Reklama

13 czerwca 1915 r. „Naprzód, polskie ułany”. Szarża pod Rokitną

Ofensywę rozpoczął XI Korpus austriacki generała Ignaza Edler von Kordy. Rosjanie cofnęli się na teren Besarabii, za graniczna rzekę - punkt oporu stanowiła wybudowana linia obronna, z czterema liniami okopów. II Brygada Legionów Polskich operowała w rejonie Rarańczy. Rozkaz do szarży wydał szef sztabu II Brygady kpt. Vagas.

Ułani ruszyli mimo, że atak nie był poprzedzony ostrzałem artyleryjskim okopów wroga, a za kawalerzystami nie ruszyła piechota. Szarżę 2. szwadronu (3 szwadron pozostał w rezerwie) poprowadził dowódca, rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz.

"Rozświeciły się twarze żołnierskie i z sześćdziesięciu młodych piersi krzyk poszedł "Hurra!". A Topór im przewodzi, bo woła: "Naprzód, polskie ułany!", a wtórują mu inni: "Naprzód, stara wiara!" - pisał we wspomnieniach wachmistrz Rostworowski. Atak ułanów obserwowali z okopów żołnierze piechoty. "Pognali przez pola i w odległości z jakich 3 km od linii nieprzyjacielskiej rozwinęli się i już cztery plutony z komendantem na czele na linię, już z kłusa przechodzą w cwał, coraz dzikszy, coraz szybszy. Pędzą jak wicher, za nimi z ugorów rwie tuman, przed nimi błyszczą w słońcu wyciągnięte do szarży szable... Już są pod linią. Już przeskoczyli pierwszy - pusty rząd rowów strzeleckich, już gnają pod drugi... Wtem! Zatrzęsło się powietrze - wrzaski - huk - gromy! To salwy Moskali, to straszna pukanina rosyjskich karabinów maszynowych z flanki, to rozsypują się złomy szrapneli rosyjskich.

Reklama

A ułani Wąsowicza pędzą, pędzą... Oto zleciał jeden - oto jak wichura gna koń bez jeźdźca - oto tam stanął dęba i ktoś potoczył się do okopu - oto znów kilku zleciało... Nie ustają salwy i szrapnele. (...) Już są za drugim rowem strzeleckim, już dobiegają ziemianek, już ich znowu kilku pokotem leży, już znowu kilka przerażonych koni bez jeźdźców mknie w dal, już przeskoczyli ziemianki i - znikają... Jak by się w ziemię zapadli...(...)" - tak opisywał atak ułanów por. Bertold Merwin.

Do ostatniego, czwartego rowu okopów, rotmistrz Dunin-Wąsowicz dotarł na czele... 9 ułanów.

Szarża trwała kilkanaście minut. Z 63 kawalerzystów na koniach wróciło tylko 6, w tym tylko 2 nietkniętych. Na miejscu zginęło 15 ułanów, w tym trzech oficerów: d-ca rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz , por. Jerzy Topór-Kisielnicki, por. Roman Prawdzic-Włodek. Trzech ułanów zmarło z ran kilka dni później, rannych zostało 24 ułanów, do niewoli Rosjanie wzięli 7.

W nocy Rosjanie opuścili okopy i wycofali się w głąb Besarabii.

AS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL