Reklama

​Bilans strat Polski po II wojnie światowej

Podczas II wojny światowej Polacy przeżyli najtrudniejszy okres w swych dziejach. Nie dość, że znowu utracili z takim trudem odzyskaną 20 lat wcześniej niepodległość, to jeszcze skazani zostali, głównie przez okupanta hitlerowskiego, na wyniszczenie biologiczne i zagładę.

Podczas II wojny światowej Polacy przeżyli najtrudniejszy okres w swych dziejach. Nie dość, że znowu utracili z takim trudem odzyskaną 20 lat wcześniej niepodległość, to jeszcze skazani zostali, głównie przez okupanta hitlerowskiego, na wyniszczenie  biologiczne i zagładę.

Każdy z prawie 1700 dni (od 1 września 1939 roku do 8 maja 1945 roku) wojny totalnej przynosił nowe cierpienia i upokorzenia. Polacy ponieśli największe straty w świecie. Zginęło około 6 mln ludzi, w tym w czasie działań wojennych 644 tys., wskutek terroru okupantów (egzekucje, pacyfikacje, obozy śmierci) - 3577 tys., nadto w obozach koncentracyjnych i łagrach zmarło w wyniku trudnych warunków życia około 1300 tys. osób oraz wskutek odniesionych ran i z innych powodów - kolejne ponad pół miliona osób.

Większość tych ludzi zginęła z rąk okupanta hitlerowskiego - w sumie około 97,5 proc. ogólnej liczby zamordowanych i zmarłych. Początkowo straty w ludziach poniesione wskutek okupacji radzieckiej szacowano na prawie pół miliona osób, jednakże zweryfikowano je ostatnio do 150 tys. Polityka okupanta radzieckiego - w przeciwieństwie do polityki niemieckiej - nie zakładała likwidacji całego narodu polskiego, lecz "tylko" niektórych jego grup społecznych: ziemiaństwa, burżuazji i części inteligencji jako obcych klasowo i ideologicznie komunizmowi.

Reklama

Kolejne kilkadziesiąt tysięcy Polaków wymordowali Ukraińcy na Wołyniu i w innych rejonach pogranicza polsko-ukraińskiego oraz Litwini. Połowę z 6 mln obywateli polskich, którzy stracili w czasie wojny życie, stanowili Żydzi, skazani przez Niemców na wyniszczenie biologiczne w pierwszej kolejności. Większość ich zginęła w obozach koncentracyjnych i gettach. Największe miejsce eksterminacji - obóz Auschwitz-Birkenau (Oświęcim-Brzezinka) - stało się symbolem zagłady narodu żydowskiego.

Do bezpośrednich strat ludności Polski przedwrześniowej doliczyć należy jeszcze masowe deportacje przez okupantów hitlerowskiego (1200 tys. osób) i radzieckiego (500 tys. osób), a także prawie 1 mln inwalidów wojennych i setki tysięcy, którzy w wyniku represji  i  prześladowań stracili zdrowie i odnieśli poważne szkody i urazy natury psychicznej.

Spośród 72 państw uczestniczących w wojnie Polska poniosła największe straty biologiczne, bo utraciło życie 220 osób z każdego jej tysiąca mieszkańców (dokładnie 22,2 proc. ogółu ludności). Wskutek tych strat biologicznych oraz zmiany granic i emigracji ludność Polski zmniejszyła się z 35,1 mln osób w 1939 roku do 23,7 mln w 1946 roku, tj. o prawie jedną trzecią. Społeczeństwo polskie pozbawione zostało w zasadzie elity przywódczej: z wszystkich jego grup społecznych największe straty poniosła inteligencja i po zakończeniu wojny liczba ludzi z wyższym wykształceniem wynosiła niecałe 40 tys.

Ogromnego spustoszenia i zniszczeń doznała gospodarka kraju, przez który aż dwukrotnie przetoczyły się fronty wojenne: w 1939 i 1944 - 45 roku Straty materialne były więc również najwyższe w świecie. Szacuje się je bowiem na 258 mld zł, według wartości złotego z 1927 roku, czyli aż ponad trzynastokrotnie więcej niż dochód społeczny Polski w przededniu wybuchu wojny, co w przeliczeniu na 1 mieszkańca wynosiło prawie 4,5 tys. zł. Zniszczeniu uległo 65 proc. zakładów przemysłowych. Wiele miast legło w gruzach, np. Warszawa w 84 proc., Wrocław - 68 proc., Białystok - 50 proc., Poznań - 45 proc. itp. 

Zniszczeniu uległa sieć dróg, kolei, środki transportu. Skutki wojny odczuła również dotkliwie wieś, m.in. gwałtownie zmniejszyło się pogłowie zwierząt inwentarskich - o ponad połowę (koni o 57 proc., bydła - 67 proc., trzody chlewnej - 83 proc.), a areał pól uprawnych zmalał aż o 40 proc. Ogółem zniszczono lub uszkodzono 295 431 nieruchomości w  miastach i 466 942 na wsi. Wszystkie straty materialne wyniosły 30 proc. majątku narodowego.

Dalszych zniszczeń i grabieży dokonały po wojnie stacjonujące wojska radzieckie. Jeszcze przez pół roku od ukończenia wojny - do grudnia 1945 roku - obowiązywał stan wojenny na terytorium Polski, traktowanej jako zaplecze frontu, co pozwalało stronie radzieckiej prowadzić niczym nieskrępowaną politykę w zakresie przejmowania mienia poniemieckiego, uruchamiania w polskich zakładach produkcji przemysłowej, komunikacji i łączności dla własnych potrzeb, stosowania represji wobec ludzi zagrażających "bezpieczeństwu państwa", włącznie z deportowaniem ich w głąb Związku Radzieckiego itp.

Polska wyszła z wojny zrujnowana i zniszczona. Przypominała jedno wielkie pobojowisko. Pomimo ogromnych strat materialnych i ludnościowych zdołała jeszcze wystawić ponad 600-tysięczną armię, z czego 228 tys. żołnierzy walczyło na froncie zachodnim, a prawie 400 tys. na Wschodzie, z tego 183 tys. żołnierzy wzięło bezpośredni udział w operacji berlińskiej. Należała więc Polska do zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej, ale był to gorzki smak zwycięstwa. Tym bardziej że nie mogła ona samodzielnie się urządzać i  decydować o swojej przyszłości. Decydowały za nią wielkie mocarstwa: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Wielka Brytania i Związek Radziecki. Faktycznie jednak głos decydujący miało to ostatnie mocarstwo, którego przywódca Józef Stalin uznał Europę Środkowo-Wschodnią za radziecką strefę wpływów, co zaakceptowali zachodni sojusznicy.

Początkowo Stalin nie decydował się na jawną sowietyzację zajętych krajów i starał się utrzymać je w przeświadczeniu o możliwości realizacji samodzielnej polityki państwowej i demokratycznego wzorca ustrojowego. Być może czynił tak licząc na współpracę z aliantami, chociaż nie wykluczone, że w stosunku do swych zachodnich sojuszników rozważał również wariant odmienny, konfrontacyjny. Według wspomnień czołowego polityka radzieckiego - Anastasa Mikojana - Stalin miał w przededniu wiktorii berlińskiej, na posiedzeniu Biura Politycznego partii komunistycznej, obradującego w pierwszych dniach maja 1945 roku z udziałem generalicji radzieckiej, zapytać: "No co, będziemy kończyć wojnę? W obecnej chwili jesteśmy znacznie silniejsi od naszych sojuszników. W Europie Zachodniej działają silne partie komunistyczne. Przez te kraje przejdziemy jak na defiladzie. Franco zepchniemy do morza. Weźcie pod uwagę, że za kilka lat wojna będzie niemożliwa. Co mi na to odpowiecie?" Odpowiedziało mu milczenie. 

Uczestnicy posiedzenia byli zaskoczeni i przerażeni. Nikt z osób cywilnych nie odważył się zabrać głosu. Grobową ciszę przerwał dopiero marszałek Gieorgij K. Żukow, szef sztabu generalnego i dowódca wielu frontów wojennych, zwracając uwagę Stalinowi na to, że wojsko jest już zmęczone wojną i oczekuje rychłego jej końca, i w dodatku trudno byłoby mu wytłumaczyć powody nowej wojny z dotychczasowym sojusznikiem, tym bardziej że podbój zachodniej Europy może wcale nie być zadaniem łatwym i trzeba będzie ponieść nowe ofiary.

Dowódcę operacji berlińskiej poparli inni marszałkowie. Ale Stalin nie ustępował. Zapytywał wprost członków Biura Politycznego, którzy jednak nadal milczeli, co w praktyce narad kremlowskich oznaczało dezaprobatę. W tej sytuacji Stalin po dłuższym namyśle miał oświadczyć zebranym, że są tchórzami i że on sam jeden nie weźmie na siebie takiej odpowiedzialności, ale historia im tego nie wybaczy i drugiej takiej szansy nie da. Gdyby nawet przyjąć, że owa wypowiedź Stalina miała jedynie sondażowy charakter, to przyznać trzeba, że oceniał on właściwie pozycję swojego państwa na arenie międzynarodowej. Nigdy już później nie była ona tak silna.

W dwa i pół miesiąca po kapitulacji Berlina Amerykanie dokonali pierwszej udanej próby z bronią atomową na poligonie Alamagordo w Nowym Meksyku, a w niecały miesiąc później zrzucili dwa bojowe ładunki atomowe na japońskie miasta Hiroszimę i Nagasaki. Zapoczątkowało to umacnianie się pozycji USA w świecie i otworzyło na niespotykaną dotąd skalę wyścig zbrojeń.

Stalin nie zdążył wykorzystać do końca przewagi ZSRR i poprzestał na podporządkowaniu polityce radzieckiej jedynie środkowej Europy po Alpy austriackie i rzekę Łabę. Nie od razu też narzucił politykę radziecką i radziecki system ustrojowy krajom środkowoeuropejskim. Pierwsze trzy lata powojenne stanowiły dla nich okres przejściowy. W żadnym z tych krajów nie dążono otwarcie do budowy ustroju komunistycznego i nie zmierzano jawnie do całkowitego ich podporządkowania polityce Kremla.

Podkreślano natomiast potrzebę rozwoju każdego z nich zgodnie z historyczną i narodową tradycją. Rodziło to nadzieję na budowę ustroju pośredniego między komunizmem rosyjskim a demokracją zachodnią. Dla krajów tych przyjęto nawet odrębną nazwę "krajów demokracji ludowej". Wszystko to było przyczyną ogólnej dezorientacji zarówno w społeczeństwach środkowoeuropejskich, jak i w państwach zachodnich, odnośnie do przyszłości tych krajów, a więc czy ów okres przejściowy zapoczątkuje nowy ład ustrojowy oparty na zasadach demokracji i poszanowaniu suwerenności każdego z narodów, czy też zakończy się całkowitą unifikacją ich życia narodowego wzorem radzieckim. Intencje polityki  radzieckiej i zamiary jej twórcy Józefa Stalina nie były jednoznaczne i wyraźne. Być może i on sam nie był jeszcze pewien, ile może uzyskać.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy