Reklama

Losy polskich żołnierzy na wschodzie po pokoju brzeskim z 1918 roku

8 lutego 1918 roku w Brześciu doszło do zawarcia pokoju pomiędzy rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej a państwami centralnymi. Traktat ten m.in. przyłączył do nowego państwa ukraińskiego ziemie Królestwa Polskiego - Chełmszczyznę i część Podlasia a w tajnej klauzuli przewidywał podział Galicji między Austrię i Ukrainę.

Rokowania brzeskie zaciążyły także na losie polskich formacji na wschodzie. Walczący na froncie bukowińskim Polski Korpus Posiłkowy, złożony z żołnierzy II Brygady, z gen. Józefem Hallerem na czele, zerwał z Austrią, 15 lutego 1918 roku przekroczył front rosyjski pod Rarańczą i na terenie Bessarabii, w rejonie Sorok nawiązał łączność z II Korpusem gen. Jana Stankiewicza.

Wobec ofensywy rumuńskiej jednostki polskie skierowały się w kierunku Dniepru. Okazało się jednak, że pomiędzy poszczególnymi oddziałami istnieją zasadnicze różnice polityczne. Wojsko gen. Hallera od zerwania z Austrią uznało się za sojusznika państw koalicyjnych. 

Reklama

Natomiast oddziały II Korpusu, walczące z bolszewikami, uważały Niemców za sprzymierzeńców. Udało się jednak utrzymać jedność Korpusu, na czele którego stanął gen. Haller. Marsz w kierunku Dniepru miał na celu dotarcie na lewobrzeżną Ukrainę, wolną od okupacji niemiecko-austriackiej.

W kwietniu 1918 roku oddziały polskie dotarły w okolice Kaniowa, gdzie gen. Haller otrzymał rozkaz gen. Aleksandra Osińskiego, sprawującego z ramienia Rady Regencyjnej dowództwo nad wojskami polskimi na Ukrainie, wzbraniający podejmowania walki z Niemcami. 

Uzasadniano go rysującymi się możliwościami pozytywnego rozwiązania sprawy Królestwa z poparciem Niemiec. Niejasna sytuacja i brak zdecydowania umożliwiły Niemcom koncentrację sił i w nierównej walce oddziały polskie zmuszone zostały do kapitulacji. Znaczna część żołnierzy uniknęła niewoli, wśród nich sam gen. Haller, który w przebraniu przedostał się do Moskwy, a stamtąd przez Murmańsk do Francji, gdzie niebawem stanął na czele formowanych oddziałów polskich.

Inne były koleje losu najliczniejszego w Rosji I Korpusu. Jego dowódca, gen. Józef Dowbor-Muśnicki, oficjalnie stał na stanowisku niemieszania się w wewnętrzne sprawy Rosji, ale podlegli mu żołnierze bronili polskich dworów przed bolszewikami. Sam generał kilkakrotnie w obronie carskich generałów stawał przeciwko władzom bolszewickim. W efekcie już od stycznia 1918 r.  dochodziło  do regularnych starć z oddziałami bolszewickimi, a na początku lutego naczelny dowódca bolszewicki Mikołaj Krylenko ogłosił Muśnickiego wyjętym spod prawa wrogiem rewolucji.

Wojsko polskie znalazło się w niezwykle trudnej sytuacji, otoczone ze wszystkich stron przez przeważające siły bolszewickie. Zmiana sytuacji nastąpiła po zerwaniu rokowań w Brześciu i skierowaniu się oddziałów niemieckich na wschód, a więc w pobliże działań I Korpusu. Gen. Dowbór-Muśnicki uznał wtedy zwierzchnictwo Rady Regencyjnej i 26 lutego 1918 r. zawarł porozumienie z Niemcami, podporządkowując dowództwu niemieckiemu oddziały polskie jako oddziały neutralne.

Oficjalnie także Rada Regencyjna przejęła Korpus  pod  swoje zwierzchnictwo, choć decyzja ta została unieważniona przez Niemcy, które 21 maja postawiły gen. Dowborowi-Muśnickiemu ultimatum, żądając rozbrojenia Korpusu. W sytuacji bez wyjścia warunki zostały przyjęte i żołnierze zostali przewiezieni na teren Królestwa Polskiego. Nie powiodła się wcześniejsza próba przejęcia dowództwa nad korpusem przez oficerów Polskiej Organizacji Wojskowej i skierowania go do walki z Niemcami.

------

Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 1999

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama