Noc przed zamachem
Józef Piłsudski wkroczył do Warszawy na czele wiernych mu wojsk 12 maja 1926 roku, jednak pierwszy akt przewrotu majowego rozegrał się w nocy z 11 na 12 maja 1926 roku (przynajmniej tak twierdzili zwolennicy Marszałka), a poprzedził go trzyletni okres pozornej bezczynności politycznej.
Józef Piłsudski w 1923 roku w geście protestu przeciwko rządom koalicji Polskiego Stronnictwa Ludowego "Piast" i Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej nazywanej potocznie Chjeno-Piasta zrzekł się wszystkich swoich funkcji.
"Emerytowany" Marszałek w swoim Sulejówku odpoczywał na łonie natury, a od czasu do czasu napisała tekst krytykujący rząd, pojechał z odczytem na ten czy inny uniwersytet - w końcu musiał się z czegoś utrzymać, bo swoją dożywotnią marszałkowską pensję (także w geście protestu) przeznaczał na cele publiczne. A gdy już zarobił na swoje utrzymanie, urządzał przyjęcia, np. zapraszał przyjaciół i byłych współpracowników, by wspólnie z nim świętowali rocznicę jego uwolnienia z więzienia w Magdeburgu (takie przyjęcie odbyło się w 1925 r.), a że grono jego przyjaciół i współpracowników to przede wszystkim wojskowi… cóż, taką miał profesję.

Gdzie naprawdę zaczął się przewrót majowy?
Feralnej nocy, z 11 na 12 maja 1926 roku, dworek w Sulejówku, gdzie Piłsudski udał się na dobrowolną "emeryturę", został ostrzelany. Marszałek po tym, jak zaatakowano jego dom, postanowił w pokojowym usposobieniu, zaprotestować u najwyższych władz Rzeczpospolitej przeciwko zamachowi na życie jego i jego rodziny. A to, że towarzyszyły mu oddziały wojskowe, było potrzebą chwili, wszak ktoś czyhał na jego życie.
Większość gazet z tego okresu opisała wersję Józefa Piłsudskiego o zamachu na jego życie, choć niektóre podawały ją bez przekonania. Trudno się temu dziwić, gdyż sprawców nigdy nie złapano, a patrol wojska interweniował, nim zdążyli komukolwiek zrobić krzywdę.
Niezależnie od tego, czy rzeczywiście ostrzelano dom Marszałka, czy był to jedynie wymyślony powód, stał się on pretekstem do zbrojnego wkroczenia do Warszawy.
Kilkudniowy bunt
12 maja zwolennicy Piłsudskiego zajęli Pragę i zatrzymali się na linii Wisły, gdyż wszystkie możliwości przeprawy przez rzekę kontrolowały siły rządowe. W obliczu takiej sytuacji na moście Poniatowskiego doszło do spotkania pomiędzy Józefem Piłsudskim a prezydentem Stanisławem Wojciechowskim, które jednak nie przyniosło rozwiązania, a walki nadal trwały. Piłsudczycy mogli liczyć na poparcie części społeczeństwa Warszawy (szczególnie robotników), za przewrotem opowiedziały się też wszystkie partie lewicowe.
Związek Zawodowy Kolejarzy wziął udział w buncie Piłsudskiego w nietypowy sposób - ogłoszono strajk, który polegał na blokowaniu transportów wojskowych dla strony rządowej.
Ostatecznie przewrót zakończył się 15 maja 1926 roku, ustąpieniem prezydenta, rozwiązaniem rządu Wincentego Witosa i przejęciem władzy przez sanację. Politykom zależało na prędkim zakończeniu rebelii, obawiano się bowiem wybuchu wojny domowej, a niepokój w kraju wzmagał również zagrożenie zewnętrzne.

"Upiór Polski" z Sulejówka
Tyle historycy, gazety miały jednak swój pogląd na wydarzenia z Warszawy, a to, jakie stanowisko prezentowały, w dużej mierze zależało od miejsca wydania.
Poznań był w II RP ośrodkiem antysanacyjnym, co widać także w gazetach. "Kurier Poznański" 13 maja 1926 roku grzmiał nagłówkiem na pierwszej stronie: "Rebelia Piłsudskiego", w którym gazeta podaje w wątpliwość prawdziwość ataku na dom Marszałka w Sulejówku. W artykule opublikowano również komunikat rządowy zaczynający się od słów [pisownia oryginalna]: "Szerzona od dłuższego czasu przez spiskowców i burzycieli ładu i porządku zbrodnicza agitacja wśród wojska wywołała smutne następstwa. Kilka oddziałów wojska, zebrane w okolicy Rembertowa, podniecone fałszywemi pogłoskami i uwiedzione fałszywemi rozkazami, dało się wciągnąć do złamania dyscypliny i wypowiedzenia posłuszeństwa prawowitemu Rządowy Rzeczypospolitej".
Jednak "Kurier Poznański" był bardzo stonowany w porównaniu z innym periodykiem ukazującą się w Wielkopolsce. "Gazeta Narodowa", która sama siebie opisywała jako: "Pismo narodowe rzymsko-katolickie dla Ludu, poświęcone sprawom wsi" na pierwszej stronie wyzywała buntownika, porównując go do zwierząt i upiorów [pisownia oryginalna]:
Stała się rzecz straszna, najokropniejsza, jaka się wydarzyć mogła. Osławiony upiór Polski, Józef Piłsudski na czele kilku zbuntowanych jednowskrzeszonej ojczyzny spaczając usiłowania narodu i wstrzymując rozwój państwa opuścił swą norę w Sulejówku na czele kilku zbuntowanych jednostek wojskowych podniósł bunt przeciwko prawowitemu rządowi.
Gazeta relacjonowała także dramatyczne sceny rozgrywające się w stolicy: "Na ulicach Warszawy wrze walka krwawa. Grzmią armaty i karabiny. Krew leje się strumieniami".
Z tym opisem nie zgodziliby się historycy. Czesław Brzoza i Andrzej Sowa w "Historii Polski 1918 - 1945" stwierdzają, że walczące strony starały się w miarę możliwości minimalizować straty własne i przeciwnika. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że tak w jednych, jak i drugich oddziałach są doświadczeni żołnierze i dowódcy niezbędni dla obronności kraju. Mimo to nie obyło się bez ofiar. Historycy z Uniwersytetu Jagiellońskiego piszą o 379 martwych i 920 rannych, z których część stanowiła ludność cywilna. Choć to smutna statystyka, taka liczba ofiar nie sprawia, iż "ulice spływają krwią". Z tej relacji łatwo wywnioskować, że "Gazecie Narodowej" światopoglądowo bliżej było do Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej, niż do Piłsudskiego.
Co na to Warszawa?
Według historyków część ludności Warszawy popierała decyzję Józefa Piłsudskiego, co miało mu ułatwić przejmowanie miasta. "Gazeta Warszawska Poranna",13 maja 1926 roku między wierszami potwierdzała to stanowisko, napisano bowiem [pisownia oryginalna]: "Stosunek ludności cywilnej do buntowników staje się zdecydowanie wrogi. Okrzyki na cześć Piłsudskiego wznoszą tylko grupy uzbrojonych wyrostków, strzelców i t.p. nie znajdując żadnego odzewu wśród ogółu". Z tego akapitu można wysnuć wniosek, że ludność Warszawy przyjęła wojska Marszałka co najmniej neutralnie, skoro jej stosunek według gazety z czasem "stawał się wrogi".
"Robotnik", jak można się spodziewać, będąc prasowym ramieniem Polskiej Partii Socjalistycznej, pisał oczywiście o Rewolucji - z szacunkiem, przez duże "R".

A w Krakowie spokój
Kraków natomiast postanowił zachować spokój ani 13, ani 14 maja nie ukazała się nawet wzmianka o wydarzeniach w Warszawie. Dopiero 15 maja 1926 roku na pierwszej stronie "Ilustrowany Kuryer Codzienny" poinformował "W Polsce dokonał się zamach stanu". W artykule zaznaczono, że każda bratobójcza walka to wielka tragedia i że losy przewrotu powinny rozstrzygnąć się w Warszawie i tylko tam - wzywano do zachowania spokoju. W tej gazecie zaraz po informacji o puczu następuje wyjaśnienie [pisownia oryginalna]: "Z drugiej strony niepodobna lekceważyć lub nie doceniać przyczyn, które stworzyły podłoże psychologiczne dla ostatnich wypadków: - Bezwład ciał ustawodawczych, brak inicjatywy władz, ogólne zniechęcenie spowodowane sytuacją gospodarczą, społeczną i powszechnym upadkiem moralności - oto co jak ciężar na piersiach odczuwało już na długo przed zamachem stanu całe społeczeństwo".
Przewrót majowy już w czasach Piłsudskiego był różnie oceniany w zależności od przekonań politycznych i do dziś nie ma wśród historyków jednolitego stanowiska na ten temat. Jedno jest jednak pewne, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii odrodzonej Polski.


![Złoty skarb odnaleziono w Torżoku [zdjęcie poglądowe]](https://i.iplsc.com/000MHNGAMOIHW5YF-C401.webp)


![“Upiór Polski [...] opuścić swą norę w Sulejówku”](https://i.iplsc.com/0007KD9QUHVX2F2X-C401.webp)





