Reklama

Polska w latach 1989-1991. Od gospodarki planowej do wolnego rynku

Transformacja ustrojowa w sferze ekonomicznej wiązała się z istotnymi procesami i zmianami obejmującymi wszystkich Polaków. Decyzje podjęte w latach 1989-1990 skutkują do czasów obecnych.

Podstawowe z tych procesów to m.in. udział w procesach prywatyzacji (przejmowania w ręce prywatne środków produkcji), redukcja miejsc pracy i wiążące się z tym bezrobocie, pogorszenie położenia ekonomicznego i obniżenie pozycji społecznej szerokich warstw społeczeństwa przy polepszeniu standardu życia i pozycji społecznej innych.

Wśród cech charakterystycznych procesów zmian własnościowych w gospodarce należy zwrócić uwagę na polityczną genezę tych przeobrażeń, czego efektem było wielokrotnie "nabywanie" własności w wyniku pełnionych funkcji czy powiązań politycznych. Zjawisko to zostało zapoczątkowane tzw. uwłaszczeniem nomenklatury partyjnej jeszcze w okresie sprawowania władzy przez rząd Rakowskiego (spółek określanych jako nomenklaturowe doliczono się pod koniec 1989 r. ok. 1,6 tys.), a największe nasilenie osiągnęło zapewne w okresie rządów AWS - znajdując wyraz w nazwie "kapitalizm polityczny".

Reklama

Ogólnie zachodzące procesy przyniosły pauperyzację dużej części społeczeństwa oraz postępującą polaryzację struktury społecznej i związane z tym zmiany świadomości. Polaryzacja wyrażała się m.in. faktem, że ok. 1995 roku średnie dochody 1 proc. najlepiej  zarabiających w stosunku do średnich dochodów 1 proc. najgorzej zarabiających pozostawały w stosunku 100 : 1. Wyraźnie zaczęły wyodrębniać się dwie części społeczeństwa, choć ich wielkość jest trudna do oszacowania - mniejsza (ok. 20 - 25 proc.), korzystająca z zachodzących zmian oraz większa, tracąca w początkowej fazie reform, której położenie społeczne ulegało pogorszeniu (przynajmniej w kategoriach względnych, choć często także bezwzględnych).

Wystąpiło też zjawisko "rekompozycji" cech położenia społecznego rozumiane w ten sposób, że po wcześniejszych doświadczeniach (polegających - mówiąc ogólnie - na wyższym wynagradzaniu mniej kwalifikowanych prac, a niższym tych, które wymagały np. wyższego wykształcenia, co nie pozostawało bez wpływu na prestiż wielu zawodów) ponownie zaczęły łączyć się wykształcenie, dochód i prestiż, choć oczywiście jedynie w pewnym zakresie. Można jednak stwierdzić, że do wygranych zaliczały się osoby z wyższym wykształceniem, przede wszystkim należące do kategorii inteligencji i kadry kierowniczej, oceniające własne warunki materialne jako dobre i mające relatywnie wysokie zarobki. Przegrani to ludzie słabo wykształceni, bezrobotni, robotnicy (szczególnie niewykwalifikowani), rolnicy, niewiele zarabiający i mający poczucie upośledzenia. Można też do tego dodać, że stale wzrastała liczba osób deklarujących poczucie braku wpływu nie tylko na rządzenie państwem, ale także na sprawy swojego otoczenia.

Rząd Bieleckiego, w którym jedynym wicepremierem (i ministrem finansów) nadal był  Balcerowicz, a ministrem spraw zagranicznych Skubiszewski, składał się w większości z osób bezpartyjnych, a prócz tego w jego skład wchodzili członkowie KLD, PC, ZChN, SD, ROAD. Bielecki zapowiedział m.in. przyspieszenie reform, usprawnienie restrukturyzacji w gospodarce, kontynuację zmian własnościowych, ułatwienia dla drobnej przedsiębiorczości, uruchomienie giełd (towarowych i papierów wartościowych). Zasadnicze problemy, na które napotkał w realizacji tych i innych obietnic, to przede wszystkim recesja - spadek produkcji oraz jego efekty w postaci rosnącego deficytu budżetowego i bezrobocia. W wyniku wprowadzenia rozliczeń walutowych (w miejsce tzw. rubla transferowego) załamała się wymiana handlowa ze Związkiem Radzieckim. Rok 1991 był ponadto rokiem ujawnienia wielkich afer gospodarczych w rodzaju "Art B" czy FOZZ, które pośrednio czy bezpośrednio były powiązane z aparatem władzy.

Rząd Bieleckiego natrafił również na opory ze strony części Sejmu, a premier nawet ze względu na brak możliwości współpracy z parlamentem podał się do dymisji, która jednak nie została przez Sejm przyjęta. Nie przyjęto także wniosku rządu domagającego się dla siebie prawa do wydawania dekretów, co miałoby przyspieszyć reformowanie gospodarki, a także projektu nowelizacji konstytucji, zmierzającego do wzmocnienia pozycji rządu. Protesty przeciwko polityce gospodarczej rządu (szczególne opory budził "popiwek") i sytuacji ekonomicznej społeczeństwa płynęły także ze strony związków zawodowych czy załóg poszczególnych zakładów.

W marcu 1991 roku "kontraktowy" Sejm podjął decyzję o samorozwiązaniu się jesienią (mimo wniosku OKP dotyczącego przeprowadzenia wyborów już na wiosnę), a w maju uchwalił ordynację wyborczą. Odbyło się to w atmosferze sporu pomiędzy parlamentem a prezydentem, który ordynację zawetował (dla Wałęsy sytuacja, w której jedynie on posiadał w pełni demokratyczną legitymację do sprawowania władzy była wygodna). W uzasadnieniu wysunął żądania wprowadzenia czytelnego systemu wyborczego (proporcjonalnego lub mieszanego), obliczania głosów metodą Sainte-Lague’a, zniesienia zakazu agitacji wyborczej w kościołach, rezygnacji z obowiązku głosowania na konkretnego kandydata (a nie na listę partyjną jako całość) oraz umieszczenia Krajowego Biura Wyborczego przy prezydencie. Sejm nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta (do wymaganych 2/3 zabrakło 7 głosów), ale niemal natychmiast uchwalił nową ordynację, uwzględniającą niektóre zastrzeżenia Wałęsy. Ten ostatni znowu wykorzystał prawo weta, które jednak tym razem Sejm odrzucił. W ten sposób powstała ordynacja proporcjonalna, sprzyjająca rozbiciu przyszłego Sejmu. Prezydent nie starał się temu zapobiec, a w dodatku styl prowadzenia przez niego sporu z parlamentem, w tym stosowanie gróźb rozwiązania izby, pozostawił niesmak.

Scena polityczna przed zbliżającymi się wyborami była w znacznym stopniu rozdrobniona - listy kandydatów zarejestrowało 111 komitetów wyborczych, w tym 29 listy ogólnopolskie. Wśród niedawno powstałych, a przy tym liczących się ugrupowań, należy wymienić przede wszystkim Unię Demokratyczną założoną przez zwolenników Mazowieckiego (w UD w maju 1991 roku zjednoczyły się ROAD i FPD). Zjazd zjednoczeniowy na przewodniczącego partii wybrał Mazowieckiego, a na jego zastępców Kuronia, Frasyniuka i Halla. Nowa partia była jednak dość silnie zróżnicowana, a znajdowało to wyraz w istnieniu trzech frakcji: Prawicy Demokratycznej (której liderem był Hall i która opuściła UD w grudniu 1992 roku tworząc Partię Konserwatywną), Społeczno-Liberalnej i Zielonych. Bardziej lewicowa część ruchu solidarnościowego utworzyła m.in. "Solidarność Pracy" (Ryszard Bugaj) oraz Ruch Demokratyczno-Społeczny (Zbigniew  Bujak), które w czerwcu 1992 roku połączyły się (z udziałem m.in. części działaczy PUS) tworząc Unię Pracy. W lipcu 1991 SdRP wraz m.in. z OPZZ, ZSMP, Ruchem Ludzi Pracy i Związkiem Komunistów Polskich "Proletariat", utworzyła Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Pierwsze wolne wybory parlamentarne odbyły się w październiku 1991 roku i nie cieszyły się zbyt dużą frekwencją (43,2 proc.). Do urn nie poszli przede wszystkim ludzie zawiedzeni przebiegiem transformacji i odczuwający najbardziej jej negatywne skutki. Nie bez znaczenia była także sytuacja na scenie politycznej, na której w miejsce stosunkowo klarownych podziałów pojawiło się wiele partii i partyjek, a część z nich powstawała w wyniku konfliktów i podziałów innych ugrupowań. Pomimo tworzenia różnych koalicji (w rodzaju Wyborczej Akcji Katolickiej, której głównym uczestnikiem było ZChN, Porozumienia Obywatelskiego Centrum, z PC w roli głównej czy Porozumienia Ludowego obejmującego część PSL Mikołajczykowskiego, PSL "Solidarność" oraz "Solidarność" Rolników Indywidualnych) rozbicie polityczne nie zmniejszało się, a można sądzić, że pojawianie się nowych nazw (koalicji) również wpływało dezorientująco na część elektoratu. 

W wyniku wyborów do Sejmu dostało się ok. 25 ugrupowań, z czego część składała się dodatkowo z wielu mniejszych - najwięcej głosów zdobyła Unia Demokratyczna - 12,3 proc., a następnie: SLD - 12 proc., PSL - 9,2 proc., WAK - 9 proc., KPN - 8,9 proc., POC - 8,7 proc., KLD - 7,5 proc., Porozumienie Ludowe - 5,5 proc., NSZZ "Solidarność" - 5 proc. Pozostałe reprezentowane w Sejmie ugrupowania nie przekroczyły 3 proc. głosów. W nowo wybranym Senacie najwięcej przedstawicieli posiadała także UD (21) oraz NSZZ "Solidarność" (12). W takiej sytuacji politycznej z góry można było przewidzieć trudności związane z powołaniem rządu. Były one dodatkowo pogłębione faktem, że ugrupowania wywodzące się z ruchu solidarnościowego odżegnywały się od jakiejkolwiek współpracy w tym zakresie z SLD, a ugrupowania popierające Wałęsę w wyborach prezydenckich nie chciały także koalicji z UD.




Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje