Reklama

30 lipca 1944 r. Premier Mikołajczyk w Moskwie. "Po co Pan tutaj przyjechał?"

Stanisław Mikołajczyk, premier Rządu RP na Uchodźstwie, przyleciał z wizytą do Moskwy. W tym czasie Armia Czerwona przekroczyła Bug, zajęła Lublin i zbliżała się do Warszawy.

Na wyjazd do Moskwy i spotkanie ze Stalinem naciskał Winston Churchill, a podobne stanowisko reprezentował także rząd USA. Zachodnim aliantom chodziło o to, aby nakłonić Mikołajczyka do porozumienia z Sowietami nawet za cenę bardzo daleko idących ustępstw, m.in. uznania podyktowanej przez Stalina granicy na tzw. linii Curzona, jak też zaakceptowanie rosyjskiej wersji zbrodni katyńskiej, w której jako sprawców wskazano Niemców.

Międzynarodowa pozycja Mikołajczyka była w tym czasie bardzo trudna. Wprawdzie polski rząd emigracyjny był wciąż uznawany przez mocarstwa zachodnie, a po walkach 2. Korpusu gen. Władysława Andersa pod Monte Cassino zbladły sowieckie zarzuty, że Polacy nie chcą walczyć z Niemcami, ale to w rękach Stalina znajdowały się już wszystkie argumenty do rozstrzygnięcia o przyszłości Polski.

Reklama

Mikołajczyk przybył do Moskwy dzięki wstawiennictwu Churchilla, ponieważ po ujawnienia przez Niemców masakry w lesie katyńskim w kwietniu 1943 r., Sowieci zerwali stosunki dyplomatyczne z rządem polskim, kierowanym ówcześnie przez gen. Władysława Sikorskiego. Mianowany premierem po śmierci Sikorskiego, Stanisław Mikołajczyk miał słabszą pozycję tak wobec aliantów, jak i we władzach emigracyjnych, a szczególnie w wojsku.

W trakcie konferencji teherańskiej jesienią 1943 r. Stalin dał Churchillowi i prezydentowi USA Franklinowi Delano Rooseveltowi jasno do zrozumienia, jakiej Polski sobie życzy.

Protestujący przeciwko ustępstwom aliantów wobec Stalina, czynionych kosztem Polski, premier Mikołajczyk był wielokrotnie nakłaniany przez Churchilla do przyjęcia coraz to nowych warunków Moskwy (poza akceptacją granicy na tzw. linii Curzona, np. do dymisji Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego).

Od początku 1944 r. Armia Czerwona wkraczała w granice przedwojennej Polski, traktując je jako obszar Związku Sowieckiego. Alianci toczyli w tym czasie ciężkie walki z Niemcami we Włoszech, a ich rozpoczęta 6 czerwca inwazja w Normandii przez kilka tygodni toczyła się w sposób nie przesądzający o przełomie na froncie zachodnim. Pędząca ze wschodu Armia Czerwona była sojusznikiem, wobec którego anglosascy alianci gotowi byli pójść na wszelkie ustępstwa.

26 lipca 1944 r. premier Mikołajczyk wystartował z Londynu, by przez Bliski Wschód skierować się do Moskwy. Kierował się sugestiami Churchilla, aby przed dotarciem Sowietów na polskie ziemie leżące po zachodniej stronie tzw. linii Curzona, ustalić ze Stalinem zasady administrowania tymi terenami.

Zanim 30 lipca samolot Mikołajczyka wylądował w Moskwie, Armia Czerwona po przekroczeniu Bugu zainstalowała na zajętej Lubelszczyźnie powołany w Moskwie Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. PKWN bez szemrania podpisał porozumienia graniczne ze Związkiem Sowieckim, oddające Kresy ze Lwowem, Wilnem i Grodnem oraz zgodził się, by NKWD mogło ścigać, sądzić i karać obywateli polskich na zajętych terenach kraju. Tego samego 30 lipca sowieckie wojsko zajęło Otwock i Wołomin, będąc o krok od zdobycia Warszawy.

31 lipca Mikołajczyka przyjął sowiecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow. "Po co pan tutaj przyjechał? Co pan ma do powiedzenia" - opisuje to spotkanie Jan Karski w książce "Wielkie mocarstwa wobec Polski" (Wydawnictwo Poznańskie, 2014). Mołotow odesłał Mikołajczyka na rozmowy z przedstawicielami PKWN, których w tym czasie ściągnięto do Moskwy.

Tych samych adresatów rozmów wskazał polskiemu premierowi także Stalin, z którym Mikołajczyk spotkał się 3 sierpnia. Na prośbę o pomoc dla walczącej od trzech dni Warszawy, Stalin - jak relacjonuje Karski - odparł, że nie ma zaufania do polskiego podziemia, bo w czasie wojny było "bierne" wobec Niemców i "krzywdząco podejrzliwie" wobec Rosjan.

Próbując szukać pomocy dla powstania, Mikołajczyk apelował też do przedstawicieli PKWN i "błagał Bieruta, aby bronił interesów i suwerenności Polski przed pogwałceniem ich przez Sowietów. Bierut odparł, że dobre stosunki polsko-sowieckie są ważniejsze niż  granice Polski" - pisze Jan Karski. Bierut zaproponował Mikołajczykowi, aby porzucił Londyn i przystąpił do rządu, który pod opieką Sowietów powstanie w Polsce.

9 sierpnia, w dniu odlotu z Moskwy, premier RP ponownie spotkał się ze Stalinem, który tym razem stwierdził, że nie ma potrzeby pomagać Warszawie, bo w stolicy Polski nie ma żadnego powstania i nic się tam nie dzieje.

NH

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama