Reklama

​Sławomir Koper: Pomniki nie są zdolne do miłości, zwłaszcza martwi bohaterowie

Ślub w powstaniu warszawskim Bolesław (Bill) Biega i Alicja (Lilly) Treutler-Biega Fot. Eugeniusz Lokajski /Muzeum Powstania Warszawskiego /domena publiczna

Jan Nowak Jeziorański to posągowa postać, legenda emigracji. Współtwórca Radia Wolna Europa. Jedna z najbardziej znienawidzonych postaci przez władze PRL. Niewielu jednak wie, że nie dokonałby tego wszystkiego, gdyby nie żona Jadwiga Wolska. To ona redagowała jego przemówienia, artykuły i książki. Organizowała wyjazdy. Gdy umierała, Jeziorański był zajęty organizacją wizyty prezydenckiej. Później nie napisał już nic ważnego. O miłości w powstaniu warszawskim ze Sławomirem Koprem rozmawia Karolina Olejak.

Karolina Olejak, Interia: Była miłość w powstaniu?

Sławomir Koper: - Dla mnie jako historyka odkryciem nie było to, że miłość w powstaniu była, ale to, że nie powstała żadna książka, która opowiada bezpośrednio o tym temacie. Kojarzymy zdjęcie ze ślubu powstańców. Tymczasem, jak to w życiu, miłosne historie nie zawsze były tak piękne i czyste jak na obrazku. 

- Powstańcy to byli przede wszystkim ludzie młodzi, a tam, gdzie dwudziestolatkowie zawsze jest też miłość. Wraz z kolejnymi dniami walki mieli coraz większą świadomość nieuchronności śmierci. Nawet ci, którzy na początku szli do powstania z poczuciem nieśmiertelności, szybko zrozumieli, że zginąć mogą w każdej chwili.

Reklama

- Podczas powstania formalnie zawarto 256 związki małżeńskie. Formalnie mogło być ich znacznie więcej, ale dokumentacja nie została zachowana. Niektórzy wdowcy i wdowy, by uniknąć formalności, nie przyznawali się do zawartych związków. Skrajne doświadczenia i poczucie, że życie może potrwać już bardzo krótko, zbliża. W ten sposób rodziły się różne namiętności.

Jeszcze kilka lat poruszanie tematów związanych z seksualnością powstańców były traktowane jak atak na świętość.

- Miłość faktycznie nie jest już tematem tabu. Śluby na gruzach stolicy weszły do powszechnej świadomości. Dużo trudniej mówić o wolnej miłości. Przez wiele lat cenzurowano takie wspomnienia. Seksualna rozwiązłość nie pasowała do wizerunku powstańca.

- Tymczasem pamiętam, jak podczas rozmów jeden z powstańców opowiadał mi, że umawiał się ze swoją osiemnastoletnią sanitariuszką. Szukali wolnego lokalu. Łączyła ich czysto seksualna relacja.

- Każdy, kto ma chociaż trochę wyobraźni, łatwo odstąpi od moralnych osądów. Gdy wszystko wokół płonie, za chwile ty i twoi znajomi mogą zginąć, to każda chwila bliskości jest ważna. Trudno to potępiać.

 - Wciąż nie mówimy o tym, że Warszawie już w połowie sierpnia zabrakło prądu i wody. Brakowało żywności, szczególnie wśród cywilów. Wybito nie tylko konie, ale również domowe psy i koty, które zjedzono. Powstanie to była nie tylko katastrofa zbrojna, ale i epidemiczna.

Mamy jeszcze jakieś tematy tabu związane z powstaniem?

- Tabu wciąż pozostaje alkohol, który w czasie walk lał się strumieniami. Pili go również ludzie bardzo młodzi.

- Wielu rzeczy brakowało w sierpniu 1944 roku, ale nie procentów. Stało się tak dzięki zdobyciu ogromnych ilości koniaku z magazynu na Stawkach. Do tego w niemal każdej niemieckiej instytucji i opuszczonych domach można było znaleźć barek.

- W pewnym momencie pojawiło się nawet zalecenie  dowódca sił powstańczych w Warszawa, Antoniego Chruściela, żeby ograniczyć spożycie alkoholu. "Monter" rozumiał potrzebę odstresowania się po akcji, ale wokół trwała wojna.

Jednym z najbardziej znanych małżeństw zawartych w czasie powstania jest związek Jana Nowaka Jeziorańskiego z Jadwigą Wolską "Gretą".

- Sam Jeziorański wspomina, że poznali się podczas jednej z odpraw. Dziewczyna weszła do salonu mieszkania na Górnym Mokotowie. Była śliczną dziewczyną o dużych, lekko skośnych oczach. Działała jako łączniczka i miała odebrać od niego dokumenty. Od razu wpadła mu w oko. Dziewczyna nie dała się od razu zaprosić na kawę, mimo że Jeziorański miał wtedy dwadzieścia dziewięć lat i piękną kartę niepodległościową. W końcu ich drogi się spotkały.

- Z ich ślubem związana jest taka historia. Tuż przed ceremonią Jeziorański wypatrzył na jednym, z niewielu ocalałych balkonów petunie. Dotarł do właściciela i zapytał, czy może je zebrać. Ten popatrzył, jak na idiotę i pozwolił, póki balkon jeszcze wisi. Tym sposobem na ślubie Jadwiga miała kwiaty.

Historia z pozoru filmowa, zwłaszcza gdy nie mówi się o ich wspólnej przyszłości.

- Jan Nowak Jeziorański to posągowa postać, legenda emigracji. Współtwórca Radia Wolna Europa. Jedna z najbardziej znienawidzonych przez władze PRL postaci. Zrobił wielką karierę. Niewielu jednak wie, że nie dokonałby tego wszystkiego, gdyby nie żona Jadwiga Wolska. To ona redagowała jego przemówienia, artykuły i książki. Organizowała wyjazdy.

- Wmawiała mu, że jest genialny, a Nowak w to uwierzył. Prawda jest jednak taka, że po jej śmierci, mimo że miała sekretarkę z nowoczesnym komputerem, nie napisał już nic znaczącego. Wtedy przy okazji wyszło jego skąpstwo. Żonie nigdy nie kupił komputera. Uznawał, że jej do pracy wystarczy maszyna do pisania.

- Jego sknerstwo wspominają też wspólni znajomi. On zawsze chodził w idealnie dobranych garniturach, Greta w powyciąganych swetrach. W końcu to nie ona była osobą publiczną.

Nie spełnił również jej jedynego życzenia, o pozostaniu w domku w Alpach.

- To były najpiękniejsze chwile w życiu Jadwigi. Mieszkali w domku w Alpach. Tam Jeziorański pisał Kuriera z Warszawy, a Greta jako pierwsza czytelniczka redagowała teksty. Przyjmowali gości z Polski. Znajomi wspominali, że od razu można było poznać, że to małżeństwo akowców. Personalia wszystkich gości trzymali w sekrecie.

- Kiedy urządzili się tam na dobre, Jeziorański dostał ofertę przeprowadzki do Waszyngtonu, by zostać tam nieoficjalnym rzecznikiem sprawy polskiej przy rządzie amerykańskim. Greta po raz kolejny poświeciła osobiste szczęście i wyruszyła za nim.

- Jadwiga w pewnym momencie zajęła się fotografią. Mąż mimo licznych kontaktów w USA nigdy nie zorganizował jej wystawy. Jeziorański podporządkował zarówno swoje, jak i jej życie własnej karierze.   

A później tego żałował

- Nie było go przy śmierci żony. Uczestniczył wtedy w uroczystościach związanych z wizytą Aleksandra Kwaśniewskiego w USA. Po 1989 roku "Nowak" zaczął też jeździć do kraju. Jego żona była temu przeciwna. Uważała, że nie można iść na ideowy kompromis i dogadywać się z postkomunistami.

- Jadwiga zmarła w 1999 roku. Znajomi wspominają, że Jeziorański do końca życia nie pozwalał siadać na krześle, które żona zajmowała w kuchni. Na jej łóżku ułożył furażerkę z czasów armii krajowej i wieńce złożone wcześniej na grobie. Tak oddawał jej cześć.

- Zrozumiał i żałował. Szkoda, że tak późno. Gdy brali ślub, zakładali, że przeżyją razem kilka tygodni. Ostatecznie w związku byli przez 55 lat.

Nie wszystkie związki przetrwały tak długo

- W książce opisuję historię tragicznego trójkąta. Zaczęło się zwyczajnie. Para wspólnie walczyła na Starówce - Jadwiga Cholewianka "Gigi" i Wincenty Rankowski "Wicek". Pobrali się tuż przed kapitulacją powstania. Niestety chłopak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Wtedy okazało się, że jest też trzeci bohater tej historii. Edward Łopatecki "Młodzik", który w międzyczasie był w klasztorze.

- Sprawę wyjaśniła przyjaciółka "Gigi" Barbara Bobrownicka Fricze. Jak sama stwierdził dziś, gdy nie żyją już wszyscy bohaterowie tej historii, prawda nikomu nie może zaszkodzić.

- Okazało się, że faktycznie para była ze sobą blisko związana. Na początku walk uratowali sobie nawzajem życie. Wtedy pojawił się Edward, chłopak ze Lwowa. Został ranny w jednej z akcji, a opiekowała się nim właśnie Jadwiga. Zakochali się w sobie i dziewczyna miała ogromny dylemat, którego z chłopaków wybrać.

- Ostatecznie została wierna narzeczonemu i wzięli ślub. "Młodzik" wyjechał na zachód. Nie mógł się ta odnaleźć, więc wrócił do ojczyzny i wstąpił do zakonu. W tym czasie "Wicek" pojechał służbowo na Mazury i tam w wyniku pomyłki został zastrzelony przez partyzantów.

- Świeżo upieczony zakonnik, gdy tylko dowiedział się, że Jadwiga jest wdową, wystąpił z zakonu i ostatecznie "Giga", związała się z "Młodzikiem".

Były też historie miłości po grób i to dosłownie

- Taka była historia miłości "Jeremiego" i "Niny". Jerzy Zborowski służył w Legendarnym "Parasolu". Chłopak nie był typem żołnierza, raczej humanisty. Analizował etyczne aspekty wojny. Okazał się jednak wspaniałym strategiem. Brał udział w akcji pod Arsenałem,  odbijał więźniów pod Celestynowem. Dzięki zasługom awansował na nieformalnego zastępcę dowódcy "Parasola". Jadwiga Trojanowska "Nina" łączyła naukę, z kursem Agricola w szkole podchorążych i zadaniami konspiracyjnymi.

- Nie wiadomo dokładnie kiedy młodzi stali się parą. Jednak, gdy tylko było to możliwe, służyli razem. Jerzy dowodził akcjami, a Jadwiga była jego łączniczką.

- Podczas jednej z akcji dziewczyna została ciężko ranna. Kula przestrzeliła jej policzki, wchodząc jedną, a wychodząc drugą stroną. Głównym zmartwieniem dziewczyny była oszpecona twarz i to, że ukochany zrezygnuje ze wspólnego życia.

- "Jeremi" postanowił, że przyspieszy decyzje o ślubie, tak by podnieść swoją ukochaną na duchu. Ceremonia odbyła się 17 sierpnia w podziemiach kościoła garnizonowego przy ulicy Długiej. Strój panny młodej kompletowały mieszkanki Starówki i koleżanki z oddziału. Ostatecznie "Nina" poszła do ślubu w czystej bluzeczce i spódnicy, z pasem harcerskim i bukietem azali w ręku.

- W krotce zarządzono ewakuację Starówki, w której brakowała już dosłownie wszystkiego. "Parasol" kanałami przedostano się na Czerniaków. Gdzie podczas jednego z natarć "Jeremi został ciężko ranny". Najgorsze było jednak przed nimi.

- Wtedy liczono jeszcze na Sowietów, którzy 15 września opanowali Pragę. Niemcy zdążyli jednak wysadzić mosty i sama przeprawa przez rzekę przyniosła wiele ofiar.

- W rękach powstańców zostały już tylko dwa punkty, wśród nich Wilanowska 1, w końcu i tam dotarli Niemcy i zaczęła się selekcja.

Ona poszła na lewo 

- On został zakwalifikowany do natychmiastowego odstrzału. Tak Niemcy rozprawiali się z ciężko rannymi. Ja przydzielono na prawo. Jednak przeszła szybko za mężem. Z relacji wynika, że zdziwiło to nawet Niemców, ale machnęli na to ręką. Tak spełniła obietnice o nieopuszczeniu męża aż do śmierci.

Co z cywilami, tam nie było romantycznych miłości?

- Nie badałem tej sprawy, ale o ile znam losy ludności cywilnej, to tam o miłość był znacznie trudniej. Po pierwsze w stłoczonych piwnicach, gdzie kryto się w czasie walk, trudno było o prywatności. Po drugie do powstania poszli niemal wszyscy młodzi, kto miał się zakochać, kochał na polu walki.

Sławomir Koper - historyk, publicysta, autor licznych książek, w tym wydanej nakładem wydawnictwa Harde, "Miłość w Powstaniu Warszawskim". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje