, by interpretowali artefakty i źródła w sposób, który mu odpowiadał.
Adolf Hitler i Amenemhat I musieli się natrudzić, by udowodnić i rozpowszechnić swoje twierdzenia, dziś potrzeba o wiele mniej pracy, by wypaczyć fakty historyczne, czy stworzyć nowe - fałszywe. Wystarczy dostęp do social mediów i podstawowych narzędzi AI.

Historyczna dezinformacja w social mediach
Od tysiącleci historyczna dezinformacja przybierała różne formy i nie inaczej jest dzisiaj. Możemy się więc spotkać z:
- cherry pickingiem, czyli wybieraniem z naukowych teorii jedynie elementów pasujących do narracji i pomijaniem kontekstu historycznego, co prowadzi do błędnych wniosków
- manipulacją danymi statystycznymi
- fałszowaniem źródeł historycznych na przykład w postaci generowanych przez AI czarno-białych fotografii z przeszłych czasów
- tworzeniem fikcyjnych postaci i wydarzeń historycznych.
We wszystkich przypadkach chodzi o jedno - zadziałanie na emocje odbiorcy w taki sposób, by został poruszony historią, którą właśnie usłyszał lub przeczytał i podał ją dalej.
Rosja ratowała Polaków przed Niemcami
Przykłady? Jest ich bez liku, np. post Rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie czytamy, że: "17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski od jej wschodniej granicy i zajęła Zachodnią Ukrainę i Zachodnią Białoruś, mając na celu ochronę bratnich narodów zamieszkujących te tereny. Co więcej, postęp wojsk hitlerowskich w kierunku zachodnich granic naszego [rosyjskiego - przyp. red.] kraju został zatrzymany. Zaplanowana akcja Armii Czerwonej pomogła ocalić przed ludobójstwem ludność wschodniej Polski, tj. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy, w tym Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Polaków, Rosjan… Władze sowieckie umożliwiły emigrację wielu Polakom i uchodźcom [...] Często powtarzana mantra i politycznie motywowane twierdzenia o tzw. podwójnej agresji - sowieckiej i niemieckiej - przeciwko Polsce nie wytrzymują żadnej poważnej analizy i stanowią jedynie jaskrawy przykład historycznego rewizjonizmu". W Polsce nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, co w tym poście jest fałszem, ale nie był on skierowany do Polaków, napisano go w języku angielskim, co jest pewnym problemem, bo może on trafić do ludzi nieznających polskiej historii, którzy uznają go za fakt, bo stoi za nim powaga instytucji rządowej.
Niewygodny Jan Matejko
Może coś z polskiego podwórka? Demotywator o treści: "Historia naszego triumfu leży w piwnicy muzeum. Obraz Jana Matejki "Hołd Ruski" (nie mylić z Hołdem Pruskim), nie jest nikomu pokazywany. Obraz od lat jest skrywany w magazynie muzeum w Warszawie. Dlaczego? Prof. Nałęcz (doradca Prezydenta) - "to nie służy poprawie stosunków między nami i Rosją". Krótko: Matejko namalował dwa obrazy o tematyce hołdu Szujskich i rzeczywiście nie są one prezentowane w Warszawie, a to dlatego, że jeden można zobaczyć w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, a drugi w Domu Jana Matejki w Krakowie.

Bohaterski Janek z Krakowa
Zostawmy jednak politykę historyczną na boku, bo w tym morzu dezinformacji można się utopić, a to niejedyny rodzaj historycznych fałszerstw, jaki spotkać można w social mediach. Jest jeszcze druga grupa przekłamań - tworzonych, by zarabiać na emocjach ludzi. W pewnym okresie na polskim Facebooku można było znaleźć historią chłopca, który szmuglował podziemną prasę konspiracyjną w futerale swoich skrzypiec. Historia niezwykle emocjonalna, w dodatku opatrzona czarno-białym zdjęciem. Problem w tym, że nie pada tam żadne nazwisko, żaden fakt, który można byłoby zweryfikować (a post zniknął już z Facebooka). Zdjęcie trzeba przyznać bardzo realistyczne, tylko jakoś podejrzanie wyraźne. Jak się okazało ChatGPT bez trudu radzi sobie z wygenerowaniem takiego zdjęcia, choć przy pierwszej próbie miał wątpliwości czy nie jest ono niebezpieczne. Social media zalewają historie nieznanych bohaterów, którzy dokonywali wielkich czynów. Budzą emocje, czasem budują narodową dumę, tylko nie wytrzymują próby weryfikacji.

Dwa obrazy historii
Joseph Goebbels - minister propagandy III Rzeszy podobno (bo historycy nie znaleźli dowodów potwierdzających jego autorstwo tych słów) powiedział kiedyś: "kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą", co w dobie nowoczesnych mediów jest prawdziwym zagrożeniem. Łatwość, z jaką można obecnie zmanipulować i sfałszować ślady przeszłość, prowadzi nas do miejsca, w którym naukowa historia i jej obraz funkcjonujący w społecznej świadomości coraz bardziej się od siebie oddalają.







![“Upiór Polski [...] opuścić swą norę w Sulejówku”](https://i.iplsc.com/0007KD9QUHVX2F2X-C401.webp)




