4 grudnia 1985 r. Wojciech Jaruzelski w Paryżu

Pierwsza po 13 grudnia 1981 roku wizyta na Zachodzie członka najwyższych władz PRL miała absurdalny przebieg.

Na przełomie listopada i grudnia 1985 roku generał Wojciech Jaruzelski wybrał się z wizytą do Libii, Algierii i Tunezji. Przewodniczący Rady Państwa miał również spotkać się nieoficjalnie z prezydentem Francji Françoisem Mitterandem w Paryżu, pomiędzy wizytami w Algierii i Tunezji.

Władzom PRL zależało na przełamaniu izolacji, w jakiej PRL znalazło się po 13 grudnia 1981 roku, i propagandowym nagłośnieniu wizyty w państwie Europy zachodniej.

Francuzi pokazali jednak, że bliżej im do demokratycznej opozycji niż reżimowej władzy.

Reklama

Pierwszy dyplomatyczny afront spotkał generała Jaruzelskiego jeszcze wieczorem 3 grudnia 1985 roku, kiedy samolot polskiej delegacji wylądował na lotnisku Orly. Przewodniczącego Rady Państwa na płycie lotniska powitał "zaledwie" szef protokołu, czyli urzędnik niskiej rangi. Zabrakło nie tylko francuskiego ministra spraw zagranicznych, ale też kompanii honorowej.

4 grudnia był kolejnym dniem upokorzeń. Orszak generała Jaruzelskiego, który nocował w polskiej ambasadzie w Paryżu, podjechał pod główne wejście Pałacu Elizejskiego. Tam peerelowska ekipa została poinformowana, że na spotkanie z prezydentem Mitterandem ma wejść bocznym wejściem. Przed drzwiami generała Jaruzelskiego powitał nie przywódca Francji, a minister spraw zagranicznych Roland Dumas.

Rozmowa z Mitterandem trwała 80 minut, a prezydent Francji uparcia powracał w niej do tematyki przestrzegania praw i wolności obywatelskich. Te kwestie bez wątpienia nie były generałowi Jaruzelskiemu w smak.

Puentą dla spotkania Mitterand-Jaruzelski - i kolejnym upokorzeniem władz PRL - były słowa premiera Francji Laurenta Fabiusa, który publicznie oświadczył, że był zakłopotany wizytą peerelowskiej delegacji Paryżu.

(arwr)

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama