Spiskowcy i truciciele. Alchemicy polskich władców

Alchemicy — myślimy o nich najczęściej jako o poprzednikach współczesnych naukowców, adeptach wiedzy tajemnej, astrologach, poszukiwaczach kamienia filozoficznego czy hochsztaplerach. Tymczasem alchemicy obecni na dworach królewskich mieli realny wpływ na władzę, a niejeden zamieszany był w polityczne intrygi. Nie inaczej było w Polsce. W naszej historii kilku władców było szczególnie zainteresowanych alchemią.

Kraków — główny ośrodek polskich alchemików

Alchemia do Europy przywędrowała wraz z Arabami. To właśnie na Półwyspie Iberyjskim od XII wieku rozwijały się główne badania alchemiczne (samo słowo także zaczerpnięto z tego języka). W Polsce główny jej rozwój przypadał na XVI i XVII wiek. Już od średniowiecza największym ośrodkiem alchemicznym w kraju nad Wisłą był Kraków. Nie ma w tym nic dziwnego, funkcjonowały tu bowiem dwór królewski i Akademia Krakowska, czyli dzisiejszy Uniwersytet Jagielloński. Dlaczego uczelnia wyższa miała znaczenie dla rozwoju alchemii? Zanim na dobre oddzielono badania naukowe od tych związanych z wiedzą tajemną, alchemią parali się często ludzie nauki skupieni przy uniwersytetach. W średniowieczu i czasach renesansu do tajemnej wiedzy nie stronili też duchowni — ba, traktaty alchemiczne często zawierały fragmenty z Pisma Świętego i odwoływały się do teologii. W Polsce na liście alchemików także często pojawiały się nazwiska duchownych. Jan Długosz wspominał, że wskutek eksperymentu alchemicznego krakowskich dominikanów w 1462 r. doszło do pożaru, który strawił trzy ulice, w tym siedzibę biskupa.

Reklama

Królewscy mecenasi polskiej alchemii

Być może sztuka alchemiczna nie rozwinęłaby się w tak potężną gałąź protonauki, gdyby nie wsparcie magnackich i królewskich dworów. Największym jej mecenasem w Europie był bez wątpienia Rudolf II Habsburg (XVI/XVII wiek) — za jego czasów do Pragi ściągali najwięksi alchemicy epoki. Polscy władcy również interesowali się możliwościami wiedzy tajemnej. Alchemików można było spotkać na dworach: Zygmunt II August, Stefan Batory i Zygmunt III Waza.

Nadrzędnym celem alchemików było poszukiwanie kamienia filozoficznego — substancji zdolnej przemienić zwykły metal w złoto, będącej panaceum, czyli lekiem na wszystkie choroby oraz eliksirem młodości zapewniającym nieśmiertelność. Badania alchemiczne miały w sobie wiele cech eksperymentów naukowych, jednak nie bez wpływu na nie pozostawały przekonania zaczerpnięte z kabały, astrologii i magii. Alchemicy byli jednak nie tylko astrologami, wróżbiarzami, astrologami i naukowcami. Ze względu na duże zainteresowanie władców arkanami sztuk tajemnych często mieli realny wpływ na politykę. Czy to za sprawą rad i wróżb, czy spisków.

Zobacz również: Zanim zbudowano Bramę Floriańską

Nadworni alchemicy, obsesja i spisek

Zygmunt II August utrzymywał kontakty z wieloma alchemikami. Można tu wspomnieć choćby astrologa Kaspara Gorskiego, czy lekarza i alchemika Baltazara Smosarskiego ze Smosarza. Na dworze króla przebywali też, zainteresowani wiedzą tajemną, Jerzy i Mikołaj Mniszchowie, którzy to wraz z nadwornym alchemikiem — Lorenzem Dhurem uknuli intrygę. Cele spisu było rozbudzenie w królu pożądania względem Barbary Giżanki, która w zamyśle braci Mniszchów miała stać się ich marionetkę wpływającą na decyzje władcy.

Nadworny alchemik wraz z czarownicą z Błonia przeprowadzili na zamku wawelskim w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku seans spirytystyczny. Jego celem miała być rozmowa Zygmunta Augusta z jego ukochaną żoną — Barbarą Radziwiłłówną. Zadbano o magiczną oprawę w każdym szczególe. Najpierw czarownica nakazała królowi post i nauczyła go magicznych zaklęć. Następnie Lorenz Dhur w styczniową noc usadził władcę na krześle w odpowiednio przygotowanej sieni przed magicznym lustrem i napomniał, by pod żadnym pozorem nie zbliżał się od zjawy. W końcu Zygmunt II August znany z obsesji na punkcie zmarłej żony dostrzegł jej ducha i chciał rzucić się w jego kierunku. Opisał to świadek wydarzeń:

Jednak nadwornemu alchemikowi udało się powstrzymywać Zygmunta Augusta aż do chwili, gdy zjawa zniknęła. Było to kluczowe dla całego spisku, gdyż zjawą tą była bardzo podobna do Barbary Radziwiłłówny Barbara Giżanka, gdyby król podszedł bliżej, zapewne zorientowałby się, że nie stoi przed nim zmarła żona, lecz obca kobieta. Spiskowcy chcieli stworzyć w umyśle opętanego obsesją władcy skojarzenia pomiędzy zmarłą królową a córką warszawskiego rajcy. Dzięki temu liczyli, że gdy przedstawią Zygmuntowi Augustowi Giżankę, ten zakocha się w Warszawiance. 

Intryga powiodła się: władca zadowolony ze spotkania ze zmarłą żoną sowicie wynagrodził alchemika, a córka Jana Gizy została faworytą królewską. Jednak Lorenz Dhur przeczuwał, że wiedza na temat spisku może okazać się niebezpieczna, planował więc opuszczenie Polski. Nie udało mu się to, zabójcy wysłani przez Mniszchów zakończyli jego żywot, jak podaje tradycja w Karczmie Mystki-Rzym na Podlasiu. Karczma Rzym — to nazwa znana z polskiej kultury za sprawą ballady Adama Mickiewicza “Pani Twardowska". Zbieżność nazw nie jest tu przypadkowa, bowiem Lorenz Dhur — niemiecki szlachcic zainteresowany alchemią i astrologią znany jest w Polsce jako Pan Twardowski.

Zobacz również: "To bezwstydna ladacznica, od której możesz oczekiwać choroby wenerycznej". Troskliwa matka

Stefan Batory i alchemik-truciciel

Stefan Batory znany był z zasięgania rad u astrologów, czarnoksiężników i alchemików. Czas podróży do Polski w 1576 roku wybrał na podstawie rad astrologów, oni także wskazali najlepszą datę na ślub z Anną Jagiellonką.

Na dworze Batorego przebywał czarnoksiężnik Wawrzyniec Gradowski herbu Lubicz z Gradowa. Jego rola i badania nie są znane, jednak podejrzewano, że na zlecenie swojego protektora, biskupa poznańskiego Łukasza z Kościelca w 1578 roku podał królowi truciznę. Na Wawrzyńca Gradowskiego doniosła zazdrosna czarownica i alchemik trafił do więzienia w Rawie.

Król, szukając ratunku, zwrócił się o pomoc do berlińskiego lekarza i alchemika Leonharda Thurneyssera, który 13 lipca 1578 roku przesłał Stefanowi Batoremu list oraz antidotum przeciwko truciźnie. Król Polski pozostawał w stałym kontakcie z niemieckim lekarzem, który zadedykował mu nawet jedno ze swoich dzieł.

Stefan Batory i Merlin królowej Elżbiety

W 1585 roku stan królewskie zdrowie uległo stopniowemu pogorszeniu, a nadworni lekarze nie mogli dojść do porozumienia, co do metod leczenia. W tej sytuacji Stefan Batory zdecydował się spotkać z mistrzem sztuk tajemnych, znanym w całej Europie alchemikiem, który w tym czasie rezydował w Krakowie. John Dee nazywany był “Merlinem królowej Elżbiety". Wykazywał duże zainteresowanie różnymi dziedzinami od astronomii i matematyki, przez kalendalorogię, geografię i mineralogię. Dee był alchemikiem-naukowcem, czego nie można tego powiedzieć o towarzyszącym mu medium — Edwardzie Kelleyu, który był niczym więcej niż oszustem z kryminalną przeszłością. 

Brytyjski alchemik i towarzyszący mu okultysta spotkali się z królem dwukrotnie za wstawiennictwem polskiego alchemika i awanturnika (przy czym mocniej w jego życiu uwydatniało się to drugie zajęcie) - Olbrachta Łaskiego. Za drugim razem, 27 maja w gabinecie królewskim na zamku w Niepołomicach urządzono seans spirytystyczny. Podczas sesji Kelley doświadczył wielu wizji, w jednej z nich mówił o ropiejącej, skrywanej przed otoczeniem ranie na nodze króla, która ostatecznie zostanie uleczona. W innym widzeniu Brytyjczyk nakazał Stefanowi Batoremu bycie uległym - choć nie sprecyzował wobec kogo. Król sowicie nagrodził alchemika i jego medium wręczając im 800 florenów, jednak nigdy więcej nie skorzystał z ich usług. Podróż brytyjskiego alchemika po Europie nie była przypadkowa, inteligentny poddany dobrze służył Elżbiecie Tudor jako agent. Istnieją nawet hipotezy, że Dee i Kelley podali Batoremu wolno działającą truciznę.

Co alchemik miał wspólnego z przeniesieniem stolicy do Warszawy?

2 lutego 1566 roku we wsi Łukowica w szlacheckiej rodzinie urodził się Michał Sędziwój — jeden z najsłynniejszych polskich alchemików. Odebrał gruntowe wykształcenie w Krakowie, a podczas podróży po Europie bywał we wszystkich najważniejszych ośrodkach alchemicznych swoich czasów. Przez pewien czas przebywał na dworze Rudolfa II, gdzie nadano mu tytuł doradcy cesarskiego dworu. Dzieło Michała Sędziwoja "Traktat o Kamieniu Filozoficznym" znane było w całej Europie. Polski alchemik wytyczał w nim nowe kierunki badań silnie związane z przyrodą. W tej pracy pisał też o “sekretnym pożywieniu dla życia", które jego zdaniem znajduje się w powietrzu, a które dziś utożsamiamy z tlenem. Michał Sędziwój miał też dokonać skutecznej transmutacji metalu w złoto na oczach Rudolfa II. Jak wiemy dzięki chemii i fizyce raczej, to co zaprezentował polski alchemik cesarzowi, kamieniem filozoficznym nie było, jedna musiał to być pokaz efektowny, bo faktem pozostaje, że Rudolf Habsburg sowicie wynagrodził Polaka. Michał 

Sędziwój sprawował też funkcję osobistego sekretarza króla Zygmunta III Wazy, a na Wawelu miał własną pracownię alchemiczną, w wierzy zwanej Kurzą Stopką. Tam razem z Mikołajem Wolskim prowadzili eksperymenty alchemiczne, które doprowadziły do pożaru zamku. Według legendy to właśnie pożar siedziby Jagiellonów rozpętany przez słynnego alchemika doprowadził do decyzji Zygmunta III Wazy o przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy. 

Zobacz również: "Historia czarownic jest naszą historią"










INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy