Reklama

Zakazane piosenki powstania warszawskiego. "Wiara się bije, wiara śpiewa"

Kadr z filmu "Zakazane piosenki" (reż. Leonard Buczkowski) /INPLUS /East News

"Zakazane piosenki" - tytuł tego filmu słyszał prawdopodobnie każdy. Obecnie sam zwrot brzmi absurdalnie, jednak podczas powstania warszawskiego muzyka dzieliła się na właściwą i niewłaściwą. Za tę drugą można było zginąć. Dlatego też śpiewano potajemnie, a autorzy tworzyli pod pseudonimami. Choć powstawały z potrzeby chwili, ku, mówiąc językiem Sienkiewicza, pokrzepieniu serc, po "zakazane piosenki" sięgają muzycy nawet prawie osiem dekad później.

"To Warszawiaki, fajne chłopaki są!"

Jedną z najpopularniejszych piosenek powstania warszawskiego jest "Pałacyk Michla". To również najczęściej przypominany obecnie utwór z tamtego okresu - wymienić można tutaj punkrockową Armię, folk metalowy Percival czy spokojną wersję stworzoną przez zespół Raz Dwa Trzy.

5 sierpnia 1944 roku, gdy oddział batalionu "Parasol" odpoczywał na kwaterach w Domu Starców, Józef Szepański, w kompanii znany jako "Ziutek", porzucił na chwilę żołnierski mundur i przyjął rolę poety. 

"Pałacyk Michla, Żytnia, Wola / Bronią jej chłopcy od 'Parasola' / Choć na 'Tygrysy' mają 'Visy' / To Warszawiaki, fajne chłopaki są!" - tak zaczynał się napisany przez niego wiersz. 

Reklama

Rytmiczny, zaczepny tekst szybko wpadł w ucho reszcie oddziału. Ktoś zaproponował melodię popularnej piosenki "Nie damy popradowej fali", ktoś spisał tekst, ktoś inny przekazał go dalej... i już niedługo później o Pałacyku Michla śpiewało całe podziemne Stare Miasto. Zadziorne słowa spodobały się także Mieczysławowi Foggowi, który niósł krzepiącą muzykę na barykady, do szpitali i schronów.

Tytułowy pałacyk tak naprawdę należał do Michlera, bogatego przedsiębiorcy, młynarza, właściciela piekarni i fabryki makaronów. Budynek znajdował się przy ulicy Wolskiej 40. Właśnie tam - w pałacyku, magazynach i młynie Michlera - 1. kompania batalionu "Parasol" odpierała ataki wojsk niemieckich.

Mimo tego, że nad głowami powstańców latały kule, a oni sami musieli być stale w gotowości do walki, nie opuszczał ich młodzieńczy humor. "A każdy chłopak chce być ranny / Sanitariuszki - morowe panny / A gdy cię kulka trafi jaka / Poprosisz pannę - da ci buziaka" - śpiewali. Nie opuszczała ich też nadzieja na szybkie zakończenie powstania: "I co dzień się przybliża chwila / Że zwyciężymy! i do cywila".

"Przegra wojnę głupi malarz"

Od lat 40. powstało wiele wersji rytmicznej piosenki "Siekiera, motyka", jak choćby interpretacja zespołu disco polo Big Dance. W trakcie powstania był to jeden z najchętniej śpiewanych utworów na ulicach Warszawy. Jednocześnie i za tę pozornie niewinną rymowankę można było zginąć. Nietrudno domyślić się bowiem, o jakim "głupim malarzu" śpiewano... Ta piosenka skrywa jednak tragiczną historię.

Autorką słów jest Anna Jachnina. "Ulica Francuska w Warszawie, zima, mróz w mieszkaniu i we mnie. Straszliwy głód. Otrzymałam właśnie polecenie napisania tekstów. Ołówek wypadał ze zgrabiałych rąk, mózg zamarzał. Nie było światła, tylko jakiś knocik, lampeczka" - wspominała po latach. Utwór szybko wyszedł ze ścian zimnego mieszkania i został podchwycony przez ulicznych muzykantów.

Co ciekawe, Jachnina w kilku wywiadach udzielanych w latach 60. i 70. mimochodem przyznawała się do autorstwa rymowanki, jednak przez długie lata, aż do pierwszej dekady XXI wieku, oficjalnie uznawano, że twórca jest nieznany.

Prawda wyszła na jaw przypadkowo, gdy po śmierci pisarki do jej mieszkania wprowadził się wnuk, Wojciech Jachna, z żoną, Justyną Górską.

"Kiedy wraz z Wojtkiem wprowadziliśmy się do mieszkania, zastałam pokój pełen pamiątek po babci. Kartony dokumentów, rzeźby, meble, bibeloty ludowe... z powodu braku czasu wszystko to złożyliśmy w piwnicy. Jednak pewnej niedzieli zaszyłam się w piwnicy i dosłownie zatopiłam się w dokumentach, papierach, teczkach... Była tego taka ilość, że trudno było przejrzeć to wszystko w kilka godzin. To, co odnalazłam w tych zbiorach, przerosło jednak moje najśmielsze oczekiwania" - wspominała kobieta.

W zapomnianych archiwach znajdowały się m.in. wycinki ze wspomnianych wcześniej wywiadów, w których Jachnina potwierdza, że to ona jest autorką ulicznej piosenki, a także pamiętniki, w których można było przeczytać o jej losach. A te nie były łatwe.

Najpierw kobieta straciła męża, który zginął miesiąc po trafieniu na front. Niedługo potem zmarła jej córka. Dzień później, gdy wraz z siostrą poszła załatwić dokumenty potrzebne do pogrzebu, cmentarz znalazł się pod gradem bomb. 

"Na Powązki przybywamy po to, by ukryć się zaraz w rowach przeciwlotniczych przed nowym atakiem z powietrza (...). Słychać jęk. Podchodzimy szybko. Przed oczami straszny widok. Pracownik cmentarza schował się przed nalotem do betonowego grobowca. Ale i tu dosięgło go przeznaczenie, bomba rozbiła grobowiec. Czaszki, szkielety pomieszane z resztkami pogruchotanych trumien tworzą stos, z którego wystaje część tułowia nieszczęśliwego rannego"- wspominała w pamiętniku.

3 listopada 1943 roku, gdy szła ulicami Warszawy, z poprawkami broszury "Anegdota i dowcip okupacyjny" w kieszeni płaszcza, została zatrzymana i przeszukana. Przez satyryczne teksty trafiła na Pawiak, a kilka tygodni później do Oświęcimia. W obozie również tworzyła - niby ironicznie, a jednak stworzone w Oświęcimiu wersy mrożą krew. "Po Auszwicu sobie chluptam - patrzę trup tu, patrzę trup tam/ Wszędzie trupy, trupów stosy, szczury zjadły uszy, nosy..." - pisała. Właśnie kiedy Jachnina walczyła o przetrwanie w obozie, "Siekiera, motyka" zaczęła żyć własnym życiem na ulicach stolicy.

"Nie złamie wolnych żadna klęska"

Kolejną popularną zakazaną piosenką były "Warszawskie dzieci". Również ten utwór doczekał się współczesnych interpretacji, a za przykład może posłużyć wersja stworzona przez wspomnianą już wcześniej Armię.

Słowa napisał Stanisław Ryszard Dobrowolski działający pod pseudonimem "Goliard", a za muzykę odpowiada słynny kompozytor Andrzej Panufnik. Pierwsze nagranie utworu pochodzi z 1 sierpnia 1944 roku. Zarejestrowano je dla radiostacji Błyskawica, która działała przez cały czas powstania.

Fragment "Warszawskich dzieci" znajduje się na tablicy pamiątkowej przy warszawskim pomniku Małego Powstańca.

"Dostępu do włazu my żądamy"

Tematyka powstania warszawskiego jest przywoływana także we współczesnej muzyce. Jednym z najważniejszych projektów pozostaje album Lao Che "Powstanie Warszawskie", na którym muzycy opowiadają chronologicznie historię zrywu za pomocą piosenek. Zespół został nawet odznaczony za "zasługi na rzecz popularyzacji i upamiętniania powstania warszawskiego". 

"Człowiekowi serce roście, człowiekowi szajba odbija i z flagą na barykady i z karabinem biec by się chciało do kolegów i koleżanek sprzed lat sześćdziesięciu" - pisał o płycie Marek Włodarski na łamach "Lampy".

O powstaniu mówili także m.in. raperzy z Hemp Gru w utworze "63 dni chwały". "Ten dzień nie był zwyczajny choć z pozoru taki sam jak każdy inny / Niepokojąco spokojnie młodzi ludzie tacy sami jak my, pragnący żyć / Duszne sierpniowe popołudnie, siedemnasta minut pięć / swe żniwo bez litości zbiera śmierć / Tak po prostu" - tymi słowami zaczyna się tekst. 

"Chcieliśmy opowiedzieć o bohaterskiej walce zwykłych ludzi z okupantem bez oceniania, czy ta walka miała sens. Pokazać, że polski duch jest nie do złamania. Hip-hop nie musi opowiadać wyłącznie o złych wartościach. Za pomocą naszej muzyki mówimy o polskiej kulturze i historii. O tym, że warto być dumnym z tego, że jest się Polakiem" - wyjaśniał Wilku w jednym z wywiadów.

Choć dziś muzyka może wydawać się rozrywką czy dodatkiem do codziennego życia, w najtrudniejszych momentach pełniła ważną rolę. Najlepszym podsumowaniem są słowa Jana Młynarskiego (Warszawskie Combo Taneczne): "Podczas Powstania wszyscy wiedzieli, że znajdują się w obliczu ostatecznego starcia; że wszystko zostało rzucone na szale; że miasto umiera, wszystko się kończy. Każdy usiłował dołożyć swoją cegiełkę do tego, co było, jak najlepiej potrafił. Jedną z tych cegiełek była piosenka" - mówił w rozmowie z Natalią Szerszeń.

Oliwia Kopcik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje