Reklama

​Rzeczpospolita w ostatnich latach istnienia. Gospodarka

Jeśli można mówić o ironii dziejów, to do jej przejawów na pewno należy fakt, iż katastrofa spotkała Rzeczpospolitą nie w momencie najgłębszego upadku, lecz wówczas, gdy zaczęła się z niego podnosić.

Jeśli można mówić o ironii dziejów, to do jej przejawów na pewno należy fakt, iż katastrofa spotkała Rzeczpospolitą nie w momencie najgłębszego upadku, lecz wówczas, gdy zaczęła się z niego podnosić.

Choć pewne pozytywne zjawiska wystąpiły już w czasach saskich, gospodarka Rzeczypospolitej weszła w fazę względnego ożywienia dopiero w czasach stanisławowskich. Umożliwiły go wzrost wiedzy rolniczej w wyniku znacznej akcji propagandowej na rzecz wdrażania innowacji i postępu technicznego w rolnictwie, zaangażowanie się w gospodarkę wielu właścicieli ziemskich, bardziej efektywny system administrowania dobrami królewskimi, działalność przedsiębiorców, rozwój inwestycji budowlanych promowanych przez dwór   królewski i niektórych magnatów, ożywienie dyskusji nad reformami dotyczącymi stanów chłopskiego i mieszczańskiego, ujętymi w ograniczonym jeszcze zakresie w ustawach Sejmu Wielkiego itd.

Reklama

Sytuację ułatwiał wzrastający w krajach zachodnich, wchodzących powoli w fazę uprzemysłowienia, popyt na polskie produkty żywnościowe i niektóre wyroby rzemieślniczo-przemysłowe wyrażający się znacznym wzrostem cen. Polepszała się również koniunktura rynkowa na obszarze Rzeczypospolitej, wzrastający napływ kapitału umożliwiał bogacenie się zarówno ludności miejskiej, głównie większych miast, stosunkowo szybko powiększających zaludnienie i zgłaszających zapotrzebowanie na produkty żywnościowe, jak też mieszkańcom wsi, zwłaszcza jej bogatszym warstwom. Obliczono, iż w porównaniu do początku XVIII stulecia u jego schyłku produkt narodowy Rzeczypospolitej był wyższy o ok. 30 - 40 %. Nie był to jednak jeszcze wskaźnik imponujący - zwłaszcza w porównaniu z krajami zachodnimi, gdzie był on co najmniej dwukrotnie wyższy.

Przy tym należy podkreślić, że już od lat trzydziestych XVIII wieku można zaobserwować pewne oznaki ożywienia gospodarczego za sprawą wprowadzania przez administrację saską nowych form zarządzania dobrami stołowymi królewskimi (ekonomiami) w postaci tzw. Kamery, a także dzięki inicjatywom podejmowanym przez niektórych magnatów, powołujących do życia nieźle prosperujące manufaktury, takie jak radziwiłłowskie huty szklane w Nalibokach i Urzeczu, wytwórnie porcelany w Białej Podlaskiej i Swierżnie oraz fabryka sukna w Nieświeżu, a także zakładane przez Potockich manufaktury pasów i kobierców w Brodach, Buczaczu i Stanisławowie czy też przetwórnie metali rozbudowywane w okolicach Końskich przez Małachowskich. Pojawiły się liczniej korzystne dla chłopstwa próby zamiany pańszczyzny na czynsz, prowadzące nawet do parcelacji folwarków (m.in. we wsiach miejskich Poznania od 1719 roku, w niektórych ekonomiach królewskich).

Z czasów saskich polska wieś wychodziła jednak z zacofaną nadal strukturą społeczną; ciągle jeszcze większość chłopów obejmowało poddaństwo, folwarki opierały swą egzystencję głównie na pracy pańszczyźnianej o stosunkowo wysokim wymiarze, dochodzącym z łana ziemi nawet do 8 dniówek w tygodniu. Kmieci jednak było często stać na wyręczanie się (odpłatne) w pracy na pańskim uboższą ludnością wsi, małorolną, komorniczą, czasem najemnikami. Zauważalna stała się poprawa poziomu techniki rolnej, szerokie stosowanie płodozmianu, początki uprawy ziemniaka (na razie tylko na Śląsku i Pomorzu), wprowadzenie lepszych i wydajniejszych narzędzi pracy. Najsilniej proces ten wystąpił w Wielkopolsce i na Pomorzu. Nie bez wpływu na ten stan rzeczy było czerpanie wiedzy praktycznej od osadników holenderskich i niemieckich, najliczniej osadzających się w tych rejonach.

Obserwujemy również silną tendencję do oczynszowania wsi, co obejmowało nieraz wielkie kompleksy dóbr, jak na przykład  majątki  biskupstwa poznańskiego, niektóre włości miejskie, królewskie i prywatne (majątki kanclerza Andrzeja Zamoyskiego, bratanka króla - Stanisława Poniatowskiego czy podkanclerzego litewskiego Joachima Chreptowicza), zdarzały się też przypadki rozparcelowywania przez właścicieli folwarków między chłopów, pracujących znacznie efektywniej od ludności pańszczyźnianej.

W tych dobrach, w których wprowadzano czynsz na nie wygórowanym poziomie, chłopom po jego zapłaceniu zostawała nadwyżka, którą mieli możność wydać na własne potrzeby, w tym na rozwijanie własnych gospodarstw i na dobra konsumpcyjne, co w dużej mierze ułatwiało zawiązywanie stosunków rynkowych między wsią a  miastem. W majątkach oczynszowanych chłopi na ogół cieszyli się większą wolnością osobistą, sprawniej też działał ich samorząd. Należy zaznaczyć jednak, że owe zmiany nie stały się udziałem wielu obszarów Rzeczypospolitej.

Ożywienie gospodarcze dotyczyło także miast. Jego cechą charakterystyczną było zwiększanie produkcji rzemieślniczej przeznaczonej głównie dla lokalnego odbiorcy, zakładanie w niektórych miastach manufaktur, również przez bogatszych przedsiębiorców   mieszczańskich. Do najbardziej znanych należały tworzone w miastach wielkopolskich i opierające produkcję na miejscowej, dobrze rozwiniętej hodowli owiec, manufaktury sukiennicze, a także "fabryki" (tak wówczas określano niekiedy manufaktury) w Warszawie i innych większych miastach polskich. Dawały one pracę głównie mieszkańcom miast, robotnikom najemnym. Inaczej przedstawiała się sprawa w stosunkowo licznych już od lat czterdziestych XVIII wieku, na ogół większych od mieszczańskich, manufakturach zakładanych przez magnaterię, w których wykorzystywano z reguły pracę pańszczyźnianą chłopów. Przymusowa praca była mało wydajna, co - poza trudnościami ze zbytem (tak na rynku wewnętrznym, jak na zagranicznym) - przyczyniało się do krótkiego żywota tych manufaktur. Wytwórni powstawało bardzo wiele, ale z reguły istniały krótko.

Niektóre z nich zakładano w formie spółek akcyjnych, jak Kompania Manufaktur Wełnianych (1766) czy Społeczeństwo Fabryki Krajowej Płócien. Na uwagę zasługuje patronat króla Stanisława Augusta nad powstawaniem takich zakładów, jak ludwisarnia w Warszawie, rusznikarnia w Kozienicach czy fabryka fajansów w Belwederze. Największy rozmach przybrało jednak przedsięwzięcie kierowane przez podskarbiego nadwornego litewskiego Antoniego Tyzenhauza, który w ekonomiach królewskich na Litwie (grodzieńskiej, brzeskiej i szawelskiej) założył ponad dwadzieścia manufaktur. Upadły jednak na skutek błędów organizacyjnych, braku rynków zbytu, a ostateczny ich kres przyspieszyło pozbawienie Tyzenhauza wpływów (1780) po oskarżeniach o nadużycia. Warto odnotować jeszcze rozbudowę hutnictwa i przetwórstwa żelaza w Zagłębiu Staropolskim oraz początki górnictwa węgla kamiennego w rejonie Szczakowej.

Stan mieszczański nie był zdolny jednak do szerszego włączenia się do poważniejszych przedsięwzięć produkcyjno-handlowych ze względu na stosunkowo jeszcze małą liczebność i zasobność w wolne kapitały. Mieszczaństwo polskie napotykało zresztą ostrą konkurencję lepiej zorganizowanej i posiadającej mocne poczucie wspólnoty społeczności żydowskiej, ogromnie rozrosłej w XVIII stuleciu. Żydzi zdominowali praktycznie handel wiejski i w znacznym stopniu handel w miastach, zwłaszcza średnich i małych. Na tym tle rodziły się wzajemne uprzedzenia, zwłaszcza że Żydzi popierani byli zwykle przez właścicieli miast.

Do uporządkowania administracji większych miast przyczyniły się powoływane na mocy uchwały sejmu konwokacyjnego (1764) tzw. komisje dobrego porządku, kontrolujące administrację, gospodarkę i jurysdykcję miejską. Na najludniejsze miasto wyrosła w okresie stanisławowskim zdecydowanie Warszawa (z 30 tys. w 1764 do 100 tys. mieszkańców w 1791 roku), znacznie mniej mieszkańców liczyły Kraków, Lwów, Wilno (po 20 tys.), Poznań, Lublin, Toruń (po kilkanaście tys.). Rozwój Gdańska (40 tys.) zahamowała umowa handlowa Rzeczypospolitej z Prusami (1775), nakładająca na towary eksportowane przez miasto niezwykle wysokie cło.

Wspomniana umowa stanowiła ukoronowanie agresywnej od dłuższego czasu polityki Fryderyka II pruskiego, w której mieścił się także proceder psucia monety polskiej. Rozpoczął go na większą skalę w czasie wojny siedmioletniej, kiedy wszedł w posiadanie stempli menniczych Augusta III. I rozbiór Polski wywarł znaczny wpływ na stan gospodarki kraju, którego naturalne połączenia handlowe i kontakty gospodarcze  zostały  zerwane albo mocno nadszarpnięte poprzez podzielenie ziem rdzennie polskich nowymi granicami, zwłaszcza z Prusami i Austrią; na rzecz Austrii odpadły niezwykle dochodowe żupy krakowskie i ruskie, z eksportu soli do Polski administracja austriacka ciągnęła ogromne zyski. Od swego zaplecza rynkowego został odcięty Kraków, co więcej Austria przystąpiła do tworzenia dla niego konkurencyjnego miasta naprzeciw Wawelu, pod nazwą Josephstadt (dziś dzielnica Podgórze).

Smutne perspektywy przedstawił jeden z urzędników królewskich pisząc, iż mieszkańcy Krakowa z handlu pożywienia mieć nie mogą, gdy po drugiej stronie Wisły założone są magazyny towarów wszelkich. Kraj odpadł i granica zbliżyła się pod mury Krakowa; już z tamtej strony nikt do Krakowa, Kazimierza i Kleparza nie przyjdzie kupić towaru, gdy dla cła taniej ma wszystko za Wisłą. Ze względu na odnowienie wojny rosyjskotureckiej krótkotrwała okazała się próba ożywienia polskiego eksportu przez założenie - inicjatorem był wielce zasłużony na niwie gospodarki magnat Prot Potocki - Kompanii Handlu Czarnomorskiego (1783 -  1787). Z innych przedsięwzięć mających na celu ożywienie gospodarcze należy przypomnieć wielkie prace regulacyjne na ważniejszych rzekach, budowę kanałów (Ogińskiego i Królewskiego) czy też dróg bitych. Wreszcie warto zauważyć działalność domów bankowych w Warszawie i Poznaniu; wśród bankierów na czoło wysunął się bogaty przedsiębiorca Piotr Tepper. Po upadku Rzeczypospolitej aktywność gospodarcza jej mieszkańców poddana została oddziaływaniu nowego czynnika: administracji państw zaborczych.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama