Reklama

Polska emigracja ​do Francji po upadku powstania listopadowego

Już 16 marca 1831 roku francuski minister spraw zagranicznych Horace Sébastiani, chcąc uspokoić naciski propolskiej opinii publicznej we Francji, a jednocześnie uniknąć konieczności wyraźniejszego, rządowego poparcia sprawy polskiej, poinformował gen. Karola Kniaziewicza i hrabiego Ludwika Platera, członków misji powstańczej w Paryżu, że jego kraj gotowy jest przyjąć polską emigrację.

Myślał zapewne o cywilnych i wojskowych przywódcach powstania, czyli osobach "skompromitowanych" w oczach cara. Nie spodziewał się, że będzie aż tylu chętnych do wyjazdu na ziemię francuską.

Reklama

Władze pruskie i austriackie, zgodnie z postulatami Rosji, nie stawiały przeszkód oficerom i osobom cywilnym pragnącym udać się na Zachód, zaś podoficerów i prostych żołnierzy zmuszały do przyjęcia amnestii i powrotu na teren Królestwa Polskiego.

Szczególnie rząd pruski stosował rozmaite represje wobec Polaków opierających się powrotowi na ziemie ojczyste. Atak oddziału pruskiego na bezbronnych żołnierzy w Elblągu i we wsi Fiszewo oraz osadzenie opornych polskich chłopów w twierdzach pruskich, gdzie zmuszano ich do ciężkich robót fortecznych, został opisany i potępiony w wielu liberalnych gazetach europejskich.

Osoby posiadające gotówkę wyjeżdżały na własny koszt w małych grupkach lub pojedynczo. W podobny sposób wędrowali do upragnionej Francji powstańcy internowani w Galicji. Udawali się oni tam przez południowe Morawy, Czechy i Saksonię albo Bawarię.

W swojej wędrówce przez Niemcy uczestnicy polskiego powstania spotykali się z sympatią miejscowej ludności. Witano ich na trasie z wielkim współczuciem i serdecznością, nazywano "rycerzami wolności" i "ptakami zwiastującymi burzę rewolucyjną". Podróżującym powstańcom pomagały polonofilskie komitety, zaopatrujące ich w ubrania, bieliznę, buty, lekarstwa oraz ofiarujące im zasiłki pieniężne.

W wielu miastach niemieckich organizowano dla polskich kolumn uroczyste   powitania i wesołe zabawy. Wymownym przykładem braterstwa i solidarności z weteranami powstania są liczne powstałe wówczas niemieckie utwory poetyckie poświęcone bohaterskim Polakom.

Entuzjazm okazywany polskim wygnańcom zrodził z czasem wśród nich przekonanie o zaszczytnym celu ich wędrówki. Uwierzyli, że faktycznie są szermierzami wolności w walce z despotyzmem Świętego Przymierza. Wielu z wychodźców sądziło, że Polacy przez swoje cierpienie staną się "Mesjaszem narodów". Dlatego też zamierzali walczyć nie tylko o niepodległą Polskę, ale także o nowy i sprawiedliwy ład w całej Europie.

Władze francuskie, zgodnie z zarządzeniem ministra wojny, umieszczały wkraczające kolumny polskich uciekinierów w specjalnych zakładach (dépôts), które organizowano zazwyczaj w starych budynkach i koszarach wojskowych.

Pierwsze zakłady powołano w dawnej stolicy papieskiej Awinionie oraz w Châteauroux, głównym mieście departamentu Indre. W Awinionie umieszczano wojskowych, zaś w Châteauroux - emigrantów cywilnych. Wraz z napływem następnych grup polskich żołnierzy utworzono zakład w Besançon, a później także w Bourges, Lons-le-Saunier, Salins, Vesoul,  Dijon.  Po  zapełnieniu  zakładu w Châteauroux, emigrantów cywilnych kierowano do kilku małych miejscowości departamentu Indre.

Zakłady wojskowe podlegały ministrowi wojny, zaś cywilne - ministrowi spraw wewnętrznych. W Paryżu polscy emigranci mogli osiedlać się tylko za specjalnym zezwoleniem.

Władze francuskie poprzez organizację zakładów pragnęły nadać polskiej emigracji charakter wojskowy oraz izolować ją od społeczeństwa francuskiego. Przyznały Polakom comiesięczny zasiłek, nazywany popularnie "żołdem", którego wysokość uzależniona była od stopnia wojskowego bądź stanowiska cywilnego emigranta. Próbowały jednocześnie przeprowadzić werbunek do Legii  Cudzoziemskiej, podbijającej dla Francji Algier.

Z czasem duże zakłady utraciły wojskowy charakter. W 1833 roku władze francuskie rozproszyły emigrantów po wielu małych zakładach, w których Polacy nie liczyli już na rychły powrót do kraju z bronią w ręku. Część młodszych podjęła studia, inni zaczęli pracować zawodowo. Duża jednak grupa emigrantów świadomie nie chciała wtopić się w społeczeństwo francuskie, żyła z żołdu lub zasiłków otrzymanych z kraju i cały czas poświęcała na działalność polityczną.

Przyjazdy uczestników powstania listopadowego na Zachód nie zakończyły się w 1832 roku. Polskie wychodźstwo zasiliły w 1833 roku i w 1836 roku grupy byłych powstańców  wysiedlonych  z Galicji i Prus oraz z Wolnego Miasta Krakowa. Około 2/3 emigrantów polistopadowych osiadło we Francji, reszta rozproszyła się po Anglii, Belgii,  Szwajcarii, państwach niemieckich, Algierii, Stanach Zjednoczonych i po innych krajach.

Z biegiem czasu, gdy po Wiośnie Ludów, a zwłaszcza po powstaniu styczniowym, napływać zaczęły na Zachód nowe fale uchodźców politycznych, emigrację polistopadową zaczęto nazywać "Wielką". Otrzymała tę nazwę nie tyle z powodu dużej liczby jej członków (oblicza się, że do 1847 roku trafiło na emigrację około 11 tys. Polaków), lecz głównie ze względu na wybitną rolę, jaką odegrała w polskim ruchu niepodległościowym oraz na jej znaczenie dla kultury narodowej. Żadna inna emigracja polska nie wywarła bowiem tak ogromnego wpływu na losy narodu, jak ta - polistopadowa.

W czasie gdy na prowincji francuskiej tworzono zakłady dla polskich uchodźców, w Paryżu istniały już zręby organizacji pragnących uchwycić władzę nad emigracją.

Już 6 listopada 1831 roku powstał w Paryżu Komitet Tymczasowy Emigracji, złożony głównie z "kaliszan". Na jego czele stanął ostatni prezes Rządu Narodowego, Bonawentura Niemojowski, zaś członkami zostali: Teodor Morawski, Kantorbery Tymowski, Franciszek Wołowski oraz przedstawiciel lewicy powstańczej, Joachim Lelewel.

Komitet Tymczasowy Emigracji zrezygnował z działalności ściśle politycznej, pragnął tylko roztoczyć opiekę   nad przybywającymi do Francji emigrantami oraz reprezentować ich wobec władz francuskich. Powodem upadku komitetu była publiczna wypowiedź Niemojowskiego przeciw organizowaniu uroczystości pierwszej rocznicy Nocy Listopadowej.

Przybywający do Paryża klubiści, czyli członkowie powstańczego Towarzystwa Patriotycznego, powołali 15 grudnia 1831 roku nową władzę emigracji, którą nazwali Komitetem Narodowym Polskim. Na czele tego komitetu stanął Joachim Lelewel, liczący wówczas 45 lat były prezes Towarzystwa Patriotycznego, wielki autorytet naukowy i polityczny. Nowy komitet zainstalował się przy ul. Taranne 12, w budynku Komitetu Francusko-Polskiego gen. La Fayette’a. Tam odbywały się burzliwe zebrania tzw. Ogółu Paryskiego, podczas których polscy emigranci, uznający nad sobą władzę komitetu, dyskutowali o sposobach wywalczenia niepodległej Polski i jej przyszłym republikańskim ustroju.

Komitet głosił pogląd, że wyzwolenie Polski   nastąpi w wyniku rewolucji społecznej powiązanej z ruchami rewolucyjnymi w Europie. Dlatego też Lelewel w imieniu Komitetu zwracał się z odezwami do ludów i rządów państw europejskich oraz Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, w których apelował o wsparcie dla sprawy polskiej.

Komitet Lelewela kontaktował się także z najsilniejszą wówczas międzynarodową organizacją rewolucyjną, jaką było Węglarstwo Demokratyczne, którym kierował Najwyższy Namiot Świata z Filipem Buonarrotim na czele.

W marcu 1832 roku Komitet uległ poważnemu osłabieniu, oderwała się od niego bowiem grupa radykałów nie podzielająca poglądów   Lelewela i utworzyła nową organizację - Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Mimo osłabienia Komitet Narodowy Polski istniał jeszcze przez kilka miesięcy, współpracując nadal z karbonariuszami europejskimi i zacieśniając święty związek narodów przeciw lidze królów.

24 grudnia 1832 roku wszyscy członkowie Komitetu otrzymali polecenie opuszczenia Paryża. Stało się to po interwencji ambasadora  rosyjskiego u władz francuskich, który zaprotestował przeciw wydanej przez komitet odezwie "Do braci Rosjan", wzywającej ich do rewolucyjnej współpracy z Polakami.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama