Reklama

​Andegaweni węgierscy na tronie polskim

Wiele wskazuje na to, że koncepcja objęcia tronu w Polsce przez Andegawenów węgierskich, w wypadku wymarcia głównej (królewskiej) linii Piastów, pochodzi jeszcze z czasów króla Władysława Łokietka.

Wiele wskazuje na to, że koncepcja objęcia tronu w Polsce przez Andegawenów węgierskich, w wypadku wymarcia głównej (królewskiej) linii Piastów, pochodzi jeszcze z czasów króla Władysława Łokietka.

Złożenie takiego przyrzeczenia mogło nastąpić w 1327 roku, w czasie ciężkiej choroby królewicza Kazimierza, kiedy nie rokowano mu wielkich nadziei na ozdrowienie. W tamtych trudnych miesiącach najechał nadto na dzierżawy Łokietkowe Jan Luksemburczyk i ponowił pretensje do korony polskiej. Pod ciężarem tych okoliczności stary król polski zwrócił się do Węgier o pomoc wojskową oraz dyplomatyczną i aby ją uzyskać, użył prawdopodobnie argumentu następstwa tronu w Polsce przez Andegawenów.

Ich rywalizacja z Luksemburgami o wpływy w Europie środkowej dawała nadzieję, że współpraca Polski z Węgrami utrzyma się, jako stały czynnik równowagi politycznej w tej części kontynentu.

Reklama

Czy Kazimierz mógł być zadowolony z ojcowskich planów sukcesyjnych, których się tu domyślamy? Można wyrazić sąd, że kiedy wrócił do zdrowia, nie brał ich poważnie, wszak żonaty był z Aldoną - Anną (która rodziła mu na razie córki) i wierzył szczerze, iż doczeka się syna. Sam w 1335 roku na zjeździe w Wyszehradzie wyraził przekonanie, że kobieta nie może dziedziczyć w królestwie, uderzając tym w pretensje króla Jana Luksemburskiego do tronu polskiego, oparte na jego związku z Elżbietą, córką Wacława II.

Stanowisko Kazimierza Wielkiego nie było sprzeczne z interesami Andegawenów, gdyż król Karol Robert dochował się kilku synów i zgoda polskiego władcy na sukcesję andegaweńską na owym zjeździe w Wyszehradzie w 1335 roku i później, na kolejnym spotkaniu wyszehradzkim w 1339 roku, zachowała (w wypadku, gdyby król polski nie miał następcy męskiego) w pełni moc prawną.

W 1351 roku król Kazimierz znowu ciężko zaniemógł i zdawało się, że nie odzyska zdrowia. W związku z tym Ludwik Węgierski, biorący udział w wyprawie polskiej przeciw Litwie, skłonił panów krakowskich w Lublinie do przysięgi, że potraktują go (w wypadku zgonu monarchy polskiego), jako pana naturalnego i króla. Obietnica taka została zaprzysiężona, wszakże pod warunkiem, iż Ludwik nie będzie obsadzał urzędów w Polsce ludźmi pochodzenia obcego, zwłaszcza Niemcami, i zapłaci rycerstwu należność za udział w wyprawach wojennych.

Interesujące, że następstwo tronu polskiego zapewnił sobie wówczas sam Ludwik, wyłączając żyjącego wówczas jeszcze swojego brata, Stefana. Na szczęście Kazimierz odzyskał zdrowie, odwlekając sprawę sukcesji andegaweńskiej.

Okazało się jednak, że biegu wypadków nie dało się zmienić. Król polski nie doczekał się syna i dziedzica, co sprawiało, że po jego śmierci królestwo polskie przechodziło w ręce Ludwika, króla Węgier, na co ten winien był sobie zapewnić jeszcze zgodę rycerstwa polskiego, tej grupy społecznej, która stanowiła oparcie dla rządów królewskich w Polsce. 



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy