Pewnego dnia po prostu się pojawili
Janina Tabisz nie pamięta dnia, w którym ocalali z Wołynia pojawili się w Trześniowie, jak wszyscy uciekinierzy, którym strach każe kryć się przed wzorkiem drugiego człowieka, po prostu pewnego dnia pojawili się w chacie na uboczu, tuż pod lasem. Seniorka nie pamięta ich nazwiska, zatarło się ono pośród innych wydarzeń życia, które trwa już 103 lata. Dobrze za to zapamiętała ich przesycone lękiem i cierpieniem twarze, opowieści oraz ciepło jakie w sobie mieli.
Mieszkali w chałupie u Kazierka przez całą wojnę i trochę po, a jak się otworzył Zachód, to wyjechali. Jak to w małej wsi każdy ich znał i wszyscy lubili, bo to byli bardzo mili i pracowici ludzie. Przyszli we trójkę: mężczyzna z żoną i siostrą. Po ślubie, jak się przeprowadziłam “na Zagrodę” [1944 r. - przyp. red.], to mieszkałam prawie po sąsiedzku, więc często się widywaliśmy. Opowiadali mi o tym, co tam się stało.
Zaczyna Janina Tabisz, po czym powoli przypomina sobie kolejne szczegóły opowieści, którą usłyszała, mając niewiele ponad 20 lat.
Była już noc, jak przyszedł do nich znajomy Ukrainiec i powiedział, żeby uciekali, bo jutro będą mordować Polaków. Szybko spakowali parę rzeczy w niewielki tobołek i uciekli w las. I tak lasami, kryjąc się, przeszli do Trześniowa.
Czytając wspomnienia ocalałych z rzezi wołyńskiej często pojawiają się opisy krycia się w leśnych ostępach przed pogonią, czy przedzierania bezdrożami, byle tylko nie zostać zauważonym. Droga między sosnami, mchem, ostrężynami dla wielu była drogą ku ocaleniu.
Wieś, gdzie wielka historia nie zagląda
Trześniów - mała wieś na obrzeżach województwa lwowskiego stała się azylem dla trójki ocalałych z rzezi. Trafili w miejsce, które wielka historia od zawsze omija szerokim łukiem, choć nie raz kładła na nim swoje cienie. Wieś była częścią Galicji Wschodniej, gdzie podobnie jak na Wołyniu, dochodziło do zbrodni na Polakach, jednak w okolice Trześniowa działalność UPA nie dotarła. Zapewne dlatego, że nie było tu podatnego gruntu dla banderowskiej propagandy. Ziemie te leżały na skraju województwa i były zamieszkane przede wszystkim przez Polaków. Co prawda zaledwie siedem kilometrów od Trześniowa istniały wsie ludności ruskiej (np. Wróblik Szlachecki czy Jabłonica Polska), ale Zamieszańcy, jak nazywają ich etnolodzy, mieszkali tu od stuleci i nie identyfikowali się jako Ukraińcy, ale nie chcieli być też nazywani Łemkami - byli po prostu Rusinami.
Sąsiedzi od pokoleń
Tak jak Rusini przez wieki żyli spokojnie pośród Polaków, tak na wielu obszarach Wołynia i Galicji Wschodniej przez wieki (a przynajmniej od XIX) Polacy żyli spokojnie obok Ukraińców. Nie chodzi tu o budowanie idyllicznego obrazu wsi kresowej, gdzie wszystko jest piękne, a ludzie żyją w pokoju i harmonii. Nie, ludzie zawsze pozostaną ludźmi - raz było lepiej, raz gorzej. Jedni odwiedzali się i wspólnie pracowali w polu, inni przez całe życie kłócili o miedzę, kolejni zazdrościli sąsiadowi lepszej sytuacji materialnej - ot, zwyczajne relacje sąsiedzkie.
Gdy na takie relacje nakładają się różnice etniczne i religijne mieszanka zaczyna być nieco bardziej niebezpieczna. Jeśli dodamy do tego lata bezskutecznych starań (i walk) o ustanowienie swojego państwa i złamaną obietnicę - ta mieszanka zaczyna wrzeć.

Złamana obietnica
22 kwietnia 1920 roku Józef Piłsudski i Symon Petlura podpisują tajne porozumienie. W myśl traktatu Polska uznaje istnienie Ukraińskiej Republiki Ludowej, a obie nacje deklarują wspólną walkę przeciwko ZSRR. Nie minęło pięć miesięcy, 21 września 1920 roku w Rydze podczas rokowań pokojowych z Sowietami - Polacy ten traktat złamali. Między tamtymi wydarzeniami a rzezią wołyńską upłynęło ponad 20 lat, ale czy może ulecieć z pamięci i serca zdrada, o której przypomina ci każdy polski funkcjonariusz państwowy? Gdy wiesz, że nie masz szans na awans, tylko dlatego, że jesteś Ukraińcem? Jeśli powoli odbiera się twoim dzieciom prawo do nauki ich języka?
Zazdrość, chciwość i polityka
Do poczucia niższości, krzywdy i zdrady dochodzi jeszcze zazdrość o ziemię. W oczach ukraińskiego chłopa polscy gospodarze byli bogatsi i mieli więcej ziemi. Nie wiedział o tym, że gospodarowali na gruncie kupionym na kredyt. Polskie państwo chętnie udzielało pożyczek na zakup ziemi na południowo-wschodnich rubieżach, aby przyśpieszyć ich polonizację. Nie widział, albo widzieć nie chciał, że ich metody gospodarowania są nowocześniejsze. Przeciętny ukraiński chłop nie dostrzegał też, że Polacy mieli mniej dzieci, więc przy podziale ojcowizny dostawały one większe połacie niż jego dziatwa.
Koktajl Mołotowa przygotowała skrajna prawica
Jednak czy ta mieszanka zadr z przeszłości i zawiści materialnej musiała prędzej, czy później wybuchnąć? Trudno się oprzeć wrażeniu, że koktajl Mołotowa zrobili z niej dopiero propagandyści skrajnie prawicowej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ze Stefanem Banderą i Mychajło Kołodzinskim na czele. Faszyści ukraińscy uznali, że niepodległa Ukraina musi być państwem jednolitym narodowościowo, a najprostszym sposobem, by do tego doprowadzić, jest usunięcie innych nacji. Propaganda banderowców nie była skierowana wyłącznie przeciwko Polakom, była wymierzona we wszystkich, którzy Ukraińcami nie byli. W jaki sposób usunąć niechcianych mieszkańców ziem przyszłego państwa? Pomysł na eksterminację członkowie OUN zaczerpnęli od hitlerowców.

Jak przekonać człowieka, by zabił sąsiada?
Gdy na szczytach OUN jej zarząd knuł plany ludobójstwa, na wołyńskiej i wschodniogalicyjskiej wsi życie toczyło się dalej. Ludzie mieszkali obok siebie jak przez dziesiątki, a nawet setki lat. Stanął więc Bandera przed poważnym problemem, jeśli eksterminacja miała przebiegać szybko i osiągnąć dużą skalę nie wystarczą jedynie jego żołnierze z Ukraińskiej Armii Powstańczej - musi wciągnąć w to zwykłych ludzi, ale jak przekonać człowieka, żeby zabił sąsiada, którego zna całe życie?
I tu znów z pomocą przyszedł Hitler - należy ofierze, na której planowany jest mord odebrać człowieczeństwo w oczach przyszłych katów. Banderowcy zrobili to tworząc demoniczną postać Polaka-wyzyskiwacza. Nie miało znaczenia, że ci wielcy polscy posiadacze ziemscy, którzy stali się filarem antypolskiej propagandy, już we Wschodniej Galicji i na Wołyniu prawie nie istnieli. Ich życia toczyły się teraz w sowieckich więzieniach albo gdzieś na głębokiej Syberii czy Kazaskich Stepach, o ile mieli tyle szczęścia, by przeżyć sowieckie represje.
Przekaz banderowców, jak każda propaganda, nie wchodził w szczegóły: Polak-wyzyskiwacz zagarnął ziemię, która należała się Ukraińcom - czas zrobić z tym porządek. Gdy usuniemy z tej ziemi "polskich panów" oddamy ją prawowitym właścicielom. Nie miało znaczenia, że "polskich panów" w 1943 roku już nie było, byli polscy chłopi.
Metoda marchewki i kija
UPA i OUN stosowały nie tylko zachęty i obietnice - narzędziem manipulacji bywa też strach.
Nie bez powodu Ukrainiec, który ostrzegł uciekinierów ze wspomnień Janiny Tabisz przyszedł do nich nocą, tak by nikt go nie zobaczył. Mógł mieć w pełni uzasadnione obawy o życie swoje i swojej rodziny. Banderowcy zdawali sobie sprawę, że nie każdy da się zwieść propagandowym mitom czy chciwości, dlatego zapowiedzieli, że za pomoc Polakom będą karać śmiercią całe rodziny.
Mimo to czytając wspomnienia ocalałych, w wielu przejawia się ten sam motyw - przeżyliśmy, bo ostrzegli nas ukraińscy sąsiedzi. Przeżyliśmy, bo Ukraińcy dali nam jeść. Przeżyliśmy, bo Ukraińcy nas ukryli.
Było jednak 90 - 100 tysięcy Polaków, którzy nie spotkali na swojej drodze życzliwego sąsiada. A nawet w tych, co przeżyli, rzeź wołyńska pozostawiła nieuleczalną ranę:
Mężczyzna miał jeszcze jedną siostrę we wsi obok. Kiedy uciekali nie mieli czasu, a on nie miał jak dać jej znać. Przez cały czas jak mieszkali w Trześniowie próbowali ją znaleźć. Nigdy nie dała znaku życia.
Nie ma usprawiedliwienia dla ludobójstwa, ale pamiętając o nim, pamiętajmy też o tych, którzy narazili życie swoje i swojej rodziny dla drugiego człowieka. W rozmowie z Interią o rzezi wołyńskiej w 2023 roku dr hab. Damian Markowski powiedział słowa, które do dziś są aktualne:
"Zwróćmy uwagę, że środowiska prorosyjskie bardzo mocno grają tym tematem. Natomiast rozbrojenie bomby, która została podłożona pod stosunki polsko - ukraińskie leży w rękach naszych państw".











![“Upiór Polski [...] opuścić swą norę w Sulejówku”](https://i.iplsc.com/0007KD9QUHVX2F2X-C401.webp)


