To nie sceny z „Wielkiej wody” Netflixa. Tak naprawdę wyglądała powódź tysiąclecia we Wrocławiu

Katarzyna Adamczak

Oprac.: Katarzyna Adamczak

"Wielka woda" Netflixa to serial inspirowany wydarzeniami z lipca 1997 roku. Mieszkańcy musieli się zmierzyć z siłą żywiołu
"Wielka woda" Netflixa to serial inspirowany wydarzeniami z lipca 1997 roku. Mieszkańcy musieli się zmierzyć z siłą żywiołuMaciej Piasta / ForumAgencja FORUM

Spis treści:

  1. Powódź tysiąclecia - potężna fala dociera do Wrocławia
  2. "Krzyki z więzienia i szpitala na Kraszewskiego kiedy wyłączyli prąd..."
  3. "Wielka woda" - co jest prawdą, a co nie
  4. "Wiedzieliśmy, że idzie wielka woda"
Wrocław, lipiec 1997 roku. To wtedy wielka woda zalała miasto
Wrocław, lipiec 1997 roku. To wtedy wielka woda zalała miastoAleksander Keplicz / ForumAgencja FORUM
Panował chaos, sytuacja była kryzysowa, ludzie byli wściekli na władze, ale sami starali się zapanować nad tym bałaganem, brali sprawy w swoje ręce. Pamiętam, że nawet kloszardzi z Dworca Głównego starali się zorganizować, pomagali, bo przecież bronili swojego domu
wspomina dziennikarka telewizji TEDE, Magdalena Furman, cytowana przez serwis wroclaw.pl.

Powódź tysiąclecia - potężna fala dociera do Wrocławia

W lipcu 1997 roku pod wodą znalazło się prawie 40 proc. Wrocławia
W lipcu 1997 roku pod wodą znalazło się prawie 40 proc. WrocławiaMaciej Skawinski / ForumAgencja FORUM
Budowa wału przeciwpowodziowego we Wrocławiu, lipiec 1997
Budowa wału przeciwpowodziowego we Wrocławiu, lipiec 1997Maciej Piasta / ForumAgencja FORUM

"Krzyki z więzienia i szpitala na Kraszewskiego kiedy wyłączyli prąd..."

"Wielka woda" - co jest prawdą, a co nie

Wroclaw, lipiec 1997. Skrzyżowanie ulicy Tadeusza Kościuszki i Jaroslawa Dąbrowskiego w centrum miasta w czasie powodzi tysiąclecia
Wroclaw, lipiec 1997. Skrzyżowanie ulicy Tadeusza Kościuszki i Jaroslawa Dąbrowskiego w centrum miasta w czasie powodzi tysiącleciaAleksander Keplicz / ForumAgencja FORUM

"Wiedzieliśmy, że idzie wielka woda"

Wiedzieliśmy, że idzie wielka woda, że może nas zalać. Tato wcześniej wywiózł auto w bezpieczniejszą część Wrocławia, na Kuźniki. Kupiliśmy, jak kazali w ogłoszeniach, baterie - żeby komunikatów z radia móc słuchać, świeczki, zapasy jedzenia. No i wodę. Wodę też kazali trzymać w garnkach i wannie - na czarną godzinę. Nasza sąsiadka, pani Zosia z domku naprzeciwko, też nałapała zawczasu całą wannę wody, tylko, że jakoś z głowy jej wypadło, że łazienkę miała... w piwnicy. I na nic się to zdało, bo piwnicę od razu jej zalało. No i wannę też
wspomina Renata Bator w rozmowie z "Gazetą Wrocławską".
„Ewa gotuje”: Zapiekanka ziemniaczanaPolsatPolsat
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?