Reklama

​Rządy Henryka Walezego w Polsce (1574 r.)

Pod koniec epoki jagiellońskiej sytuacja międzynarodowa ukształtowała się korzystnie dla Rzeczypospolitej. Po długich ustaleniach młody królewicz francuski, zwany w Polsce Henrykiem Walezym, został wybrany 16 maja na króla Rzeczypospolitej po złożeniu przez poselstwo francuskie zapewnienia o zaprzysiężeniu pakietów postulatów polskich, uzgodnionych ostatecznie na sejmie elekcyjnym.

Pod koniec epoki jagiellońskiej sytuacja międzynarodowa ukształtowała się korzystnie dla Rzeczypospolitej. Po długich ustaleniach młody królewicz francuski, zwany w Polsce Henrykiem Walezym, został wybrany 16 maja na króla Rzeczypospolitej po złożeniu przez poselstwo francuskie zapewnienia o zaprzysiężeniu pakietów postulatów polskich, uzgodnionych ostatecznie na sejmie elekcyjnym.

Jedyne, ale za to poważne zagrożenie jej interesów w Inflantach i bezpieczeństwa granicy wschodniej stwarzało państwo moskiewskie Iwana IV Groźnego. Na pewien czas zażegnano konflikt o Inflanty ze Szwecją. Dobre stosunki łączyły Polskę zarówno z cesarstwem, jak też z Francją. Zmniejszyło się chwilowo zagrożenie ziem południowo-wschodnich najazdami tatarskimi. W polityce wewnętrznej do największych osiągnięć należy zaliczyć ugruntowanie związku Korony i Litwy poprzez realną i, jak się okazało, trwałą unię państwową. Sukcesy obozu egzekucji praw i dóbr spowodowały wzrost dochodów królewskich, postrzeganych wówczas wyraźnie już jako majątek publiczny.

Reklama

Śmierć Zygmunta Augusta (1572) postawiła przed elitą polityczną kraju ważne zadanie, jakim było bezpieczne przeprowadzenie państwa przez bezkrólewie w sytuacji, kiedy zabrakło dziedzica korony Rzeczypospolitej Obojga Narodów.  Owo bezkrólewie okazało się jednym z najważniejszych w dziejach Polski nowożytnej, gdyż podjęte wówczas działania nadały państwu w dużej mierze nowy kształt ustrojowy, zwłaszcza w kwestii sprawowania władzy przez króla i jego usytuowania prawnego w stosunku do polskiej reprezentacji stanowej - sejmu Rzeczypospolitej. 

Wypracowany w tym okresie sposób wyboru nowego króla powtarzano podczas kolejnych bezkrólewii aż do ostatniej wolnej elekcji. Spowodował on skutki oceniane w historiografii na ogół negatywnie ze względu na możliwość zagrożenia suwerenności i integralności kraju, poszerzające poza tym obszar sporów, aż do wybuchu konfliktu między skłóconymi stronnictwami wyborczymi, czyli wojny domowej. Sytuacja podczas bezkrólewii sprzyjała ponadto korupcji, demagogii i demoralizacji ówczesnych warstw rządzących państwem.

Wydarzenia po śmierci ostatniego Jagiellona ułożyły się w logiczną całość. Na prowincji, w poszczególnych ziemiach szlachta tworzyła już od lipca 1572 roku nazywane sądami kapturowymi związki, mające zabezpieczyć ład prawny, zapobiegać rozbojom i zamieszkom. W sprawach wagi państwowej inicjatywę przejęło możnowładztwo - senatorowie Rzeczypospolitej, zbierający się na zjazdach: Wielkopolanie przy prymasie Jakubie Uchańskim w Łowiczu i Kole, natomiast Małopolanie pod kierownictwem marszałka wielkiego koronnego Jana Firleja w Krakowie. 


W toku debat uzgodniono, iż funkcję głowy państwa (tzw. interrexa) przez czas bezkrólewia będzie sprawował prymas. Na wspólnym zjeździe w Kaskach zatwierdzono tę decyzję i postanowiono zwołać do Warszawy sejm konwokacyjny, czyli przygotowawczy, który rozpoczął obrady 6 stycznia 1573 roku. Posłowie zatwierdzili sądy kapturowe, urząd interrexa i określili sposób wyboru nowego władcy.

Zdecydowano się, nawiązując do uchwał sejmów z lat 1530 i 1538, na jego wybór bezpośrednio przez całą szlachtę (elekcja viritim), co oznaczało, iż każdy szlachcic miał prawo oddać swój głos na upatrzonego kandydata. Hasło osobistego udziału w elekcji bliskie było szlachcie polskiej, gdyż potwierdziło zasadę równości w obrębie tego stanu, czyli swoiście pojętą demokrację.

W tym celu zwołano na 5  kwietnia 1573 roku zjazd elekcyjny do wsi Kamień pod Warszawą. Wybrano ją ze względów politycznych. Ówcześni dygnitarze państwowi zakładali  możliwość wpływania na decyzje licznie reprezentowanej i skłonnej do ustępstw, stosunkowo ubogiej szlachty mazowieckiej i z województw ościennych. W obawie przed wykorzystaniem  sporów wyznaniowych do tworzenia sytuacji konfliktowych  uchwalono  28 stycznia, w ostatnim dniu sejmu konwokacyjnego, akt konfederacji warszawskiej, zobowiązujący wszystkich uczestników elekcji do zachowania pokoju religijnego. Było to dzieło wykraczające swą doniosłością poza doraźne kalkulacje polityczne, wydatnie przyczyniające się do wytworzenia w Polsce takiego klimatu, iż państwo to świeciło przykładem tolerancji wyznaniowej.

Ta atmosfera pojednania między "różniącymi się w wierze" okazała się szczególnie ważna w sytuacji, kiedy wśród poważnych pretendentów do korony polskiej znalazł się królewicz francuski Henryk Walezy, zamieszany w pogrom hugenotów (innowierców francuskich) w Paryżu (tzw. noc św. Bartłomieja, 24 sierpnia 1572), na którego oburzeniem zareagowali protestanci polscy, wśród których znajdowało się wiele wpływowych osobistości. W pozyskaniu szlachty na rzecz kandydata z Francji, syna znanej z tendencji absolutystycznych Katarzyny Medycejskiej, dużą rolę odegrał jej zaufany poseł na elekcję polską, biskup Walencji, Jan de  Monluc, który rozumiał najlepiej, iż najprostszym sposobem osiągnięcia sukcesu jest składanie wielu obietnic w toku walki wyborczej. Warto przypomnieć, iż kandydaturę francuską rozważano już na dworze Zygmunta Augusta, łącząc możliwość objęcia przez księcia tronu polskiego z planem jego ożenku z Anną, siostrą ostatniego Jagiellona.

Zdecydowanie gorzej poczynała sobie dyplomacja habsburska, której mało elastyczne stanowisko w prezentowaniu zasług arcyksięcia austriackiego Ernesta Habsburga rodziło obawy o zbytnie wzmocnienie wpływów cesarstwa w Rzeczypospolitej, a wraz z nimi znacznego wzmocnienia wpływów katolicyzmu. Pozostałe kandydatury (cara Iwana IV Groźnego, króla szwedzkiego Jana III Wazy i księcia siedmiogrodzkiego Stefana Batorego) nie liczyły się praktycznie w ostatecznej rozgrywce.

Młody królewicz francuski, zwany w Polsce Henrykiem Walezym, został wybrany 16 maja na króla Rzeczypospolitej po złożeniu przez poselstwo francuskie zapewnienia o zaprzysiężeniu pakietów postulatów polskich, uzgodnionych ostatecznie na sejmie elekcyjnym. Najważniejsza umowa między królem a jego poddanymi, zwana artykułami henrykowskimi, weszła do podstawowego zbioru norm ustrojowych Rzeczypospolitej i na dotrzymanie jej warunków w niezmienionej postaci przysięgali kolejni władcy.

Czyniła ona władzę królewską uciążliwą, zastrzegając podejmowanie i kontrolę najważniejszych decyzji państwowych dla sejmu, senatu i rady senatorów-rezydentów, wyposażonych w upokarzający dla monarchów warunek o możliwości wypowiedzenia im posłuszeństwa w sytuacji, kiedy nie przestrzegaliby praw i wolności szlacheckich. W kolejnym dokumencie uchwalonym na elekcji, nazwanym paktami konwentami, król elekt przyrzekał doprowadzić do przymierza polsko-francuskiego, wyposażenia floty bałtyckiej, sprowadzenia 4-tysięcznego oddziału piechoty gaskońskiej, wpłacenia do skarbu państwa 450 tys. zł, uregulowania długów zmarłego króla i otoczenia opieką Akademii Krakowskiej. Żadnego z warunków tej umowy Henryk nie zdążył wykonać. Nie spełnił również oczekiwań szlachty, przywiązanej ogromnie do idei nawiązania do ciągłości dynastii Jagiellońskiej, na zawarcie małżeństwa Anną Jagiellonką, siostrą Zygmunta Augusta.

Niesłychanym oburzeniem przyjęto we Francji ze względu na sformułowania, traktowane jako wtrącanie się obcego państwa w jej sprawy wewnętrzne, tzw. postulata polonica, zawierające żądanie zaprzestania represji hugenotów i przywrócenia im majątków oraz wolności kultu w wyznaczonych miejscach.

Nadmierne (zdaniem dyplomacji francuskiej) ustępstwa na rzecz szlachty podczas swej polskiej misji biskup Jan de Monluc przypłacił niełaską królowej matki, Katarzyny Medycejskiej, a jej irytacji doświadczyli również posłowie polscy,  wysłani  do Paryża w celu zaprzysiężenia artykułów i paktów konwentów oraz pozostałych praw i wolności szlacheckich (sierpień - wrzesień 1573). Tylko dzięki twardemu stanowisku negocjatorów polskich, gotowych do porzucenia myśli o zaproszeniu Henryka na tron Rzeczypospolitej, nie doszło do poważniejszych korekt w uzgodnionych dokumentach, zaprzysiężonych wreszcie w katedrze Notre Dame 10 września przez króla-elekta i jego brata, króla Francji, Karola IX.

Stolica Polski przywitała swego monarchę dopiero 18 lutego 1574 - niezwykle uroczyście, jak świadczą o tym słowa Świętosława Orzelskiego: "Wszyscy senatorowie zebrani [na błoniach krakowskich] z Polski i Litwy i wszystkich ziem Rzeczypospolitej wyprowadzili z miasta ogromne swoje roty, które szeroko i daleko rozwinięte przedstawiały widok wielkiego i ślicznego wojska. Chorągwie te były kosztownie odziane, odznaczające się doborem i pięknością uzbrojenia i koni, tak że widok ich wprawiał w wątpliwość wielu cudzoziemców, czy te szeregi składają się ze śmiertelników, czy to są jakie niebieskie, nigdy dotąd nie widziane zastępy. Poczty senatorów składały się nie tylko z ich chorągwi, albowiem przyłączyła się do nich jeszcze nieskończona moc szlachty i urzędników królestwa".

Wjazd króla wypadł rzeczywiście imponująco, natomiast jego wyjazd, a raczej ucieczka z Wawelu za kilka miesięcy, odebrany został jako niesłychane upokorzenie wiwatującej wcześniej szlachty. Nim do niego doszło, odbyła się 21 lutego koronacja w katedrze krakowskiej, okupiona wojną nerwów uczestników uroczystości z powodu sporu o formułę przysięgi, stoczonego między prymasem Jakubem Uchańskim a przywódcą protestantów małopolskich, marszałkiem wielkim koronnym, Janem Firlejem. Załagodzony został przyjętą przez króla formułą, wynikającą z ducha porozumienia wyznaniowego, wyrażonego w akcie konfederacji warszawskiej.

Na sejmie koronacyjnym oczekiwano od króla złożenia przysięgi na dotrzymanie warunków sformułowanych w artykułach henrykowskich, ale do tego aktu nie doszło z powodu nieporozumień między stronnictwami sejmowymi i unikania przez króla składania jednoznacznych deklaracji.

W czasie krótkiego panowania Henryk Walezy pozostał wierny szkole politycznej wyniesionej z Francji - nie godząc się na ograniczanie swej władzy królewskiej, unikał długotrwałych debat, wierząc w moc słowa pisanego. Zdążył obdarzyć swych stronników urzędami i nadaniami sowitych majątków: Andrzej Opaliński otrzymał urząd marszałka wielkiego koronnego po zmarłym Janie Firleju, Andrzej Zborowski został marszałkiem nadwornym, Piotr Zborowski wojewodą krakowskim, Jan Kostka wojewodą sandomierskim, Jan Chodkiewicz kasztelanem wileńskim, bogatymi starostwami obdarzył też Jana Zamoyskiego, Olbrachta Łaskiego i Karola Soderiniego.

Wkrótce stracił jednak poparcie braci Zborowskich. Stało się to po wyroku skazującym najmłodszego z nich, Samuela Zborowskiego, na banicję i konfiskatę dóbr za śmiertelne zranienie kasztelana przemyskiego, Andrzeja Wapowskiego, w czasie turnieju rycerskiego urządzonego po koronacji na zamku wawelskim. Swym werdyktem król nie pozyskał również opinii szlacheckiej, domagającej się głowy Samuela.

Henryk Walezy przez cały czas pobytu w Krakowie interesował się żywo wydarzeniami w ojczystym kraju. Z konieczności powrotu do Francji zdawał sobie sprawę już w czasie choroby brata Karola IX, a jego zgon 30 maja przyspieszył tylko decyzję. Ponaglany przez matkę, w nocy 18/19 czerwca opuścił potajemnie komnaty wawelskie, a doścignięty pod Pszczyną przez konnicę tatarską Jana Tęczyńskiego zadeklarował chęć powrotu do Rzeczypospolitej po uporządkowaniu we Francji spraw dynastycznych, chociaż wtedy był już niemal pewny, iż jako przywódca obozu katolickiego obejmie tron francuski, co też niebawem uczynił, pozostawiając w rozterce polskich poddanych, zwłaszcza ich elity, do których najpóźniej dotarła gorzka prawda.

Król wybrany z takim trudem, wzgardził tronem największego państwa środkowej Europy, zmuszając wyborców do refleksji, czy aby na pewno warto powierzać koronę polską kandydatom wywodzącym się z dynastii panujących w ówczesnych mocarstwach europejskich. Wyczucie faktycznych nastrojów politycznych panujących wśród najniższych stanów społeczeństwa najlepiej przedstawił historiograf Marcin Bielski, pisząc: "gdy się nasi o śmierci króla francuskiego dowiedzieli zaraz zwątpili o królu [polskim], rozumiejąc, że będzie wolał swe własne dziedziczne królestwo niż nasze, a gdzie by tej oboje chciał mieć, tedy widzieli, że z trudna miałby temu sprostać, acz nie rozumieli o nim tego, żeby ich tak płocho odbieżeć miał, tylko co baby na rynku [krakowskim] już o tym mówiły".



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama