Eksplozja ORP "Kaszub". Sabotaż czy wypadek?

Po remoncie „Kaszub” miał przejść z Wielkiej Brytanii do Polski o własnych siłach. Problemy z kotłem spowodowały, że musiał zawrócić w połowie Morza Północnego i ostatecznie został przyholowany. Nawet na holu nie sprzyjało mu szczęście. Podczas wychodzenia z portu w Kopenhadze podczas manewrowania doszło do zderzenia rufy „Kaszuba” z dziobem „Kujawiaka”. Okręty musiały wrócić do portu. Dopiero po 10 dniach rejsu okręty zawinęły do portu w Pucku.
Po remoncie „Kaszub” miał przejść z Wielkiej Brytanii do Polski o własnych siłach. Problemy z kotłem spowodowały, że musiał zawrócić w połowie Morza Północnego i ostatecznie został przyholowany. Nawet na holu nie sprzyjało mu szczęście. Podczas wychodzenia z portu w Kopenhadze podczas manewrowania doszło do zderzenia rufy „Kaszuba” z dziobem „Kujawiaka”. Okręty musiały wrócić do portu. Dopiero po 10 dniach rejsu okręty zawinęły do portu w Pucku.
Przyszły „Kaszub” został zamówiony przed I wojną światową dla marynarki wojennej Niderlandów. Po wybuchu konfliktu zarekwirowała go Kaiserliche Marine, gdzie okręt został nazwany V 108. Po roku służby na Bałtyku trafił do flotylli szkolnej, gdzie zastał go koniec wojny. Aliancka komisja przyznała Polsce sześć torpedowców, których łączny tonaż miał nie przekraczać 1200 ton. Jednym z nich był stojący w Rosyth V 108.
Przyszły „Kaszub” został zamówiony przed I wojną światową dla marynarki wojennej Niderlandów. Po wybuchu konfliktu zarekwirowała go Kaiserliche Marine, gdzie okręt został nazwany V 108. Po roku służby na Bałtyku trafił do flotylli szkolnej, gdzie zastał go koniec wojny. Aliancka komisja przyznała Polsce sześć torpedowców, których łączny tonaż miał nie przekraczać 1200 ton. Jednym z nich był stojący w Rosyth V 108.
Remont skończył się 20 lipca. Nad ranem rozpoczęły się przygotowania do rozpalenia ognia pod kotłem opalanym mazutem. Około godziny 8.00 rano nad gdańską stocznią pojawił się ogromny słup ognia i dymu, z których wyfrunął dziobowy komin torpedowca. Wybuch zmiótł mostek i przełamał stępkę. Dziób w kilka minut poszedł na dno. Rufa unosiła się na powierzchni. Jakimś niewyobrażalnym cudem zginęło zaledwie trzech marynarzy.
Remont skończył się 20 lipca. Nad ranem rozpoczęły się przygotowania do rozpalenia ognia pod kotłem opalanym mazutem. Około godziny 8.00 rano nad gdańską stocznią pojawił się ogromny słup ognia i dymu, z których wyfrunął dziobowy komin torpedowca. Wybuch zmiótł mostek i przełamał stępkę. Dziób w kilka minut poszedł na dno. Rufa unosiła się na powierzchni. Jakimś niewyobrażalnym cudem zginęło zaledwie trzech marynarzy. domena publiczna
Dziób okrętu podniesiono 27 lipca i wraz z rufą wprowadzono do doku. Specjalna komisja rozpoczęła śledztwo. Wnioski nie były jednoznaczne. Konstruktor okrętowy, inż. Aleksander Potyrała uważał, że doszło do eksplozji gazów zgromadzonych w kotłowni. Innego zdania był kierownik wyszkolenia technicznego Dywizjonu Torpedowców, kpt. mar. Mieczysław Iwański. Uważał on, na podstawie dotychczasowej służby okrętu, że przyczyną była wada konstrukcyjna kolektorów wodnych. Z kolei kolejny członek komisji, kmdr inż. Zdzisław Śladkowski, Szef Służby Technicznej Dowództwa Floty, uważał, że przyczyną było oderwanie się dolnej części walczaka wodnego. Ostatecznie nie ustalono wspólnej wersji.
Dziób okrętu podniesiono 27 lipca i wraz z rufą wprowadzono do doku. Specjalna komisja rozpoczęła śledztwo. Wnioski nie były jednoznaczne. Konstruktor okrętowy, inż. Aleksander Potyrała uważał, że doszło do eksplozji gazów zgromadzonych w kotłowni. Innego zdania był kierownik wyszkolenia technicznego Dywizjonu Torpedowców, kpt. mar. Mieczysław Iwański. Uważał on, na podstawie dotychczasowej służby okrętu, że przyczyną była wada konstrukcyjna kolektorów wodnych. Z kolei kolejny członek komisji, kmdr inż. Zdzisław Śladkowski, Szef Służby Technicznej Dowództwa Floty, uważał, że przyczyną było oderwanie się dolnej części walczaka wodnego. Ostatecznie nie ustalono wspólnej wersji. domena publiczna
Światło na przyczyny eksplozji rzucił z kolei dowódca bliźniaczego ORP „Mazur”, kmdr ppor. Michał Borowski. Twierdził on, że problemy zaczęły się kilka miesięcy wcześniej, kiedy w kotłowni „Kaszuba” doszło do pożaru, który uszkodził kocioł. Kmdr ppor. Bohdan Brodowski, dowódca pechowego torpedowca, nikogo nie powiadomił o awarii. W końcu nadwyrężony kocioł eksplodował. Kiedy śledztwo nie dało jednoznacznej odpowiedzi na Pomorzu zaczęły krążyć plotki jakoby to niemieccy stoczniowcy mieli dopuścić się sabotażu. Nie znaleziono jednak żadnych dowodów na ich udział w wypadku. Po zakończonym śledztwie okręt zezłomowano, a kmdr ppor. Brodowski nie wrócił już na morze. Pełnił obowiązki komendanta kolejnych baz lądowych Marynarki Wojennej. Przyczyny eksplozji nigdy nie zostały ustalone.
Światło na przyczyny eksplozji rzucił z kolei dowódca bliźniaczego ORP „Mazur”, kmdr ppor. Michał Borowski. Twierdził on, że problemy zaczęły się kilka miesięcy wcześniej, kiedy w kotłowni „Kaszuba” doszło do pożaru, który uszkodził kocioł. Kmdr ppor. Bohdan Brodowski, dowódca pechowego torpedowca, nikogo nie powiadomił o awarii. W końcu nadwyrężony kocioł eksplodował. Kiedy śledztwo nie dało jednoznacznej odpowiedzi na Pomorzu zaczęły krążyć plotki jakoby to niemieccy stoczniowcy mieli dopuścić się sabotażu. Nie znaleziono jednak żadnych dowodów na ich udział w wypadku. Po zakończonym śledztwie okręt zezłomowano, a kmdr ppor. Brodowski nie wrócił już na morze. Pełnił obowiązki komendanta kolejnych baz lądowych Marynarki Wojennej. Przyczyny eksplozji nigdy nie zostały ustalone.domena publiczna
„Kaszub” oficjalnie został wcielony do Marynarki Wojennej 15 października 1921 roku. Po remoncie trafił do Dywizjonu Torpedowców, w którym pełnił rolę jednostki szkolnej. W ramach rejsów szkolnych w 1922 roku odwiedził Kopenhagę. Rok później Karlskronę i Kalmar. Ten ostatni port miał odwiedzić także w 1925 roku. Przygotowania do rejsu rozpoczęto w Gdańsku, gdzie okręt pobrał mazut. Po węgiel miał przejść do Pucka. Po drodze doszło jednak do awarii – oderwało się jedno z piór prawoburtowej śruby. Dowództwo podjęło decyzję o wydokowaniu okrętu w Gdańsku.
„Kaszub” oficjalnie został wcielony do Marynarki Wojennej 15 października 1921 roku. Po remoncie trafił do Dywizjonu Torpedowców, w którym pełnił rolę jednostki szkolnej. W ramach rejsów szkolnych w 1922 roku odwiedził Kopenhagę. Rok później Karlskronę i Kalmar. Ten ostatni port miał odwiedzić także w 1925 roku. Przygotowania do rejsu rozpoczęto w Gdańsku, gdzie okręt pobrał mazut. Po węgiel miał przejść do Pucka. Po drodze doszło jednak do awarii – oderwało się jedno z piór prawoburtowej śruby. Dowództwo podjęło decyzję o wydokowaniu okrętu w Gdańsku.domena publiczna
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?