Reklama

„Łazik i inni: historie splątane” - spotkanie z cyklu „Krakowska Loża Historii Współczesnej”

Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie zapraszają na spotkanie w Krakowskiej Loży Historii Współczesnej: „Łazik i inni: historie splątane”. W dyskusji wezmą dr Dawid Golik oraz Jerzy Wójcik, a rozmowę poprowadzi jak zawsze Roman Graczyk.

Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie zapraszają na spotkanie w Krakowskiej Loży Historii Współczesnej: „Łazik i inni: historie splątane”. W dyskusji wezmą dr Dawid Golik oraz Jerzy Wójcik, a rozmowę poprowadzi jak zawsze Roman Graczyk.

Kpr. Jan Wąchała "Łazik" był w czasie okupacji żołnierzem 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, dowódcą oddziału egzekucyjnego, potem dowódcą oddziału gospodarczego.

Był odważny i opanowany - dlatego został wyznaczony do roli wykonawcy wyroków. Jednak kiedy jego przełożeni zorientowali się, że przed egzekucjami każe skazanym klękać na kolana i przepraszać - odsunęli go od tej funkcji.

Po wejściu na Podhale Sowietów, "Łazik" rozbija areszt Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Limanowej i uwalnia przetrzymywanych tam partyzantów. Jego oddział ujawnia się w Łącku w lipcu 1945, po czym prawie cały jedzie na Ziemie Zachodnie, by tam wejść w struktury Milicji Obywatelskiej, ale pozostać nadal zakonspirowanym oddziałem AK. Jednak sam "Łazik" pozostaje na Podhalu. Wtedy jego działalność częściowo przybiera postać rozbojów rabunkowych. Ginie w 1946 r. z ręki ludzi "Ognia", którzy wykonują na nim wyrok za zabicie dwóch kupców.

Reklama

Splątana osobowość, splątane dzieje, nieoczywiste wybory, często niemożliwe dziś oceny moralne - o tym chcemy rozmawiać w Bibliotece przy Rajskiej.

"Łazik" i inni: historie splątane - Jerzy Wójcik, Oddział. Między AK i UB - historia żołnierzy "Łazika", Wielka Litera, Warszawa 2016 

uczestnicy: dr Dawid Golik, Jerzy Wójcik

prowadzenie: Roman Graczyk

czas i miejsce: 20 kwietnia 2016, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie, ul. Rajska 1, godz. 18:00.

Fragmenty książki Jerzego Wójcicka  "Oddział. Między AK i UB - historia żołnierzy <Łazika>" (Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016).

"Ruskie ciężarówki dowiozły oddział do Nowego Sącza koło szesnastej. Przyszła na nich ta chwila. Była umowa i oddali. Ciężko im to z rąk wylatywało. Jeden cekaem, pięć erkaemów, pięć niemieckich MP, cztery ruskie pepesze, dziesięć karabinów i pięć pistoletów. Amunicja. Ze cztery tysiące sztuk. Granaty i trochę różnego badziewia. Nawet wiekowego gassera. <Łazik> ostatni położył pistolet.

Na zamianę każdy dostał kartkę. Wydrukowany na maszynie tekst oświadczał: Obywatel Jan Wąchała zgłosił się z bronią w ręku w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Sączu. Broń złożył, na co otrzymuje zaświadczenie. Obywatel ten jest wolny w myśl odezwy wydanej w dniu 3 lipca 1945 roku do oddziałów leśnych z zapewnieniem gwarancji wolności. Pod tekstem przybito dużą okrągłą pieczątkę. Tusz czerwony: Powiatowa Rada Narodowa. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Sączu. I podpis: Trybus. Co kartka to obywatel. Trzydziestu trzech wolnych obywateli.

Ale wie pan... Tak sobie myślę, że po prawdzie nie zamienili się do końca. Gdyby wrócili z Sącza, dotarli do lasu i melin, to w chwilę byliby tak samo uzbrojeni. A papier, co dostali... Pan wie. Niektórzy później słyszeli od ubeków, że dupę mogą nim podetrzeć.

Wyszli na rynek Nowego Sącza. Ładna pogoda. Ciepło. Sporo ludzi było ciekawych ich widoku. Nawet ruscy oficerowie z NKWD chcieli się poprzyglądać, kto przed nimi uciekł do lasu, kogo łapią już pół roku. I będą łapać, gdy ta sielanka się skończy. Ale teraz stali odprasowani w tłumie, w bieli i czerwieni na flagach i chorągiewkach, symbolicznie szanując nastrój.

Jeszcze raz całym oddziałem pomaszerowali po brukowanym rynku. Prowadził "Łazik". W furażerce. Dopięty pod samą szyję w polskim mundurze i oficerkach. Za nim Mordarski z proporcem, w battledressie, i czwórkami reszta. Na początku też w battledresach, a dalej to już w czym kto miał, albo w całkiem cywilnych ciuchach.

Szli w wiwatach i oklaskach pod trybunę, gdzie witali ich najważniejsi z sądeckich władz, a warta honorowa sprezentowała broń. Dumni skończyli marsz. Żadni leśni nie mieli u nas takiego honoru. Tylko tych trzydziestu trzech. Jakby w imieniu paru tysięcy. Pierwszy i ostatni raz się zdarzyło".

Więcej o wydarzeniu znajdziesz tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL