Reklama

​"Bitwa o handel". Zjednoczenie PPR i PPS

Przełomem w przebudowie życia gospodarczego kraju, zmierzającego już - zgodnie z kwietniowymi (1947 roku) uchwałami KC PPR - do socjalizmu, miała być likwidacja trójsektorowego modelu gospodarczego. Jednocześnie miało to wydatnie ograniczyć wpływy socjalistów z koncesjonowanej PPS, której był prawie w całości podporządkowany ruch spółdzielczy. W tym samym roku doszło do zmian na scenie politycznej - powstała PZPR.

Przełomem w przebudowie życia gospodarczego kraju, zmierzającego już - zgodnie z kwietniowymi (1947 roku) uchwałami KC PPR - do socjalizmu, miała być likwidacja trójsektorowego modelu gospodarczego. Jednocześnie miało to wydatnie ograniczyć wpływy socjalistów z koncesjonowanej PPS, której był prawie w całości podporządkowany ruch spółdzielczy. W tym samym roku doszło do zmian na scenie politycznej - powstała PZPR.

Do rozprawy z własnością prywatną i spółdzielczością wykorzystano trudności w zaopatrzeniu ludności wiosną 1947 roku, spowodowane koniecznością odbudowy rezerw państwowych, naruszonych przed wyborami parlamentarnymi, oraz niższymi plonami zbóż i warzyw w następnych miesiącach. Kłopoty te w konsekwencji rodziły spekulację, wzrost cen i spadek dochodów realnych ludności.

Już w maju 1947 roku twórca komunistycznej polityki ekonomicznej państwa, Hilary Minc, proklamował program walki z trójsektorowością gospodarki pod hasłem "bitwy o handel". Żądał usunięcia spekulacji, narzucenia cen regulowanych przez państwo, tworzenia handlu państwowego, przebudowy spółdzielczości itp. Przeciwstawiała się temu PPS tłumacząc, że problemy aprowizacyjne nie są skutkiem trójsektorowości gospodarki, lecz uwarunkowane są przyczynami głębszymi, wynikającymi przede wszystkim z niedorozwoju gospodarczego kraju. Szybko jednak zrezygnowała z obrony własności prywatnej i spółdzielczości i zaakceptowała komunistyczny program przebudowy gospodarczej.

Reklama

Utworzono zaraz Społeczne Komitety Kontroli Cen oraz Komisję Specjalną do Walki ze Spekulacją i Nadużyciami. Wprowadzono zakaz wolnorynkowego kształtowania cen na artykuły i usługi. Powołano sieć państwowych i spółdzielczych domów towarowych. W czerwcu 1947 roku sejm przyjął kilka ustaw: o zwalczaniu drożyzny i spekulacji, tworzeniu obywatelskich komisji podatkowych i kontrolnych, zezwoleniach na prowadzenie działalności handlowej oraz o ulgach inwestycyjnych dla państwowych i spółdzielczych przedsiębiorstw handlowych itp. W ramach walki ze spekulacją osadzono 24 tys. osób w obozach pracy.

W wyniku tych działań zaczęto wypierać prywatny handel na rzecz placówek państwowych i spółdzielczych. W 1949 roku podwoiła się liczba tych ostatnich placówek w stosunku do 1947 roku i osiągnęła liczbę prawie 50 tys. Zmniejszyła się natomiast w tym samym czasie liczba sklepów prywatnych - o połowę, do 77 tys. Dokonano gruntownych zmian w spółdzielczości centralizując i unifikując je. W następnym roku utworzono Centralę Rolniczą Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" oraz zreorganizowano spółdzielczość spożywców "Społem", ograniczając jej działalność do ośrodków miejskich.

W ten sposób wyraźnie zmniejszono wpływy PPS w życiu społeczno-gospodarczym kraju. Negatywnie te zmiany oceniało wielu socjalistów, ponieważ - jak po latach wspominał szef Centralnego Urzędu Planowania, Czesław Bobrowski - podjęte w czerwcu 1947 roku środki do walki z inflacją, spekulacją itp. były jednostronne, bo oparte na podwójnych złudzeniach: po pierwsze na mniemaniu, że zmiany instytucjonalne, przepisy tej "bitwy o handel" wyraźnie pogorszyły się jego stosunki z Ministerstwem Przemysłu i Handlu, kierowanym przez Hilarego Minca.

Na początku stycznia 1948 roku. kierownictwo PPR skierowało do władz naczelnych PPS list w sprawie błędnych metod opracowania planu gospodarczego na rok 1948 przez Centralny Urząd Planowania. Oskarżono CUP o posługiwanie się burżuazyjnymi metodami planowania i popełnienie wielu błędów planistycznych. Początkowo kierownictwo PPS wzięło w obronę Bobrowskiego i jego współpracowników, ale wkrótce pod naciskiem PPR wycofało poparcie i wyraziło zgodę na zmiany personalne w CUP.

Ustąpił więc Bobrowski, a w jego miejsce powołano prokomunistę Tadeusza Dietricha. Jednocześnie przekazano opracowanie nowego planu gospodarczego na 1948 roku Ministerstwu Przemysłu i Handlu. W ten sposób pozbawiono socjalistów wpływów w kolejnej instytucji, co w konsekwencji prowadziło do umocnienia planowania państwowego i preferowania inwestycji przemysłu ciężkiego kosztem rozwoju przemysłu produkującego środki konsumpcji.

Zmieniono również gruntownie system bankowy państwa. Zniesiono sieć banków opartą jeszcze na strukturze przedwojennej. Dekretem rządowym w połowie 1948 roku utworzono dwa rodzaje banków: podstawowe i specjalne. Do grupy pierwszej zaliczono Narodowy Bank Polski jako bank centralny oraz Bank Inwestycyjny. Grupę drugą tworzyły: Bank Rolny, Bank Komunalny i Powszechna Kasa Oszczędności. Zachowano jeszcze dwa banki w formie spółek akcyjnych: Bank Handlowy w Warszawie oraz bank Polska Kasa Opieki. Z reorganizacją, centralizacją i unifikacją systemu bankowego związane były zwolnienia i rugowanie ze stanowisk oponentów  władz komunistycznych.

Po likwidacji opozycji antykomunistycznej i ograniczeniu roli niezależnych organizacji, przede wszystkim Kościoła katolickiego, najtrudniejszym dla komunistów problemem pozostawała koncesjonowana PPS. Po zmianach, jakie zaszły w wyniku wyborów parlamentarnych na polskiej scenie politycznej, stała się ona najsilniejszą partią polityczną w Polsce. Rozbity i skłócony ruch ludowy stał się bezwolnym narzędziem politycznym PPR. Również Stronnictwo Demokratyczne, choć liczyło 140 tys. członków, kierowane było przez kryptokomunistów z Leonem Chajnem na czele i w pełni podporządkowane było PPR. Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja w Stronnictwie Pracy.

Jego część skupiona wokół Widy-Wirskiego, licząca 22 tys. członków, całkowicie uzależniona była od komunistów. Ograniczano wpływ Stronnictwa poprzez likwidację sprawowanych przez polityków SP stanowisk rządowych i administracyjnych. Stawało się organizacją kanapową i jego resztki włączono w 1950 roku do SD. Inna część działaczy SP z Karolem Popielem skupiła się wokół "Tygodnika Warszawskiego". Wkrótce jej przywódca udał się na emigrację do Włoch, a redakcję gazety zamknięto.

W tej sytuacji PPS jawiła się jako najsilniejsza partia w Polsce, licząca 750 tys. członków (jedynie o 100 tys. mniej niż PPR) oraz dysponująca silnym poparciem społecznym i ugruntowanymi wpływami we wszystkich niemal ruchach społecznych - od zawodowego począwszy, a na kobiecym i sportowym kończąc. Miała także silną pozycję w rządzie, administracji państwowej i samorządowej, w sejmie itp. W dodatku utrzymywała żywe kontakty i współpracę z zachodnioeuropejskimi partiami socjalistycznymi. Znaczna cześć jej czołowych polityków i ideologów - Bolesław Drobner, Julian Hochfeld,  Edward Osóbka-Morawski, Oskar Lange - podkreślała równorzędność w stosunku do PPR, niezależność i samodzielność. Znacznej części opinii polskiej, nie podzielającej nawet zasad ideologii socjalistycznej, jawiła się jako bardziej "cywilizowana" w stosunku do komunistów organizacja, reprezentująca orientację okcydentalistyczną i stojąca na gruncie polskich interesów narodowych. Swoją siłę zamanifestowała PPS na XXVII Kongresie obradującym z udziałem 5 tys. delegatów w grudniu 1947 roku we Wrocławiu.

Potwierdzono na nim wolę współpracy z PPR, ale nie wypowiedziano się w sprawie zjednoczenia z komunistami, podkreślając demonstracyjnie w uchwale kongresowej, ponoć za wiedzą samego Stalina, że PPS jest i będzie narodowi polskiemu potrzebna. Wywołało to niezadowolenie w kierownictwie PPR, zwłaszcza u jej wpływowego polityka Romana Zambrowskiego. W odwecie PPR nasiliła sprawdzone już metody działania, a więc zastraszanie poszczególnych działaczy socjalistycznych, wzmożenie represji wobec osób manifestujących publicznie samodzielność i niezależność, pozyskiwanie innych obietnicami stanowisk i apanaży, wspieranie sił prokomunistycznych w partii itp. Umiejętnie sterował PPS jej sekretarz generalny, premier Józef Cyrankiewicz. Ale tylko do czasu.

Narastanie zimnej wojny i dążenia Stalina do konsolidacji krajów satelickich wokół polityki radzieckiej powodowało, że systematycznie dokonywano w nich likwidacji partii socjalistycznych przez włączenie ich do ruchu komunistycznego. Dokonano tego już na Węgrzech, w Rumunii oraz w Czechosłowacji, gdzie w tym ostatnim kraju zbiegło to się z przewrotem politycznym i przesileniem rządowym w lutym 1948 roku, spowodowanym przez partię socjalistyczną, co zakończyło się jej pogromem.

W tej sytuacji Cyrankiewicz w marcu 1948 roku dokonał nieoczekiwanego zwrotu i oświadczył kierownictwu PPR i opinii publicznej, że socjaliści gotowi są rozpocząć prace zjednoczeniowe. Decyzję tę miał podjąć po rozmowie z Bierutem, który miał powołać się na polecenie Stalina, że dłużej nie będzie on tolerował dwoistości w polskim ruchu robotniczym. Za ujednoliceniem wypowiedziało się również wielu innych polityków socjalistycznych ze Stanisławem Szwalbem na czele. Pod koniec marca kierownictwo PPS zerwało kontakty z zachodnioeuropejskim ruchem  socjalistycznym, występując z Komitetu Międzynarodowych Konferencji Socjalistycznych (COMISCO).

Po latach żona Cyrankiewicza, Nina Andrycz usprawiedliwiała postawę sekretarza  generalnego socjalistów: "W roku 1947 poślubiłam lidera niezależnej Polskiej Partii Socjalistycznej i oto na moich oczach ówczesna polityka sowieckiego faszyzmu kazała mu się co prędzej zjednoczyć z PPR. Może ktoś zapytać, czy istniało wówczas jakiekolwiek inne wyjście z przymusowej sytuacji. Owszem, samobójstwo. Powiedziałam więc do trzydziestoparoletniego mężczyzny, który był moim mężem: przypuśćmy, że jutro skoczysz z wysokiego piętra w dół - i co? Cyrankiewicz miał na to swojej żonie odpowiedzieć: Przecież PPS nie wyskoczy. Tak czy owak zjednoczą".

Przeciwko propozycji połączenia obu partii robotniczych nie protestowano, ponieważ miano nadzieję, że dokona się to - jak stale podkreślał przywódca komunistów, Władysław Gomułka - z poszanowaniem niezależności i równorzędności obu partii, i że przyszła partia przejmie najlepsze tradycje i wartości każdej z nich. Tak się jednak nie stało. Na procesie utworzenia jednej partii robotniczej w Polsce, w konsekwencji jak się okazało likwidacji PPS, zaciążył rozwój sytuacji w ruchu komunistycznym, w tym i w PPR.

Kryzys w PPR narastał już od września 1947 roku, od chwili utworzenia wspomnianego Kominformu, którego powstaniu sprzeciwiał się Władysław Gomułka, upatrując w nim ograniczenia roli partii członkowskich i możliwości realizacji narodowej drogi do socjalizmu. Nie odpowiadało to Stalinowi, dążącemu w nowej sytuacji międzynarodowej do pogłębienia kontroli nad państwami satelickimi i międzynarodowym ruchem komunistycznym. Opornych odsuwano od władzy, sądzono i skazywano na karę śmierci. Na Węgrzech trwał już proces przywódcy komunistycznego, Laszlo Rajka, węgierskiego wiceministra spraw zagranicznych. W Czechosłowacji przygotowywano proces sekretarza generalnego partii komunistycznej, Rudolfa Slanskiego.  Szykowano podobne akcje w innych krajach zwanych krajami demokracji ludowej.

Dokonywano tego pod hasłem rozprawy z kosmopolityzmem, rzuconym już w 1946 roku przez ideologa radzieckiego, Andrieja Żdanowa. Pierwotnie  chodziło o przeciwstawienie się fascynacji kulturą zachodnią w Związku Radzieckim i u jego satelitów, ponieważ podejrzewano o to głównie żołnierzy  powracających z Zachodu. Wkrótce jednak ostrze walki z kosmopolityzmem skierowano przeciwko Żydom. W konsekwencji w ZSRR przeprowadzono czystkę w wojsku, w aparacie władzy państwowej, w instytucjach kultury i nauki itp.

Zaczęto to przenosić do krajów zależnych od Moskwy, również do Polski. Ale tu posłużono się innym uzasadnieniem. W Polsce wytyczono przeciwko przywódcy PPR - Gomułce i jego zwolennikom - oskarżenie o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, a więc o niedostatek internacjonalizmu. Stworzyło to niesłychane zamieszanie i pojawiły się nawet przypuszczenia, że to ludzie władzy pochodzenia żydowskiego, z Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem na czele, by odsunąć od siebie podejrzenia, sprowokowali rozrachunki z rzekomym prawicowym nacjonalizmem. W każdym razie w Polsce nie wszczęto wówczas kampanii ideologiczno-propagandowej wymierzonej przeciwko kosmopolityzmowi i Żydom. Przełomowym momentem stały się czerwcowe, a następnie sierpniowo-wrześniowe (1948 roku) posiedzenia plenarne KC PPR, podczas których podjęto walkę z odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym w PPR.

Prezydent Bierut zaczął gromadzić materiały obciążające sekretarza generalnego partii. Sięgnął nawet do okupacyjnej przeszłości. W tym celu wypytywał współpracowników Gomułki, m.in. Jerzego Morawskiego, późniejszego sekretarza KC PZPR, który wspominał po latach: Bierut wezwał mnie w roku 1948 i poprosił, żebym w pamięci odszukał, jak to było w czasie wojny z KRN. Chodziło mu o to, żeby znaleźć jeszcze jednego świadka, który powie, że Gomułka nie doceniał KRN, że chciał iść na daleko idący kompromis z polskim Londynem. "Powiedziałem, że KRN to był przecież pomysł Gomułki i o ile wiem Gomułka potrzebował niemało czasu, żeby innych do niego przekonać. Nie chciałem drażnić, że ci inni to był on sam. Ale sądzę, że Bierut zrozumiał o co chodzi. Rozmowa dalej się nie kleiła. Bierut sprowadził z Moskwy swój wojenny list do Dymitrowa, w którym zarzucał Gomułce zygzaki od sekciarstwa do oportunizmu".

 Socjaliści niedługo wytrwali przy haśle proklamowanym na grudniowym 1947 roku zjeździe partii, że ta jest i będzie potrzebna narodowi polskiemu. Jednakże ze zgłoszoną w marcu następnego roku gotowością zjednoczenia z PPR wiązano nadzieję, że nastąpi to na zasadach równorzędności i że nic z dorobku PPS nie zostanie zaprzepaszczone. W tym przekonaniu podtrzymywał stale socjalistów Władysław Gomułka. Na wspomnianym czerwcowym plenum swojej partii potwierdził on owe zasady integracji ruchu robotniczego, wysoko oceniając tradycje niepodległościowe i demokratyczne ruchu socjalistycznego, godne kontynuowania w nowej partii robotniczej.

Błędy SDKPiL w kwestii narodowościowej, a więc i kwestii niepodległości Polski - przypominał swym współtowarzyszom - komunistom w referacie wygłoszonym bez wcześniejszej konsultacji z Biurem Politycznym -" stanowią tylko jedno ogniwo w całym łańcuchu luksemburgistowskiej teorii kapitalizmu i imperializmu. Teoria ta była niesłuszna i fałszywa i wyrządziła wiele szkody polskiemu ruchowi robotniczemu [...]".

Inne zupełnie stanowisko w sprawie narodowościowej zajmowała PPS. Oceniając to stanowisko z perspektywy historycznej należy przyznać, że w sprawie niepodległości Polski PPS wykazała wiele realizmu politycznego, odczuwała o wiele lepiej rzeczywistość polityczną aniżeli SDKPiL. Walka o niepodległość należy do pięknych tradycji PPS, które winniśmy złożyć u podstaw Zjednoczonej Partii.

Wystąpienie to spotkało się z ostrą repliką uczestników plenarnego posiedzenia kierownictwa PPR. Dla wielu z nich oznaczało to herezję i potrzebę gruntownego przewartościowania tradycji ruchu robotniczego w Polsce. Przez najbliższe kilka miesięcy usiłowano Gomułkę zmusić do złożenia samokrytyki. Ten znowu się wahał i kluczył, raz przyznawał rację swym oponentom, następnie się wycofywał. Jego główny oponent - Bierut - pojechał do Moskwy, by przedstawić sytuację wśród współtowarzyszy i otrzymać stosowne dyspozycje. I istotnie, wkrótce po jego powrocie zwołano w końcu sierpnia kolejne posiedzenie KC PPR, na którym dokonano generalnej rozprawy z Gomułką i jego zwolennikami, oskarżając ich o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, by w ten sposób definitywnie odrzucić koncepcję polskiej drogi do socjalizmu na rzecz programu sowietyzacji Polski.

W wygłoszonym przez B. Bieruta referacie, w dyskusji i w uchwalonej rezolucji zarzucono W. Gomułce nazbyt tolerancyjny stosunek do PPS i wręcz kapitulancką postawę wobec jej nacjonalistycznej i oportunistycznej tradycji. Podkreślono brak u niego czujności  klasowo-ideologicznej w stosunku do prawicy PPS - agentury burżuazji w ruchu robotniczym. Plenum dokonało też zmiany w kierownictwie partyjnym, usuwając W. Gomułkę z funkcji sekretarza: powierzyło ją B. Bierutowi. Gomułki nikt nie bronił. Współtowarzysze potępiali go albo milczeli. Wymuszono na nim przyjęcie nowego kursu polityki i powierzono mu wkrótce stanowisko wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli. Nowym przywódcą partii, i tym samym satelickiego państwa, został Bolesław Bierut - najwierniejszy, jak uważano wówczas, uczeń Józefa Stalina.

Przygotowania do zjednoczenia PPR i PPS

W ten sposób przekreślono dotychczasową koncepcję zjednoczenia. Na socjalistach zaciążyło odtąd odium działalności agenturalnej. Rzutowało to na atmosferę kampanii zjednoczeniowej i postawę PPS, której kierownictwo dokonało nowego, istotnego zwrotu. J. Cyrankiewicz 17 lipca na krajowej naradzie aktywu PPS rozwinął stalinowską tezę o wzmaganiu się sprzeczności i walki klasowej w miarę postępów socjalizmu, wypowiedział się za przyspieszeniem procesu budownictwa socjalistycznego w kraju, w tym za socjalizacją wsi polskiej na zasadach spółdzielczości produkcyjnej, oraz dokonał ostrej krytyki dotychczasowej polityki partii. Odtąd zaczęto na forum partyjnym, w prasie partyjnej i w innych środkach przekazu upowszechniać komunistyczne wartości doktrynalne, włącznie z krytyczną oceną roli PPS w przeszłości i teraźniejszości, w duchu interpretacji nowego kierownictwa PPR.

Do zasadniczej rozprawy z dorobkiem ideowo-programowym powojennej PPS doszło we wrześniu 1948 roku na posiedzeniu Rady Naczelnej PPS. Główny atak przypuszczono na ideę socjalizmu humanistycznego. Z zajadłością rozprawiali się z nią kryptokomuniści - Stefan Matuszewski i Włodzimierz Wudel. Zarzucali rewizjonizm i reformizm, nacjonalizm i uprawianie "partyzantki antymarksistowskiej", szerzenie idei "utopijno-reakcyjnego humanizmu" i haseł egzystencjalizmu. Podkreślali wsteczną, reakcyjną i szkodliwą rolę humanizmu socjalistycznego. Jednym z głównych punktów oskarżenia stała się krytyka teorii syntezy socjalistycznego demokratyzmu i komunistycznego rewolucjonizmu. Twierdzili, że stanowiłaby ona tylko "zlepek ideologiczny" sprzeczny z marksizmem-leninizmem i rewolucyjną drogą do socjalizmu.

Atakowani socjaliści składali samokrytykę. Nie złożył jej jedynie B. Drobner, bo jak oświadczył: Ja kajakiem nie pojadę! Ja kajać się nie będę! Samokrytycznie do swej działalności ustosunkował się J. Hochfeld, ale nie uczynił zadość adwersarzom socjalistycznego humanizmu. Nie stwierdził bowiem fałszywości jego założeń i twierdzeń z wyjątkiem teorii syntezy socjalistycznego demokratyzmu i rewolucjonizmu komunistycznego. Tłumaczył, że podjął próbę przedstawienia problematyki z punktu widzenia marksistowskiej metodologii. Nigdy nie pragnął zastąpić marksizmu humanizmem, został zaś źle zrozumiany i posądzony o tendencje rewizjonistyczne i liberalno-demokratyczne.

Na nic zdały się jednak tłumaczenia i wyjaśnienia oskarżonych. Trzeba się było wyrzec tradycji socjalistycznej i koncepcji polskiej drogi do socjalizmu, bo jak stwierdzono w przyjętej rezolucji politycznej RN PPS, u źródeł tych błędów utrudniających realizację jedności robotniczej tkwiło: 1. Fałszywe pojmowanie roli partii rewolucyjnej i fałszywe pojęcie jedności, zrodzone na gruncie fałszywej teorii tzw. Syntezy "socjalizmu demokratycznego" i socjalizmu rewolucyjnego. 2. Fałszywe pojmowanie istoty państwa ludowego i demokracji ludowej, wyrosłe z niezrozumienia jej rewolucyjnego charakteru jako drogi do socjalizmu i traktowania demokracji ludowej jako "złotego środka" pomiędzy rewolucyjną drogą do socjalizmu a bezdrożami reformizmu. 3. Fałszywe pojmowanie gospodarki trójsektorowej, bądź jako skończonej i trwałej formy ustrojowej, bądź też jako formy rodzącej socjalizm żywiołowo i bez świadomej walki klasowej. Jednym z wyrazów takiej postawy było niedocenianie frontu walki klasowej na wsi. Mogło to grozić narastaniem kapitalizmu. Nie dawało tym bardziej jasnej perspektywy postępu społecznego i unowocześnienia form produkcji rolnej. 4. Nie przezwyciężony nacjonalizm, związany z bezkrytycznym kultem całej tradycji dawnej  PPS.

W obu partiach robotniczych rozpoczęło się "polowanie na czarownice". Usuwano rzeczywistych i domniemanych oponentów nowego, stalinowskiego kursu polityki. By wywrzeć jeszcze większą presję na jej oponentów, zwłaszcza wśród socjalistów, posłużono się wypróbowaną już metodą, a mianowicie w listopadzie 1948 roku postawiono Kazimierza Pużaka i pięciu innych działaczy dawnej konspiracji socjalistycznej Wolność-Równość-Niepodległość przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Oskarżono ich, że w czasie okupacji nawoływali do walk bratobójczych i faktycznie działali na rękę Niemcom, a po wojnie dążyli do obalenia ustroju państwa. Skazano ich na wieloletnie więzienie, w tym Pużaka, sekretarza generalnego przedwojennej PPS na 10 lat wiezienia. Zmarł on w niecałe dwa lata później w areszcie w Rawiczu.

W toku jesiennej czystki politycznej z PPR usunięto 29 tys. osób, tj. 3 proc. ogółu składu członkowskiego partii, z PPS zaś 83 tys., czyli 13 proc. ogółu członków. W przeddzień zjazdu "zjednoczeniowego" pierwsza z nich liczyła blisko milion osób, druga prawie o połowę mniej- 513 tys. członków. Termin tego zjazdu ogłoszono w końcu października. Wyznaczono go na połowę grudnia  (15 - 21) 1948 roku Dokonano na nim faktycznej likwidacji partii socjalistycznej.

Powołanie Związku Młodzieży Polskiej

Jeszcze przed owym zjazdem nastąpiły istotne zmiany organizacyjne i ideowe w ruchu młodzieżowym. Dokonano jego unifikacji na gruncie doktryny stalinowskiej, poprzedzając wprowadzenie systemu monopartyjnego w Polsce. Ruch młodzieżowy był dotąd w Polsce w pełni pluralistyczny. Każda partia miała swoją przybudówkę młodzieżową: PPR - trzystutysięczny Związek Walki Młodych, kierowany przez gen. Janusza Zarzyckiego; PPS - liczącą 130 tys. członków Organizację Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych, której przewodniczył Ryszard Obrączka; ludowcy - najliczniejszą, kilkusettysięczną, choć silnie zróżnicowaną ideowo, organizację Związek Młodzieży Wiejskiej RP "Wici" ze Stefanem Ignarem na czele, oraz SD - najmniejszą organizację, kilkunastotysięczny Związek Młodzieży Demokratycznej pod przewodnictwem Janusza Szałkowskiego.

Działały jeszcze różne organizacje w środowisku studenckim, m.in. komunistyczny Akademicki Związek Walki Młodych "Życie" z Zenonem Wróblewskim na czele, skupiający ponad 6 tys. członków i prawie pięciotysięczny Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, zorganizowanyprzez głośnego już wówczas myśliciela i intelektualistę, Jana Strzeleckiego.

Już jesienią 1947 roku przystąpiono do unifikacji ruchu młodzieżowego, tworząc Główną Komisję Współpracy Organizacji Młodzieży. Na wiosnę następnego zaś roku powołano Centralny Komitet Jedności Młodzieży. Termin zjazdu zjednoczeniowego wyznaczono w czwartą rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN. Odbył się on we Wrocławiu, gdzie w tym samym czasie otwarto Wystawę Ziem Odzyskanych w celu ukazania dorobku tych ziem, by w ten sposób przeciwstawić się głosom na Zachodzie kwestionującym ostateczny charakter granicy na Odrze i Nysie.

Obrady zjazdu zjednoczeniowego poprzedzał Kongres Studentów z udziałem 316 delegatów, na którym powołano Związek Akademicki Młodzieży Polskiej. W samym zaś zjeździe zjednoczeniowym ruchu młodzieżowego miało wziąć udział ponad 1300 delegatów wybranych na zjazdach każdej z czterech wymienionych wyżej organizacji młodzieżowych, ale faktycznie uczestniczyło tylko 1019 przedstawicieli, ponieważ wielu, głównie z ZMW RP "Wici", sprzeciwiało się połączeniu ze ZWM. Pomimo to powołano nową organizację - Związek Młodzieży Polskiej - na czele której stanęli S. Ignar i J. Zarzycki.

Członkiem jej mógł zostać każdy młody człowiek po ukończeniu 15 roku życia. O jego przyjęciu decydowało koło ZMP, będące podstawową organizacją Związku. Za podstawę działania przyjął on program komunistyczny, wyrażający się w dążeniu do wychowania w duchu ideałów socjalistycznych i budowy Polski socjalistycznej. Znaczna jednak część (około 45 proc.) członków dotychczasowych organizacji młodzieżowych, głównie ZMW RP "Wici", OMTUR i ZMD, nie przystąpiła do ZMP. W końcu 1948 roku liczył on około 18 tys. kół i pół miliona członków. Początkowo w jego ramach na zasadach autonomicznych działał ZAMP, lecz wkrótce organizację tę w pełni zintegrowano z ZMP.

Szczególną rolę w przemianach ustrojowych komuniści wyznaczali młodzieży. Wiązali nadzieje na pozyskanie jej dla programu przebudowy stosunków społecznych w Polsce na zasadach ideologii komunistycznej. Miała być zwiastunem nowego życia. W połowie 1948 roku sejm uchwalił ustawę o powszechnym obowiązku wychowania fizycznego, przysposobienia zawodowego i wojskowego w celu włączenia twórczego zapału młodego pokolenia do pracy nad rozwojem sił i bogactwa Narodu oraz celem rozszerzenia systemu wychowania narodowego, przedłużenia kształcenia i wychowania młodzieży.

Na jej podstawie powołano paramilitarną Powszechną Organizację "Służba Polsce". Nawiązując do wzorów wojskowych skupiała nie odbywającą służby wojskowej młodzież w wieku 16 - 30 lat. W warunkach skoszarowanych przysposabiano ją do zawodu i podnoszono kwalifikacje, indoktrynując jednocześnie w duchu założeń ideologii komunistycznej. Wyznaczano jej wykonywanie określonych zadań, głównie z zakresu robót publicznych, prac polowych itp. Młodzież odegrała dużą rolę w budowie wielkich inwestycji planu sześcioletniego, z budową Nowej Huty na czele. Oprócz tych organizacji działał jeszcze Związek Harcerstwa Polskiego, a także przez pewien czas organizacje katolickie: Sodalicja Mariańska oraz Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.

Zjazd  "zjednoczeniowy"

Po dokonanych czystkach politycznych w ruchu robotniczym, głównie jednak w PPS, przystąpiono do ostatecznej likwidacji tej partii socjalistycznej pod hasłem zjednoczenia z PPR. 15 grudnia 1948 roku zebrał się na Politechnice Warszawskiej kongres delegatów obu partii po uprzednich odrębnych zjazdach, podczas których podjęto uchwały o połączeniu się w jedną partię robotniczą. Wzięło w nim udział ponad 1520 delegatów (w tym prawie dwie trzecie to członkowie PPR). Obradowano pod dyktando komunistów. Główny referat o charakterze ideologiczno-politycznym wygłosił Bolesław Bierut dowodząc, że przyszła partia robotnicza będzie kierować  się zasadami marksizmu-leninizmu, oczywiście w interpretacji Józefa Stalina. Wtórował mu Józef Cyrankiewicz w referacie wygłoszonym w imieniu delegatów socjalistycznych, akcentując stalinowską tezę o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępów socjalizmu oraz deklarował odrzucenie "jako niesocjalistyczne z naszej tradycji wszystko to, co było obce i wrogie klasie robotniczej:

- nacjonalizm, który wiedzie do zdrady, zdrady nie tylko proletariatu, ale i narodu;

- reformizm, który prowadzi do zdrady klasy robotniczej;

- oportunizm, obce wpływy klasowe, obce agentury.

Utrzymujemy natomiast wszystko to, co było tradycją proletariackiego, zdrowego, lewicowego nurtu PPS".

Wystąpił także niedawny przywódca PPR - Gomułka, broniąc się przed zarzutami nacjonalizmu i ostrzegając przed nihilizmem narodowym. Spotkało się to z owacyjnym przyjęciem zebranych, co wywołało tym bardziej ostrą replikę ze strony nowego kierownictwa komunistycznego, pilnującego czujnie "czystości" ideologicznej tworzonej partii. Dużo czasu poświęcono również sprawom gospodarczym po wysłuchaniu pięciogodzinnego referatu Hilarego Minca, przedstawiającego założenia 6-letniego Planu Budowy Podstaw Socjalizmu w Polsce. W końcu zaś zjazdu, trwającego aż siedem dni, podjęto uchwałę o utworzeniu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i przyjęciu Deklaracji ideowej PZPR, statutu partyjnego oraz Wytycznych sześcioletniego planu rozwoju i przebudowy gospodarczej Polski.

Wybrano także kierownictwo partii, powierzając funkcje przewodniczącego KC PZPR Bolesławowi Bierutowi, a jedno z trzech stanowisk sekretarza KC PZPR Józefowi Cyrankiewiczowi. W skład Biura Politycznego powołano oprócz tych dwóch osób: Jakuba Bermana, Franciszka Jóźwiaka, Hilarego Minca, Stanisława Radkiewicza, Adama Rapackiego, Mariana Spychalskiego, Henryka Świątkowskiego, Romana Zambrowskiego i Aleksandra Zawadzkiego. W skład 72-osobowego Komitetu Centralnego powołano także Władysława Gomułkę - na osobiste zresztą polecenie Stalina. Przy powoływaniu kierownictw partyjnych miano stosować zasadę parytetu byłych członków PPR i PPS w proporcji 2 do 1. W miarę jednak dokonywania wyboru tych kierownictw na coraz niższych szczeblach organizacyjnych partii odchodzono od tej zasady i preferowano dawnych członków PPR.

Wzmożenie  czujności rewolucyjnej

Zjazd ukonstytuował nową partię  robotniczą o charakterze komunistycznym, w stalinowskiej postaci, nawiązującą jedynie do tradycji komunistycznej. Doprowadził w ten sposób do likwidacji ruchu socjalistycznego. Ustalił ogólną koncepcję budowy podstaw socjalizmu w Polsce według wzorów radzieckich, co przejawić się miało m.in. w przyspieszonej industrializacji, kolektywizacji rolnictwa, upaństwowieniu handlu, wzmożeniu walki z pozostałościami kapitalizmu itp. Utworzył silnie scentralizowaną strukturę partyjną zarządzaną przez niemal dziesięciotysięczną rzeszę pracowników aparatu, w istocie stanowiących partię w partii.

Zaraz także przyznała ona sobie nie uregulowane ustawowo uprawnienia w zakresie prowadzenia polityki personalnej w państwie poprzez uzależnienie  od swej zgody obsadzania wszelkich stanowisk kierowniczych. Zwano to zasadą nomenklatury partyjnej. Jej stosowanie doprowadziło do ubezwłasnowolnienia instytucji państwowych z sejmem włącznie, przekształconym zresztą w atrapę parlamentaryzmu, oraz do zastępowania aparatu państwowego przez aparat biurokracji partyjnej. Stała się ona ważnym instrumentem walki politycznej z oponentami aktualnego kierownictwa partyjnego.

Wkrótce zresztą po zakończeniu zjazdu przeprowadzono gruntowną czystkę w nowej partii. Usunięto z niej prawie 400 tys. członków, w dużej mierze byłych członków PPS, których lekceważono i nie dopuszczano do pełnienia ważniejszych stanowisk w państwie i partii.

Ale równocześnie nieustannie prowadzono kampanię pozyskiwania nowych członków, toteż w końcu następnego roku po zjeździe założycielskim PZPR liczyła już 1,4 mln osób. Podczas wspomnianej czystki również wielu zwolenników Gomułki oskarżonych "o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne" usunięto ze stanowisk państwowych i partyjnych. Po czym na listopadowym 1949  roku  plenum  KC  PZPR  uchwalono  deklarację O wzmożenie czujności rewolucyjnej. Zgodnie z nią rozbudowano aparat przemocy państwa, w tym przede wszystkim tajną policję.

Odwołano wówczas z funkcji ministra obrony narodowej Michała Rolę-Żymierskiego i powołano na jego miejsce marszałka Konstantego Rokossowskiego, który rozpoczął czystki w wojsku, aresztując oficerów przedwojennych i służących w armii polskiej na Zachodzie. Uwięziono wówczas, tj. w latach 1949 - 1953, 520 oficerów oraz zwolniono z wojska - co też było swoistą formą represji - dalszych 1276 oficerów. Rokossowski zastępował ich oficerami radzieckimi. Przystąpił też do przebudowy wojska polskiego na wzór radziecki. Inicjował gromadzenie materiałów obciążających odsunięte już od władzy polskie kierownictwo partyjne z Gomułką na czele.

Nie zakończyło to jednak sprawy Gomułki, która nabierała z czasem coraz to większego  znaczenia. W związku bowiem ze zmianą sytuacji międzynarodowej Stalin nasilił wzmożenie tzw. czujności rewolucyjnej w ruchu komunistycznym. Tłumaczył to niebezpieczeństwem konfliktu zbrojnego z Zachodem. W tej sytuacji władze radzieckie wzmogły presję na polskie kierownictwo, by to dokonało gruntownych zmian personalnych w wojsku, usuwając z Polskich Sił Zbrojnych przedwojennych oficerów i na ich miejsce awansując oficerów radzieckich. Jesienią 1948 roku rozpoczęto na szeroką skalę represje, prowokacje i czystki w wojsku. Ofiarami ich padali głównie wojskowi przybyli po wojnie z Zachodu oraz uczestnicy wojny domowej w Hiszpanii.

Za głównego winowajcę sytuacji w wojsku polskim uznano gen. Mariana Spychalskiego jako I wiceministra obrony narodowej i szefa Głównego Zarządu Politycznego WP. Wytykano mu okupacyjną przeszłość, że już wówczas nie wykazywał czujności rewolucyjnej, ponieważ współpracował z władzami polskiego państwa podziemnego i Armią Krajową, a następnie to, że sprowadził po wojnie liczną grupę oficerów polskich z Zachodu, przez co "zaśmiecał" armię ludową. W celu wyjaśnienia tych spraw powołano specjalną, tajną grupę śledczą w MBP oraz Komisję Biura Politycznego PZPR do Spraw Bezpieczeństwa.

Oskarżając Spychalskiego, chciano skompromitować Gomułkę i jego współpracowników. Na wspomnianym wyżej plenum KC PZPR oskarżono obu polityków komunistycznych o brak czujności i kompromisowość wobec wrogów, a nawet współdziałanie z agenturą imperialistyczną i przygotowanie spisu antypartyjnego. W tym czasie aresztowano grupę generałów przybyłych z Zachodu, wśród których gen. Stanisław Tatar w wyniku doznanych tortur w śledztwie załamał się i złożył oświadczenie potwierdzające udział w spisku przygotowującym z polecenia Mariana Spychalskiego przewrót wojskowy w Polsce.

Zaraz też aresztowano Spychalskiego i wielu innych oficerów. W trakcie prowadzonych śledztw utwierdzono się w przekonaniu o współdziałaniu Gomułki ze spiskowcami. W sierpniu 1951 roku postanowiono go aresztować. Przebywał on wówczas wraz z żoną Zofią na leczeniu sanatoryjnym w Krynicy. Aresztował go tam ppłk Józef Światło i przewiózł do tajnego więzienia śledczego MBP w Miedzeszynie pod Warszawą. Następnie uwięziono wielu jego współpracowników i zwolenników, m.in. gen. Grzegorza Korczyńskiego, Zenona Kliszkę, Feliksa Widy-Wirskiego itp. Śledztwo jednak nie potwierdziło zarzutów wobec byłego przywódcy PPR. W tej sytuacji zwlekano z jego procesem, choć Kreml wywierał nacisk.

Nie sposób jeszcze ustalić przyczyny odraczania procesu Gomułki. Być może wynikało to właśnie z braku podstaw dowodowych i obawy rządzącej grupy Bieruta przed konfrontacją z oskarżonym i niechybną kompromitacją. Nie wykluczone również, że miała ona na uwadze niedawną czystkę w KPP i likwidację przez Stalina jej kierownictwa. A być może sama obawiała się o swoją przyszłość, uważając, że raz uruchomiona machina terroru nie zatrzyma się i wkrótce może ich samych pochłonąć. Wyraźnie więc grano na zwłokę i faktycznie przetrzymano Stalina i Berię.

Kult Bieruta w Polsce

Równocześnie zaczęto upowszechniać kult osoby Bieruta na wzór kultu Stalina. Doprowadzono go do absurdu w sześćdziesiątą rocznicę jego urodzin.  Nawet w piśmie dziecięcym "Świerszczyk" w kwietniu 1952 roku zamieszczono wierszyk:

Stoją w oknie tulipany.

Ach, jak bardzo o nie dbamy I czekamy wciąż tej chwili, Kiedy płatki kwiat rozchyli?

Dziś zakwitły - wszystkie cztery. Płynie ciepły wiatr od pola.

Będzie miał towarzysz Bierut Podarunek  od przedszkola.

Dziesiątki tysięcy ludzi i instytucji składały wiernopoddańcze deklaracje. Np. Julian Tuwim oświadczał, że dla uczczenia 60. Rocznicy Waszych urodzin zobowiązuję się dokończyć przed 1 maja br. przekładu poematu Niekrasowa "Komu się na Rusi dobrze dzieje" i oddać wydawnictwu gotowy maszynopis. Robotnik z budowy warszawskiego MDM, Władysław Ostatek, deklarował: "dla uczczenia naszego Prezydenta zobowiązuję się kłaść dziennie 4200 cegieł zamiast 3500 oraz wyrabiać wszystkie połówki i stłuczki". Wszystkich zapewne przebiła niejaka Stefania Maliszewska:" ja jestem gospodynią domową i pragnę z całego serca złożyć Wam, Towarzyszu Prezydencie, jak najszczersze życzenia, a na zobowiązanie podejmuję się, ażeby lekarz w obecności świadków odciął mi moją lewą rękę przy ramieniu, może to moje zobowiązanie choć w małym stopniu przyczyni się do śmiertelnego zakrztuszenia posttrumanowców i samego Trumana". Ponoć skierowano ją na badania psychiatryczne, lecz te wykluczyły chorobę psychiczną.

Bałwochwalczy kult Bieruta rósł w miarę wzrostu jego znaczenia w państwie, a skupiał on w tym czasie ogromną władzę: od przewodniczącego KC PZPR (wkrótce zamieniono nazwę na I sekretarza KC PZPR) po prezydenta państwa, przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Narodowego i prezesa Rady Ministrów PRL. Rola organów kolegialnych partii wyraźnie malała. Biuro Polityczne straciło na znaczeniu. Sami jego członkowie nazywali wówczas BP Beiratem, przyrównując do pozbawionego możliwości decydowania konwentyklu przy gminach żydowskich.

Pomimo to Bierut nie był pewny swej pozycji, bo nikt w rozwijającym się intensywnie systemie totalitarnym takiej pewności nie miał. Już w kilka miesięcy po powstaniu PZPR zaczęła budzić się opozycja w kierownictwie partyjnym, wyraźnie inspirowana przez Kreml. Ambasador radziecki w Warszawie, Wiktor Lebiedew słał nieustannie do władz w Moskwie raporty o narastającym kryzysie w polskiej partii, opanowanej przez agentów pracujących dla polskiego wywiadu na emigracji i wywiadu brytyjskiego oraz Żydów-nacjonalistów. W jednym z raportów w lipcu 1949 roku, wnioskował: "W polskiej partii toczy się ukryta, za to zaciekła walka o władzę, w której Bierut jest na razie "izolowany" od pozostałych polskich towarzyszy przez grupę działaczy wyraźnie cierpiących na żydowski nacjonalizm. Działacze ci są bardzo zasłużeni dla polskiej partii, jednakże ich linia nie rokuje niczego dobrego".

Raporty te składał Lebiediew na podstawie informacji uzyskiwanych od członka KC PZPR, ministra administracji publicznej, przedwojennego komunisty Władysława Wolskiego (właśc. Antoniego Jana Piwowarczyka). Zarzucał on bowiem donosami na kierownictwo partyjne ambasadę radziecką i ministra obrony narodowej Rokossowskiego. Miał nawet użalać się im, że jego kontakty z nimi Bierut nazwał dywersją. W tej sytuacji nastąpiła pełna mobilizacja kierownictwa partyjnego skupionego wokół Bieruta.

W maju 1950 roku pod pretekstem reorganizacji rządu zlikwidowano ministerstwo administracji publicznej, którego zakres działania przejęło nowo utworzone ministerstwo gospodarki komunalnej. W ten sposób pozbawiono wpływów i pracy Wolskiego. Następnie odebrano mu mandat poselski i wydalono ze stolicy. Jego sprawie poświęcono jeden dzień obrad IV plenum KC PZPR. Wypowiedziało się przeciwko niemu aż 28 mówców.

Najostrzej wystąpił Hilary Minc, oświadczając: "Wolski stanął tu przed KC nagi, taki jaki jest, stanął jako obibok, leń, pajac, warchoł, intrygant, cynik, zdegenerowany typ". Wypomniał mu również oskarżanie Bieruta o brak czujności rewolucyjnej i niewłaściwą politykę kadrową: "Komu on to powiedział i wobec kogo on rzucił to oskarżenie? Wobec tow. Bieruta. Kim jest tow. Bierut? Przewodniczącym naszej Partii, Prezydentem naszego Ludowego Państwa. To nie wszystko jeszcze. Tow. Bierut jest najwierniejszym uczniem i żołnierzem Wielkiego Stalina w Polsce (burza oklasków)".

Po czym KC przyjął rezolucję przedstawioną przez Bieruta: Za intryganctwo, dwulicowość, dywersyjną i rozbijacką działalność godzącą w partię, a służącą faktycznie wrogowi, Plenum KC postanawia wykluczyć Władysława Wolskiego z Partii. Na tym samym posiedzeniu powołano w skład Biura Politycznego KC PZPR marszałka Rokossowskiego, któremu Wolski składał donosy. Przy okazji złamano postanowienia statutu partyjnego, wykluczające możliwość uzupełnienia w ten sposób składu kierownictwa partii. Ale tym się wcale nie przejmowano, czyniąc wszystko, by zażegać grożące kierownictwu niebezpieczeństwo ze strony systemu, który się mógł obrócić przeciwko niemu.

Tym bardziej że nie ucichła jeszcze sprawa Gomułki i obawiano się powtórzenia wypróbowanego już przez nie samo scenariusza walki o władzę, co mogło się zakończyć teraz bardziej tragicznie. Wkrótce zresztą Bierut doprowadził do odwołania ambasadora Lebiediewa. Inna rzecz, że jego następca, wszechwładny Arkadij Sobolew wcale nie oszczędzał polskiego kierownictwa w raportach przesyłanych Moskwie, zarzucając mu między innymi nieskuteczną walkę z odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym, tolerowanie prozachodnich postaw w społeczeństwie, ugodowość itp.


Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL