Reklama

11 czerwca 1945 r. Przeciwdziałanie czechosłowackiej agresji

Czy w 1945 roku mogła wybuchnąć wojna polsko-czechosłowacka? Agresywne działania naszych południowych sąsiadów prowadziły prostą drogą do wybuchu konfliktu zbrojnego.

Problemy związane z wyznaczeniem granicy polsko-czechosłowackiej nie były nowością - konflikt trwał bowiem od 1918 roku, a jego głównym przedmiotem było Zaolzie. Początkowo w dwuznacznych okolicznościach zajęte przez Czechów, w 1938 roku odzyskane przez Polskę.

Po zakończeniu II wojny światowej i w czasie kolejnego kształtowania Europy Środkowej - tym razem pod sowieckim nadzorem - spór o granicę zaostrzył się na tyle, że niewiele zabrakło do wybuchu konfliktu zbrojnego. Tym razem gra nie szła o Zaolzie, ale o południowy skrawek Dolnego Śląska. Już wiosną 1945 roku doszło do licznych incydentów granicznych w Raciborskiem, Głubczyckiem, Nyskiem i Kłodzkiem.

Reklama

"Wiele incydentów miało charakter bezprawnych rekwizycji; w maju i pierwszych dniach czerwca 1945 r. Raciborskie bez przeszkód penetrowała czeska milicja, zabierając bydło i płody rolne, a także strzelając do polskich flag" - opisuje Władysław Szczepański w publikacji "Konflikt graniczny polsko-czechosłowacki w latach 1945-1947".

Czesi rozkradali również infrastrukturę przemysłową i rolniczą przygranicznych obszarów, kradnąc między innymi maszyny z fabryki kryształów z Lasówki czy nawet całe młyny. Jednocześnie rząd czechosłowacki rozsyłał noty informujące o planach siłowego zajęcia Kłodzka.Słowa przekuto w czyny 10 czerwca 1945 roku. Wtedy to granice polsko-czechosłowacką w Chałupkach przekroczył batalion piechoty. Żołnierze kroczyli wspierani przez pluton czołgów oraz dwa plutony wojsk zmotoryzowanych.

Wojska czechosłowackie maszerowały w głąb Polski i podeszły kilka kilometrów pod Racibórz. Wszędzie dokonywano rekwizycji, zrywano polskie tablice i emblematy, zatrzymywano polskich mundurowych, jak na przykład pracowników stacji kolejowej w Chałupkach.

Polacy nie pozostali niewzruszeni na agresję południowego sąsiada. 11 czerwca Warszawa stanowczo zażądała wycofania wojsk czechosłowackich z Polski, a Naczelny Dowódca Wojska Polskiego marszałek Michał Rola-Żymierski wydał rozkaz przeciwdziałania zajęcia przez Czechów terenów przygranicznych. 1. Korpus Pancerny miał przejść na linię Prudnik-Cieszyn, a dowódcy 2. Armii zabezpieczyć linię Prudnik-Nysa. Jednocześnie żołnierze otrzymali rozkaz, by strzelać jedynie w ostateczności i wyłącznie na ogień wojska czechosłowackiego.

Dzień później Krajowa Rada Narodowa nakazała ustawić słupy graniczne, by linia oddzielająca Polskę od Czechosłowacji nie budziła wątpliwości. Rząd polski wystosował też kolejną notę ostrzegawczą do Pragi. Nie przyniosło to zamierzonego skutku.

17 czerwca Polska i Czechosłowacji stanęły na granicy konfliktu zbrojnego. Wtedy to oddziały Wojska Polskiego rozpoczęły akcję odzyskiwania Kłodzka. Rola-Żymierski wydał też rozkaz ataku na Zaolzie. Dzień później marszałek odwołał akcję - na wyraźne życzenie Józefa Stalina, który nie mógł pozwolić sobie na wybuch wojny pomiędzy "bratnimi narodami". Choć wciąż dochodziło do dalszych incydentów, to jednak nie przybrały one tak poważnego wymiaru. Wojna polsko-czechosłowacka została zażegnana.

AW

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje