Reklama

Polska w 1998 r. Cztery wielkie reformy AWS

W roku 1998 rząd przygotowywał cztery reformy zapowiadane w programie wyborczym AWS i dotyczące administracji terytorialnej, systemu oświaty, ubezpieczeń społecznych i służby zdrowia.

Najwięcej dyskusji wywołała kwestia w istocie drugorzędna, a więc liczba województw i wybór tych, które mają przestać istnieć oraz sprawa granic nowo utworzonych jednostek. Warto tu przypomnieć, że do 1975 roku Polska podzielona była na 17 województw i istniały powiaty oraz gromady, w 1975 zlikwidowano powiaty i wprowadzono dwustopniowy podział administracyjno-terytorialny - 49 województw, podzielonych na gminy, od 1990 roku stanowiące podstawową jednostkę samorządu. Początkowo koalicja AWS-UW proponowała 12 województw. Orędownikiem tego racjonalnego z ekonomicznych względów rozwiązania była Unia Wolności, natomiast w AWS poglądy mocniej były zdeterminowane naciskami lokalnych działaczy. PSL podobnie jak w poprzedniej kadencji mocno oponowało przeciwko wprowadzeniu powiatów (takie jego stanowisko hamowało zresztą drugi etap reformy przez cały okres 1993 - 97). SLD obawiał się, że wytyczanie granic województw i powiatów skorelowane może zostać z tzw. geografią wyborczą (co zapewni AWS większą liczbę mandatów w kolejnych wyborach).

Reklama

Ośrodki, które stracić miały rangę województw mocno protestowały, nie bez racji obawiając się, że utrata statusu wpływać może na dynamikę ich rozwoju. Spór toczył się w parlamencie, wśród ekspertów przygotowujących koncepcję reformy, w mediach i na ulicach - próbowano bowiem przez demonstracje i pikiety wywierać nacisk na podejmujące decyzje władze. Ostatecznie liczba województw została powiększona do 16, co uchwalił Sejm 24 lipca 1998 roku w ustawie o wprowadzeniu zasadniczego trójstopniowego podziału terytorialnego kraju, a ich granice przebiegały podobnie jak przed 1975 roku z wyjątkiem województwa koszalińskiego, które nie zostało odtworzone, a jego tereny podzielono między trzy sąsiednie. W nazwach nowych jednostek starano się unikać przywołania stanowiącego ich stolicę miasta. Tym samym na nowej mapie pojawiło się województwo zachodniopomorskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie, mazowieckie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie, lubuskie, dolnośląskie, łódzkie, opolskie, śląskie, świętokrzyskie, lubelskie, małopolskie i podkarpackie.

Równie skomplikowane było w świetle lokalnych preferencji i animozji tworzenie podziału na powiaty. W tym wypadku ujawniły się aspiracje wielu miast do tego, by zyskać status powiatu grodzkiego. Konflikty wynikające z planowanej reformy administracyjno-terytorialnej nie ominęły także gmin artykułujących swoje preferencje związane z przynależnością do tego, a nie innego powiatu. Ostatecznie powstało 308 powiatów ziemskich, 65 powiatów grodzkich (miasta) i 2489 gmin.

Po reformie podstawową jednostką podziału pozostawała gmina, kierowana przez wójta na wsi lub burmistrza w miastach. Powiat określony został w ustawie jako lokalna wspólnota samorządowa posiadająca dwa organy - uchwałodawczy (radę powiatu) i wykonawczy (zarząd, na czele którego stoi starosta). W województwie traktowanym jako regionalna wspólnota samorządowa działają według ustaw organy samorządowe: wyposażony w funkcje stanowiące i kontrolne sejmik województwa i realizujący zadania wykonawcze - zarząd, na którego czele stoi marszałek. W województwach działa także administracja rządowa, której przedstawicielem pozostaje jak przed reformą wojewoda. Oryginalne rozwiązanie zyskała Warszawa, gdzie obok rady powiatu zachowano radę miasta, a obok starosty urząd prezydenta miasta. Zachowano także samorząd Gminy Centrum liczącej milion mieszkańców i samorządy dzielnic wchodzących w jej skład. Liczba radnych w Warszawie już na pierwszy rzut oka wydawała się niepokojąca (przy tej wielostopniowości wynosiła 787). 

W przygotowaniu jest ustawa upraszczająca tę strukturę.11 października 1998 roku odbyły się wybory do samorządu trzech szczebli - rad gmin oraz po raz pierwszy rad powiatów i sejmików województw. W politycznej batalii o rządy lokalne poza komitetami wyborczymi AWS, UW i SLD swoich kandydatów wystawiał Krajowy Komitet Wyborczy Przymierze Społeczne (PSL-UPKPEiR) oraz Komitet Wyborczy Ruch Patriotyczny "Ojczyzna" (m.in. ROP, KPN-OP, Blok dla Polski, KPEiR RP) oraz komitet związany z środowiskiem skupionym wokół Radia Maryja sygnowany nazwą Rodzina Polska. Frekwencja wyborcza była wyższa niż w wyborach   samorządowych z 1994 roku i wynosiła 45,45 proc. uprawnionych do głosowania w wyborach do rad gmin, 47,47 proc. w wyborach do rad powiatów i 45,35 proc. w wyborach do sejmików województw. Wyborczym sukcesem cieszyły się zarówno AWS, jak i SLD. AWS liczbą głosujących wyprzedziła nieco konkurenta, ale SLD w 9 nowych województwach zdobył więcej mandatów niż AWS.

Reforma przedstawiona przez ministra edukacji narodowej Mirosława Handkego miała radykalnie zmienić dotychczasowy system oświaty. W rezultacie wprowadzonych w latach 1998 - 99 zmian obowiązek szkolny został przedłużony do dziewięciu lat nauki. Kilkuetapowy proces edukacji rozpoczyna sześcioletnia szkoła podstawowa zakończona sprawdzianem kompetencji i kwalifikacją do trzyletniego gimnazjum, którego finałem jest sprawdzian preorientujący. Dalsza nauka przebiegać ma (w świetle założeń reformy) w liceum profilowanym, dwuletniej szkole zawodowej lub liceum zawodowym i kończyć się państwową maturą dającą wstęp bez egzaminu na wyższe uczelnie. Może to być wyższa szkoła zawodowa (6 - 8 semestrów), kończona uzyskaniem stopnia licencjata (z możliwością kontynuowania na studiach magisterskich trwających 4 - 5 semestrów), wyższa szkoła akademicka (także dwustopniowa - studia licencjackie i magisterskie) lub jednolite studia magisterskie, trwające 10 - 12 semestrów. Ponadto przewidziano dla najlepszych 4-letnie studia doktoranckie. Poza zmianą systemu kształcenia reforma wiązała się też  ze zmianą systemu    zatrudniania i awansu nauczycieli, przy czym zapowiadano wyraźną poprawę zarobków tej grupy zawodowej.

Wprowadzanie reformy nie obyło się bez protestów nauczycielskich związków zawodowych (głównie związanego z SLD Związku Nauczycielstwa Polskiego). Podobnie jak w przypadku innych reform czas przygotowania do zmian i czas obliczony na ich wdrożenie okazał się niewystarczający. Reorganizacja szkół, a szczególnie decyzje dotyczące lokalizacji gimnazjów, stały się powodem wielu lokalnych protestów. W 2000 roku okazało się, że Ministerstwo Edukacji Narodowej źle skalkulowało koszty wynikające z nowelizacji Karty Nauczyciela, a konkretnie wysokość subwencji, jaką resort przekazać miał samorządom na podwyżki płac nauczycieli. W następstwie tego błędu 18 lipca minister Handke podał się do dymisji (nowym ministrem edukacji został Edmund Wittbrodt).

Ważne z punktu widzenia polityki społecznej i gospodarczej było podjęcie radykalnych zmian systemu ubezpieczeń społecznych. W tym wypadku konieczność reformy wynikała nie tylko z anachroniczności dotychczasowych rozwiązań, w zgodzie z którymi obowiązkową składkę płaconą od wynagrodzenia (stale zresztą zwiększaną) ZUS odprowadzał do budżetu państwa, z którego z kolei wypłacane były emerytury i renty. Na podstawie prognoz demograficznych i wzrostu uprawnionych do korzystania ze świadczeń przewidywano trudności z ich wypłacaniem w najbliższych latach. W wyniku reformy tylko część składki emerytalnej pozostaje w ZUS, reszta trafia do wybranego przez pracownika funduszu emerytalnego, którego zadanie polega na obracaniu powierzonymi finansami w celu powiększenia kapitału. W ten sposób wysokość przyszłej emerytury zależy od sumy składek wpłaconych na fundusz emerytalny i od sprawności, z jaką obracało nimi towarzystwo emerytalne. Nowe zasady przewidywały, że osoby powyżej 50 lat pozostają w tradycyjnym systemie emerytalnym, młodzi mogą wybrać system (albo dotychczasowy, albo nowy), dla wchodzących w życie zawodowe obowiązkowe jest korzystanie z funduszy emerytalnych. Reforma systemu ubezpieczeń wymagała ogromnego przygotowania kadr ZUS i systemu komputerowego, co zlekceważono. W efekcie jeszcze w 3 lata po wprowadzeniu reformy system ten nie w pełni działał.

 Ostatnią z reform, dotyczącą służby zdrowia, zainicjował jeszcze rząd koalicji SLD-PSL. W lutym 1997 roku uchwalona została ustawa o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. W organizacyjnym sensie zmiana polegała na powołaniu instytucji ubezpieczeń zdrowotnych, tzw. kas chorych, mających na celu racjonalne zagospodarowanie i przeznaczenie na usługi medyczne finansów pochodzących z płaconej przez każdego ubezpieczonego składki. Kasy chorych - regionalne dla poszczególnych województw i branżowa dla służb mundurowych - zawierać miały kontrakty z lekarzami i zakładami służby zdrowia (poradniami, szpitalami, pracowniami diagnostycznymi) na świadczenie usług medycznych. Ustalono, że niektóre świadczenia medyczne są dostępne dla każdego, inne są częściowo odpłatne, resztę w całości opłaca pacjent. Wprowadzono instytucję lekarza pierwszego kontaktu kierującego chorych do specjalistów, umożliwiony został wybór lekarza, zniesiona została wcześniejsza rejonizacja.

Także w przypadku tej reformy relatywnie wcześnie ujawnione zostały jej defekty. Okazało się, że z nisko wyszacowanej składki na ubezpieczenie zdrowotne nie da się pokryć projektowanej liczby usług. Z drugiej strony i część środowiska lekarskiego, nieźle dotąd żyjąca dzięki "dowodom wdzięczności" pacjentów, nie była zainteresowana głęboką reformą. W efekcie jakość służby zdrowia, jej usług i samo funkcjonowanie kas chorych przyniosło społeczeństwu wiele rozczarowań.

W Sojuszu Atlantyckim i w drodze do Unii Europejskiej 

13 grudnia 1997 roku Rada Europejska podjęła decyzję o rozpoczęciu negocjacji z pierwszą grupą państw starających się o członkostwo Unii Europejskiej. Wśród nich znalazła się Polska. Negocjacje w imieniu polskiego rządu prowadził powołany specjalnie w tym celu pełnomocnik rządu, którym 24 marca 1998 roku został Jan Kułakowski. Rozpoczęły się one 31 marca 1998 roku, tzn. w momencie wstępnego sformułowania stanowiska polskiego rządu.

16 grudnia 1997 roku zakończyły się natomiast trwające kilka miesięcy rozmowy dotyczące akcesji Polski oraz Czech i Węgier do NATO. W lutym 1998 rozpoczął się proces ratyfikacyjny protokołu akcesyjnego przez parlamenty krajów członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego.  Debata poświęcona tym kwestiom w amerykańskim Senacie zakończyła się pomyślnie z początkiem maja 1998 roku Procedury ratyfikacyjne trwały także w Polsce, która potwierdziła gotowość   występowania w obronie każdego z krajów członkowskich paktu w przypadku zagrożenia jego    bezpieczeństwa.

Ostatecznie Polska została przyjęta do NATO 12 marca  1999  roku  podczas uroczystości w amerykańskim miasteczku Independence. Oznaczało to zakończenie długo trwającego   procesu i w praktyce uzyskanie realnych gwarancji bezpieczeństwa zewnętrznego.

Spory koalicyjne

Współrządzenie w ramach koalicji AWS i UW okazało się trudne. Spory, bardzo często upubliczniane przez media, toczyły się nie tylko w kwestii rozwiązań związanych z reformami (np. liczby i granic województw). Dotyczyły obsady stanowisk ministerialnych czy stanowiska prezesa ZUS, negocjacji z Unią Europejską, nadzoru nad funduszami pomocowymi, czy takich spraw gospodarczych, jak koncepcja powszechnego   uwłaszczenia, "schładzanie gospodarki", przedstawiony przez Leszka Balcerowicza projekt zmian w podatkach itp. Premier miał trudności w dyscyplinowaniu nie tylko większości parlamentarnej popierającej rząd, ale i posłów pełniących kierownicze stanowiska w administracji państwowej.  Udział Mariana Krzaklewskiego w manifestacji antyrządowej, głosowania nie tylko "szeregowych" parlamentarzystów AWS, ale członków rządu lub liderów Akcji przeciwko ustawom przedłożonym przez rząd - trudno traktować jako normalne zachowanie polityczne. Czasem było to wynikiem sprzeczności między deklaracjami przedwyborczymi a realizmem budżetowym prezentowanym przez rząd (np. 6 listopada 1998 roku w głosowaniu w Sejmie nad ulgą prorodzinną, której zdecydowanie się przeciwstawiał rząd, za jej przyjęciem głosowało  147  posłów z liczącego wówczas 187 osób klubu AWS - w tym Marian Krzaklewski i marszałek Sejmu, Maciej Płażyński).

Najmocniej skonfliktowała AWS i UW, a w rezultacie stała się przyczyną rozpadu koalicji, sprawa Gminy Centrum w Warszawie. AWS utracił większość w jej władzach samorządowych  i  wobec perspektywy zawiązania koalicji SLD i UW premier Buzek zadecydował o powołaniu w gminie zarządu komisarycznego. Odpowiedzią było w czerwcu 2000 roku wyjście UW z koalicji i opuszczenie rządu przez ministrów reprezentujących tę partię. Zastąpili ich Władysław Bartoszewski (MSZ), Jarosław Bauc (Ministerstwo Finansów), Lech Kaczyński (Ministerstwo Sprawiedliwości) i Bronisław Komorowski (MON). Jerzy Widzyk został ministrem transportu zastępując Tadeusza Syryjczyka, który wszedł do rządu w grudniu 1998 roku, z kolei na czele resortu kultury od marca 1999 roku stał Andrzej Zakrzewski. Unia Wolności zdecydowała jednak o udzielaniu poparcia gabinetowi J. Buzka, funkcjonującemu odtąd jako rząd mniejszościowy.

Zmiany w składzie rządu następowały w tej kadencji nader często, z rozmaitych zresztą przyczyn. W  marcu 1999 roku premier odwołał ośmiu członków swojego gabinetu, w tym szefa swej kancelarii, Wiesława Walendziaka, i Ryszarda Czarneckiego, kierującego Komitetem Integracji Europejskiej (odpowiedzialnego za niedopełnienie formalności związanych z uzyskaniem funduszy pomocowych z UE). We wrześniu 1999 roku odwołany został wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji, Janusz Tomaszewski, co wyprzedzało nieco późniejsze oskarżenie go o kłamstwo lustracyjne (w 2001 roku sąd oddalił oskarżenie, Rzecznik Interesu Publicznego zapowiedział apelację). Nie cieszył się też uznaniem minister skarbu Emil Wąsacz, którego ustąpienia domagali się nie tylko posłowie opozycji, ale i rodzimego AWS. W tych dwóch resortach nowymi ministrami zostali Marek Biernacki i Andrzej Chronowski.

Spory wewnątrz koalicji rzutowały na społeczne poparcie dla rządu i samego premiera, którego chyba przerastała konieczność żonglowania pomiędzy partiami tworzącym AWS, naciskami płynącymi ze struktur związkowych, interesami klienteli wyborczej, grą z koalicyjną UW i nie bezczynną opozycją. W efekcie kilkakrotnie zaniechał oczekiwanych od niego decyzji, a poparcie dla rządu, notowane w badaniach CBOS, z roku na rok spadało.

Nie bez znaczenia była sytuacja materialna niektórych grup społecznych, ujawniana w różnych formach protestu. W lipcu 1998 roku Dworzec Centralny w Warszawie został sparaliżowany przez okupujących go bezdomnych. W 1999 roku trwały strajki w służbie zdrowia - anestezjologów, a następnie pielęgniarek. W końcu stycznia 1999 roku rozpoczęły się długotrwałe protesty rolników blokujących drogi w różnych częściach kraju. Organizowali je rolnicy z Samoobrony, ugrupowania, którego liderem jest pozostający na bakier z prawem (a z powodu nieskuteczności sądów bezkarny) Andrzej Lepper. Dołączyli do nich rolnicy reprezentowani przez Związek Kółek Rolniczych i "Solidarność" RI. Pierwsze rozmowy rządu z ich przedstawicielami nie powiodły się, a próby interwencji policyjnych i siłowego rozpędzania blokad zaogniały jeszcze bardziej konflikt. 8 lutego rząd zaakceptował propozycję interwencyjnego podniesienia cen skupu produktów rolnych i podpisano porozumienie, które jednak Lepper ostentacyjnie podarł.

Wybory prezydenckie 2000 r.

14 lipca 2000 roku Sejm uchwalił ustawę o powszechnym uwłaszczeniu obywateli, w której m.in. przewidywano przekazanie na własność mieszkań komunalnych i spółdzielczych ich lokatorom, a także przejęcie przez działkowiczów ich ogródków. Prezydent założył weto powołując się na konstytucyjną zasadę sprawiedliwości społecznej i uzasadniając swoją decyzję wadliwością ustawy i nieprzewidywalnością jej ekonomicznych skutków. Nie była to pierwsza jego ingerencja w ustawodawstwo dotyczące spraw gospodarczych. Zawetował ustawę podatkową w 1999 roku i ustawę o Prokuratorii Generalnej (organ nadzorujący prywatyzację, a więc poniekąd przejmujący kompetencje rządu i NIK). Sprawa uwłaszczenia toczyła się jednak w czasie trwającej kampanii wyborczej, w której starał się o reelekcję, tym samym została wykorzystana propagandowo przez konkurentów do urzędu.

Tym razem kandydatów było trzynastu. Poza Kwaśniewskim spośród występujących już poprzednio w prezydenckim wyścigu na liście znaleźli się: Lech Wałęsa, Jan Olszewski, Janusz Korwin-Mikke, Andrzej Lepper i Bogdan Pawłowski. Unia Wolności tym razem nie wystawiła swojego kandydata, natomiast potencjalnym zagrożeniem dla urzędującego prezydenta byli Andrzej Olechowski i Marian Krzaklewski, obaj zorientowani centroprawicowo. Ponadto wysunięte zostały kandydatury Jarosława Kalinowskiego (PSL), Piotra Ikonowicza (PPS), Jana Łopuszańskiego (reprezentującego najogólniej rzecz biorąc nurt katolicko-narodowy) oraz Dariusza Grabowskiego i Tadeusza Wileckiego. Dwaj ostatni kandydaci nie prezentowali spójnych programów, odwołując się do zbitek pojęć lewicowych i prawicowych o populistycznym zabarwieniu.

W sondażach opinii publicznej A. Kwaśniewski wysforował się przed pozostałych kandydatów, utrzymując przez cały okres kampanii poparcie powyżej 50 proc. Mimo że był postkomunistą, mimo że zdarzały mu się kompromitujące sytuacje (przesada w określeniu wykształcenia w poprzednich wyborach, "chora goleń" w Charkowie), zyskiwał głosy nie tylko wśród zwolenników SLD. Faktem było jednak, że prezydent odmienił retorykę oficjalnych wypowiedzi głowy państwa, dość   osobliwą w czasach Wałęsy, nie tworzył konfliktów politycznych (choć nie był w stanie ich gasić), starał się być orędownikiem spokoju, konsensusu społecznego i porządku prawnego. Zmienione Konstytucją z 1997 roku prerogatywy prezydenckie zmniejszyły pola jego aktywności, okres kohabitacji związany z rządami AWS-UW obfitował wprawdzie w weta, ale były też prezydenckie inicjatywy ustawodawcze.

Elementem emocjonującym w spokojnie raczej przebiegającej kampanii było wyemitowanie w telewizji przez sztab wyborczy Mariana Krzaklewskiego kilku ujęć nagranych w 1997 roku, a przedstawiających ministra Marka Siwca (Biuro Bezpieczeństwa Narodowego) całującego w Kaliszu ziemię w geście pastiszu papieskiego powitania. Montaż sugerować miał kpinę z zachowania czy nawet samej osoby Jana Pawła II. Wywołana filmem dyskusja podzieliła media i opinię publiczną, ale ostatecznie mniej chyba zaszkodziła urzędującemu prezydentowi niż Krzaklewskiemu.

Na tydzień przed wyborami wycofał się Jan Olszewski zwracając się do swojego elektoratu o poparcie Mariana Krzaklewskiego. Radio Maryja, mając do wyboru kilku kandydatów wiernych narodowo-katolickim ideom pozostawało w rozterce, ale ostatecznie też wsparło lidera "Solidarności". Kandydatem numer dwa pozostawał jednak Andrzej Olechowski nie identyfikujący się programowo z żadnym ugrupowaniem, odwołujący się do środowisk inteligenckich i kreujący swój wizerunek w podobny sposób, jak dotychczasowy prezydent (spokojny, nobliwy, orędownik praworządności, argumentujący do rozsądku), podobnie zresztą mający na sumieniu kilka teoretycznie dyskredytujących go sytuacji (oświadczenie lustracyjne zawierające potwierdzenie współpracy z wywiadem PRL, pełnienie funkcji państwowej równocześnie z pobieraniem uposażenia z tytułu uczestnictwa w radzie nadzorczej). W wyborach 8 października 2000 roku udział wzięło 61,12 proc. uprawnionych do głosowania. Już w pierwszej turze Aleksander Kwaśniewski otrzymał wymaganą według ordynacji bezwzględną większość głosów i tym samym został ponownie wybrany. Najpoważniejsi rywale Olechowski i Krzaklewski otrzymali odpowiednio 17,30 proc. oraz 15,57 proc. głosów. Mocno odczuwalną porażką było z pewnością uzyskanie przez kandydata ludowców Kalinowskiego 5,95 proc. głosów, szczególnie, że odwołujący się do tego samego elektoratu Lepper uzyskał 3,05 proc.

 Wybory parlamentarne 2001 roku

Negatywne wyniki niektórych kandydatów osłabiły ich pozycję we własnych ugrupowaniach. Zwłaszcza dotyczy to AWS, gdzie podjęto próbę przekształcenia dotychczasowego układu, zdominowanego przez "Solidarność" i jej lidera, w federację dającą większe wpływy działaczom SKL, PPChD i ZChN. Porozumienie gwarantujące wymienionym partiom 51 proc. udziałów w tak   rozumianej "spółce" ze związkowcami i RS AWS okazało się jednak nietrwałe.

Punktem wyjścia do poważnych przetasowań był frapujący rezultat wyborczy uzyskany przez A. Olechowskiego. Jego elektorat, jak uważano, czekał na "zagospodarowanie". Równolegle w Unii Wolności zachodziły zmiany w związku z objęciem funkcji prezesa NBP przez dotychczasowego lidera partii, Leszka Balcerowicza. Wybór Bronisława Geremka na przewodniczącego partii i wyeliminowanie z Rady Krajowej UW zwolenników jego kontrkandydata Donalda Tuska (czyli byłych członków Kongresu Liberalno-Demokratycznego) spowodowało opuszczenie partii przez tę grupę. W styczniu 2001 roku sojusz trzech "drugich" - Olechowskiego, Płażyńskiego i Tuska - przyniósł utworzenie Platformy Obywatelskiej, zupełnie nowego ugrupowania, dystansującego się od nazwy partia polityczna i szukającego zaplecza w tzw. bezdomnym elektoracie (centroprawicowym, ale rozczarowanym wobec działających w tych kręgach AWS i UW).

Liderzy Platformy deklarowali podjęcie działań na rzecz racjonalizacji gospodarki (pobudzenia wzrostu gospodarczego, ograniczenia bezrobocia, obniżenia podatków i naprawy finansów publicznych), rozwiązywania problemów społecznych i realnej demokratyzacji państwa (zapewnienie skuteczności procedur, przeciwdziałania upartyjnieniu państwa). Hasło "uwolnić energię Polaków" przywoływało na myśl skojarzenia z liberalizmem i przyciągać miało ludzi młodych. Nową formację kadrowo wzmocnili działacze SKL, choć decyzja o wyjściu partii z AWS nie przez wszystkich została zaaprobowana, a niektórzy liderzy SKL poszukali dla siebie alternatywnego rozwiązania. I tak Kazimierz Ujazdowski (minister kultury) i Wiesław Walendziak zainicjowali wraz z kilkoma działaczami opuszczającymi szeregi ZChN powstanie Przymierza Prawicy, z którym potem trafili do ruchu Prawo i Sprawiedliwość.

Ten ruch wyrósł na popularności nowego (po wyjściu UW z koalicji z AWS) ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego. Dzięki mocnej retoryce (ale nie działaniom) w sprawie bezwzględnej walki z przestępczością i zaostrzenia sankcji karnych. W sondażach opinii społecznej pozostawał on niewiele w tyle za przodującym   nadal A. Kwaśniewskim, uzyskując ponad 70 proc. poparcia. Wykorzystując tę sytuację bracia Kaczyńscy (Lech i Jarosław) powołali nowe ugrupowanie, poniekąd oparte na dawnych strukturach Porozumienia Centrum, pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość. Program opracowany na użytek kampanii wyborczej eksponował hasła oczyszczania i naprawy państwa (jawność oświadczeń majątkowych osób sprawujących funkcje publiczne, ograniczenia ich działalności gospodarczej, powołanie urzędu antykorupcyjnego), w polityce zagranicznej ochronę interesu narodowego, w gospodarce walkę z patologiami i zmianę polityki finansowej.

W maju 2001 roku RS AWS utworzył komitet wyborczy AWS Prawica (AWSP), z którego w krótkim czasie wystąpiła grupa Jana Olszewskiego. Działacze ci dołączyli do innej koalicji, nazwanej Ligą Polskich Rodzin, budowanej przy poparciu Radia Maryja. Dołączyły do niej też organizacje o katolicko-narodowym charakterze, tj. Stronnictwo Narodowe, Ruch Katolicko-Narodowy, Młodzież Wszechpolska. Wśród liderów koalicji znaleźli się Jan Łopuszański, Antoni Macierewicz, Roman Giertych, Zygmunt Wrzodak. Ich poglądy na sytuację wewnętrzną stanowią pochodną przekonania, że w 1989 roku przy "okrągłym stole" nastąpił spisek czerwonych z różowymi. Hasła programowe Ligi dotyczą obrony suwerenności państwa, zagrożonej inwazją obcego kapitału i zagrażającej interesom narodowym integracji europejskiej.

Przetasowania struktur partyjnych i indywidualne transfery polityków z jednej formacji do drugiej świadczyły o tym, że coraz bardziej wątpliwa dla samych uczestników rządzącej koalicji jest ponowna ich reelekcja w dotychczasowej "drużynie". Zmiana konstelacji politycznych stanowiła próbę uniknięcia politycznej odpowiedzialności za kształt dotychczasowych rządów. Integracja prawicy, uwarunkowana pragmatycznie i koniunkturalnie w okresie poprzednich wyborów, tym razem była nie do osiągnięcia z racji pogłębienia różnic stanowisk, ambicji i personalnych animozji. Jedynie grupa senatorów AWS i UW potrafiła pominąć zaszłości i przygotować wspólną listę wyborczą jako Blok Senat 2001.

Przed wyborami w najbardziej komfortowej sytuacji pozostawał SLD, dla którego sondaże wciąż wykazywały około czterdziestoprocentowe poparcie. Unia Pracy, bojąc się samodzielnego startu w wyborach, zdecydowała się wejść w koalicję z SLD. Nowe okoliczności tworzyła także uchwalona przez Sejm 7 marca 2001 roku nowa ordynacja wyborcza. Potrzeba jej zmiany wynikała przede wszystkim z konieczności dostosowania granic okręgów wyborczych do nowego podziału terytorialnego. Wybory do Senatu nie mogły odbywać się według starej ordynacji z przyczyn oczywistych. Aby jednak utrudnić sytuację faworytowi wyborów, SLD, zmieniono sposób przeliczania głosów na mandaty. Metodę d’Hondta, faworyzującą duże ugrupowania, zastąpiono korzystniejszą dla małych i średnich ugrupowań metodą Sainte-Lague’a. Zrezygnowano z list krajowych. Zmianie uległy także przepisy dotyczące finansowania kampanii wyborczych: wprowadzono m.in. limity wydatków wyborczych, ograniczono źródła pozyskiwania funduszy, wprowadzono przepisy zwiększające kontrolę nad finansami partii i komitetów wyborczych.

W połowie roku 2001 do opinii publicznej przeciekły informacje o złej sytuacji w finansach publicznych. Prace nad budżetem na rok przyszły ujawniły grożący ogromny deficyt budżetowy. Przyczyny jego powstania były bardzo różne. Spowolnione po 1997 roku tempo wzrostu gospodarczego spowodowało spadek wpływów przede wszystkim z podatków pośrednich. Nie wykonano dochodów z prywatyzacji, a możliwości pozyskiwania wpływów z tego tytułu po roku 1999 roku, rekordowym pod tym względem, kurczyły się. Nie bez znaczenia pozostawały też koszty równoległego wprowadzenia czterech reform. Inna sprawa, że praktyka zaniżania deficytu poprzez ukrywanie go w deficycie sektora publicznego i przesuwanie wydatków na rok następny stosowana była już za Balcerowicza. Prasa rozpisywała się o "dziurze budżetowej", premier Jerzy Buzek wyrażał pretensje do ministra finansów, Jarosława Bauca, o zbyt późne informowanie rządu o tej sytuacji. W efekcie podał się on do dymisji. Nieco wcześniej do podobnej decyzji został nakłoniony minister skarbu, Andrzej Chronowski. Jego następczynią została Aldona Kamela-Sowińska. Z kolei dymisja wiceministra obrony narodowej ROKU Szeremietiewa związana  była z ujawnieniem, że jego asystent m.in. wyłudzał prowizje od firm zaopatrujących armię.

W wyborach do Sejmu i Senatu 23 września 2001 frekwencja wyniosła 46,28 proc. uprawnionych do głosowania. Sukces wyborczy koalicji SLD-UP nie był zaskoczeniem choć 41,04 proc. pozyskanych głosów (216 mandatów sejmowych) rozwiało nadzieje liderów tych partii na samodzielne tworzenie rządu. Drugi pod względem liczby posłów klub parlamentarny to Platforma Obywatelska (12,68 proc. głosów i 65 mandatów poselskich). Z partii legitymującej się dłuższym stażem parlamentarnym znalazło się w Sejmie jeszcze PSL, z nie satysfakcjonującym liderów ugrupowania wynikiem 8,98 proc. uzyskano 42 mandaty. W Sejmie znalazły się jeszcze Samoobrona RP obsadzając 53 mandaty (10,2 proc. poparcia),  Prawo i Sprawiedliwość z 44 mandatami (9,5 proc.) i Liga Polskich Rodzin z 38 mandatami (7,87 proc.). Do Sejmu weszli także dwaj przedstawiciele mniejszości niemieckiej. Komitetowi AWS przystępującemu do wyborów jako koalicja nie udało się przekroczyć wynoszącego 8 proc. progu wyborczego (5,6 proc.). W podobnej sytuacji znalazła się Unia Wolności, która uzyskała 3,1 proc. poparcia (przy obowiązującym partie progu wynoszącym 5 proc. głosów). Oba ugrupowania zapłaciły tym samym koszty wprowadzonych przez nie reform społecznych (jak same twierdziły) lub błędów i zaniechań popełnionych w trakcie ich realizacji (jak twierdzili oponenci).

Ponownie koalicja SLD i PSL

Niespełna trzy tygodnie trwały rozmowy dotyczące utworzenia koalicji rządowej. Przeciwko współpracy SLD (z UP) i PSL przemawiały co prawda doświadczenia z lat 1993 - 97, ale był to jedyny możliwy układ. Politycy Platformy Obywatelskiej nie kwapili się do współrządzenia (deklarując jednak wolę współdziałania z rządem w niektórych kwestiach, zwłaszcza gospodarczych). Obserwatorzy brali też pod uwagę Samoobronę jako koalicjanta, ale prawdopodobnie obawiano się braku doświadczeń parlamentarnych posłów tego ugrupowania oraz ich programu bogatego w populistyczne hasła, równie rewindykacyjnego, co nierealistycznego. Misję utworzenia rządu powierzył prezydent Leszkowi Millerowi, a skład Rady Ministrów zaproponowany przez premiera otrzymał 25 października sejmowe wotum zaufania. Powołano trzech wicepremierów (po jednym z SLD, UP, PSL), powierzając im równocześnie kierowanie resortami: finansów - Marek Belka (SLD), infrastruktury - Marek Pol (UP), rolnictwa i rozwoju wsi - Jarosław Kalinowski (PSL). Ministrem spraw zagranicznych został Włodzimierz Cimoszewicz, spraw wewnętrznych i administracji - Krzysztof Janik, obrony narodowej - Jerzy Szmajdziński. Zaskoczeniem było jedynie powołanie na ministra  sprawiedliwości  nie kojarzonej z żadnym układem politycznym sędzi Barbary Piwnik.

Wcześniej 19 października, na pierwszym posiedzeniu Sejmu IV kadencji dokonano wyboru prezydium izby. Marszałkiem został Marek Borowski z SLD, wicemarszałkami Janusz Wojciechowski (PSL), Donald Tusk (PO), Andrzej Lepper (Samoobrona) i Tomasz Nałęcz (UP). Powołanie kontrowersyjnego przywódcy Samoobrony spotkało się z zarzutami, że tak ważnej funkcji państwowej nie powinna pełnić osoba mająca kłopoty z prawem i manifestująca brak poszanowania dla demokratycznych procedur. Wkrótce miało się okazać, że wątpliwości były jak najbardziej zasadne, a trybuna sejmowa stała się widownią swoistego rodzaju przedstawień. Andrzej Lepper nie zawsze znał znaczenie używanych przez siebie słów i szermował bezpodstawnymi oskarżeniami (np. o korupcję), za co niebawem został odwołany z funkcji wicemarszałka. Budzić zastrzeżenia mogła też retoryka wypowiedzi i radykalizm poglądów niektórych posłów Ligi Polskich Rodzin. Odnowiły się wątpliwości dotyczące kondycji polskiej demokracji i niedoskonałości (braku profesjonalizmu) instytucji władzy czy elit politycznych.

Rząd Millera - choć on sam w kampanii wyborczej ripostował, że jeśli SLD obiecuje gruszki na wierzbie, to one tam wyrosną - rozpoczynał działalność w okresie głębokiego kryzysu finansów publicznych i coraz bardziej odczuwanej stagnacji gospodarki. Rządowy "Bilans otwarcia" nie wyglądał optymistycznie, a - jak stwierdzał minister finansów M. Belka - przygotowany budżet nie był "budżetem marzeń tylko konieczności". Oszczędności dotyczyć miały wszystkich dziedzin, przede wszystkim zdecydowano o zmniejszeniu subwencji dla partii politycznych. Ustawy okołobudżetowe przewidywały zmianę wprowadzonych przez poprzedni rząd ulg prorodzinnych (skrócono urlopy macierzyńskie, zlikwidowano zasiłki porodowe itp.), zapowiedziano zamrożenie płac w sferze budżetowej (w tym wstrzymanie podwyżek dla nauczycieli), zaostrzone zostały kryteria pomocy dla bezrobotnych, niektóre ulgi utracili kombatanci i studenci. Zmodyfikowana została ustawa podatkowa, zlikwidowano część ulg.

Już jesienią 2001 roku ujawniły się sprzeczności pomiędzy polityką rządu a strategią Rady Polityki Pieniężnej. Postulaty rządu dotyczące obniżenia stóp procentowych, co miałoby się przyczynić do pobudzenia wzrostu gospodarczego, potraktowane zostały przez Radę jako zakusy na autonomię tej instytucji (inna rzecz, że postulaty rządowe czasem przedstawiono w formie ultymatywnych żądań). W grudniu 2001 roku PSL razem z UP złożyły w Sejmie projekt zmiany ustawy o Narodowym Banku Polskim, który przewidywał rozszerzenie RPP z 9 do 15 członków i nałożenia na nią obowiązku dbania o wzrost  gospodarczy i zapobiegania bezrobociu. Apele o skoordynowanie polityki rządu i RPP sformułowane też zostały w uchwale sejmowej z 14 marca 2002 roku

Asymetryczny kształt sceny politycznej (wyborczy sukces i spójność partii traktowanych jako lewicowe oraz rozbicie ugrupowań identyfikujących się z prawicą i centrum) powinien był motywować ugrupowania opozycyjne do podjęcia inicjatyw konsolidujących. Tymczasem działo się odwrotnie i SKL odłączyło się od Platformy Obywatelskiej, by w styczniu 2002 roku połączyć się z PPChD w SKL - Ruch Nowej Polski. Formułowano postulaty współpracy w zaplanowanych na jesień 2002 roku wyborach samorządowych. Stała się ona konieczna w związku z utrzymaniem w ustawie formuły d’Hondta w przeliczaniu głosów na mandaty, a więc rozwiązania promującego duże ugrupowania. Nowelizacja tej ustawy przyniosła także redukcję liczby radnych i wprowadzenie bezpośredniego wyboru burmistrzów i wójtów.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy