Reklama

Polska na drodze do wolności. ​Od Czerwca 1976 do Sierpnia 1980

W czerwcu 1976 roku władze podjęły próbę przeprowadzenia podwyżki cen podstawowych artykułów, co stało się powodem protestu społecznego i uwidoczniło słabość polityki prowadzonej przez ekipę Gierka, opierającej się na zaspokajaniu podstawowych potrzeb ekonomicznych. Wydarzenia w kolejnych latach doprowadziły do protestów społecznych na skalę, która zmieniła ustrój Polski.

 Podwyżka z 1976 roku naruszała jeden z elementów, dzięki któremu Gierek zyskał poparcie społeczne dla swojej władzy - zamrożenie cen podstawowych artykułów żywnościowych - i mimo że była uzasadniona względami ekonomicznymi (m.in. w sytuacji kryzysu światowego zapoczątkowanego w  1973  roku  oraz  latami nieurodzaju w rolnictwie, nie mówiąc o podwyżce realnych dochodów w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych), władze zostały zmuszone do jej wycofania. Przy okazji uwidoczniła się słabość władz m.in. w zakresie komunikowania ze społeczeństwem oraz arogancja polegająca na nieliczeniu się z nastrojami społecznymi, a społeczeństwo miało okazję przekonać się o jeszcze niezbyt widocznym na co dzień, ale już narastającym kryzysie gospodarczym.

Reklama

Ceny miały wzrosnąć w bardzo dużym na ówczesne czasy stopniu - m.in. mięso i przetwory mięsne o 69 proc., drób o 30 proc., masło i nabiał o 50 proc., cukier o 100 proc. Trzeba przy tym pamiętać, że społeczeństwo w ciągu wielu lat poprzedzających tę podwyżkę (nie tylko okres gierkowski, bo władze cofnęły także podwyżki ogłoszone w grudniu 1970 roku) zostało przyzwyczajone do stałych cen na podstawowe artykuły. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że wcześniej przeprowadzane podwyżki miały skalę kilku czy kilkunastu procent (ta, która wywołała protest w grudniu 1970 roku w przypadku mięsa i jego przetworów miała wynosić 17,6 proc.). Przewidywano też rekompensaty, ale proporcjonalne do zarobków - czyli podwyżka miała dotknąć przede wszystkim tych, którzy i tak mało zarabiali, co również miało wpływ na skalę niezadowolenia i protestu społecznego. 

Podwyżka wraz z zasadami rekompensat została ogłoszona w Sejmie w czwartek, 24 czerwca 1976, przez premiera Piotra Jaroszewicza w dziwnej formie - jako projekt poddawany pod "konsultacje społeczne", a jednocześnie miała wejść w życie w poniedziałek 28 czerwca. W praktyce przeprowadzenie jakichkolwiek rzeczywistych konsultacji było niemożliwe (zresztą projekt podwyżki poparł Sejm i wcześniej CRZZ, co świadczyło, że nie przewiduje się żadnych konsultacji wymagających przecież form instytucjonalnych), natomiast uwzględniając następujące potem wydarzenia, forma "konsultacji" pozwoliła władzom wycofać się z podwyżek bez przyznawania się do porażki.

Rano następnego dnia strajki (w oficjalnym języku politycznym określane wtedy jako "przerwy w pracy") i protesty rozpoczęły się w kilku miejscowościach - największe w Radomiu, Ursusie i Płocku, gdzie doszło do demonstracji ulicznych, słabsze  m.in.  w Warszawie, i innych miejscowościach, jednak bez wychodzenia poza zakłady pracy. W Radomiu strajk rozpoczął się w Zakładach Metalowych im. Gen. Waltera, skąd pochód szacowany na tysiąc robotników przeszedł pod budynek KW PZPR, gdzie w krótkim czasie zebrało się ok. 6 tys. osób domagających się rozmowy z I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego. Ten jednak początkowo chciał rozmawiać wyłącznie z delegacją, a dopiero potem przez okno obiecał przekazać żądania cofnięcia podwyżek do Warszawy. W tym czasie tłum powiększał się, a część zgromadzonych wchodziła do budynku KW, który w końcu zaczęto demolować, a następnie podpalono. Podczas tych działań do akcji wkroczyły jednostki ZOMO (wyposażone tylko w pałki, granaty z gazem łzawiącym i armatki wodne, bez broni palnej) i rozpoczęła się walka z kilkudziesięciotysięcznym już tłumem. Podpalone zostały dwa następne budynki (m.in. Urzędu Wojewódzkiego), samochody, na ulicach budowano barykady (dwóch uczestników demonstracji zginęło podczas budowy jednej z barykad); rannych po obu stronach zostało około dwustu osób. Na głównej ulicy Radomia rozbijano szyby wystawowe w sklepach, a te następnie były plądrowane i okradane. Walki trwały do późnego popołudnia, a pojedyncze starcia do północy. ZOMO zatrzymywało niejednokrotnie przypadkowe osoby, które bito i często przepędzano przez tzw. ścieżki zdrowia (podwójny kilkudziesięciometrowy szpaler funkcjonariuszy bijących przechodzących między nimi ludzi); łącznie zatrzymano ok. 2 tys. osób.

Inny przebieg miały wydarzenia w Ursusie, gdzie strajkujący pracownicy Zakładów Mechanicznych zablokowali ruch pociągów na jednej z ważniejszych tras kolejowych w kraju, przebiegającej w pobliżu zakładów. Najpierw była to blokada torów przez zgromadzony tam tłum protestujących, potem w momencie, gdy liczba demonstrantów zaczęła maleć, tory rozkręcono i zablokowano lokomotywą jednego z zatrzymanych pociągów. ZOMO przez cały dzień nie interweniowało (opisywane działania jedynie filmowano), a zgromadzenie przy torach zaatakowano dopiero wieczorem, gdy większość uczestników blokady już się rozeszła. Walka trwała około godziny, a potem patrole milicyjne zatrzymywały często przypadkowych przechodniów w Ursusie, z których wielu bito.

Wydarzenia w Płocku miały dużo łagodniejszy przebieg, choć również doszło do zamieszek ulicznych i starć demonstrantów z oddziałami milicji.

Bezpośrednim efektem protestów było wieczorne wystąpienie telewizyjne P. Jaroszewicza, który odwołał podwyżki cen, mówiąc, że w wyniku przeprowadzonych w zakładach pracy konsultacji zgłoszone zostały wnioski i uwagi, które powodują, że konieczne jest powtórne przeanalizowanie tej kwestii. Władze wyraźnie obawiały się rozszerzenia protestu, a w związku z tym konieczności użycia siły. Gierek starał się tego uniknąć, nie chcąc zapewne zmieniać ukształtowanego już obrazu nowego stylu sprawowania władzy oraz pamiętając o wydarzeniach grudniowych (które ostatecznie załamały władzę Gomułki); przed dalszym forsowaniem podwyżek kategorycznie przestrzegał  także L. Breżniew.

W ten sposób podwyżki zostały odwołane, ale władze stanęły przed problemem, jak wyjść "z twarzą" z niekorzystnej dla siebie sytuacji. Dążąc do tego zrealizowano pomysł odbycia w całym kraju, we wszystkich miastach wojewódzkich, wieców potępienia tych, którzy dopuścili się hańbiących ekscesów, czyli dla warchołów z Radomia i Ursusa oraz poparcia dla rządzącej ekipy. Dziesiątki wieców, które odbyły się w dniach 27 - 30 czerwca i na których łącznie zgromadzono najprawdopodobniej kilka milionów osób (odbywały  się przeważnie na stadionach), stały się  jedną z największych imprez      propagandowych  w PRL. 2 lipca odbył się wiec w Katowicach (w "Spodku") z udziałem Gierka i Jaroszewicza, transmitowany przez telewizję i radio, będący właściwie zakończeniem tej kampanii, pełen owacji i haseł poparcia dla Gierka, który wystąpił w roli triumfatora.

Innym bezpośrednim skutkiem były trwające do końca lipca zatrzymania, brutalne pobicia zatrzymanych, wytaczane im sprawy sądowe i przed kolegiami ds. wykroczeń, wyrzucanie z pracy. W Radomiu (w przypadku którego istnieją dość precyzyjne dane dotyczące represji) 72 osoby skazano na kary więzienia, 118 otrzymało wyroki z zawieszeniem, 987 osób wyrzucono z pracy. Wspominając o tych faktach, trzeba jednak pamiętać, że społeczeństwu były one właściwie nieznane i w związku z tym nie wywierały wpływu na bieżące działania.

Represje wobec uczestników czerwcowych protestów przyniosły inny, może najbardziej dalekosiężny skutek, a mianowicie ukształtowanie się środowisk starających się pomóc prześladowanym, co zaowocowało przede wszystkim powołaniem Komitetu Obrony Robotników (co prawda wcześniej ukształtowało się już kilkuosobowe Polskie Porozumienie Niepodległościowe, którego program opublikowano w paryskiej "Kulturze", ale dopiero KOR stał się ugrupowaniem znaczącym). Środowiska o nastawieniu opozycyjnym ujawniały swoje istnienie już od pewnego czasu (co było m.in. efektem KBWE), a okres następujący po wydarzeniach z 25 czerwca umożliwił ich częściową konsolidację.

Wśród pierwszych reakcji na represje wobec robotników można wymienić list Jacka Kuronia do sekretarza generalnego Włoskiej Partii Komunistycznej, Enrico Berlinguera, zawierający m.in. prośbę o pomoc w uzyskaniu amnestii dla represjonowanych, czy list Jerzego Andrzejewskiego do robotników, wyrażający solidarność z ofiarami represji. Początkiem kształtowania się KOR-u były akcje prowadzone przez kilka grup ze środowisk inteligenckich, które zaczęły nieść represjonowanym robotnikom pomoc materialną (przeprowadzając wcześniej zbiórki pieniędzy) i prawną. We wrześniu 1976 roku powołany został w tym celu Komitet Obrony   Robotników, a wśród osób, które podpisały "Apel" (informujący o represjach z naruszaniem prawa w Radomiu i Ursusie i żądający przede wszystkim amnestii dla skazanych i aresztowanych oraz przywrócenia wszystkim represjonowanym pracy) znaleźli się: Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki, Aniela Steinsbergowa, Andrzej Szczypiorski, ks. Jan Zieja, Wojciech Ziembiński. Niedługo potem dołączyli m.in. Bogdan Borusewicz, Mirosław Chojecki, Halina Mikołajska, Emil Morgiewicz, Józef Śreniowski, Wacław Zawadzki, następnie Anka Kowalska, Stefan Kaczorowski, Janusz Onyszkiewicz, a w końcu Adam Michnik, przebywający wcześniej za granicą. Grono to było zróżnicowane, generalnie można powiedzieć, że składało się ze znanych intelektualistów i artystów oraz z działaczy społecznych i politycznych, w kilku przypadkach o przedwojennym rodowodzie. Dla władz taki skład mógł być niewygodny, podobnie jak nazwa (wskazująca, że robotników trzeba bronić przed władzami reprezentującymi rzekomo właśnie robotników), a także koncepcja jawnego działania prowadzonego w raczej luźnej strukturze czy brak celów ściśle politycznych. Wokół tych osób gromadziło się stopniowo coraz więcej współpracowników zajmujących się wieloma  kwestiami.  

Oprócz  organizowania pomocy i wsparcia represjonowanych robotników i ich rodzin, co wymagało szeroko zakrojonej zbiórki funduszy, zbierano informacje i dokumentowano przypadki bicia (w tym dwa przypadki śmiertelnego pobicia - Jana Brożyny i ks. Romana Kotlarza), torturowania, usuwania z pracy   itd., organizowano akcję pisania listów do Sejmu w sprawie powołania specjalnej komisji do zbadania tych przypadków oraz starano się w możliwie pełny sposób informować opinię krajową i zagraniczną. Głównym sposobem nagłaśniania informacji było ich przekazywanie korespondentom zachodnim i działającym na Zachodzie polskojęzycznym rozgłośniom radiowym, ale prócz tego zaczęto wydawać własne pisma: "Biuletyn Informacyjny" i "Komunikat" (potem także "Głos", "Krytyka" i inne), co można uznać za początek drugiego obiegu wydawniczego w Polsce. Początkowo były one przepisywane na zwykłych maszynach do pisania (na zasadzie "przepisz i podaj dalej"), czyli każde kolejne przepisanie powiększało nakład zaledwie o kilka egzemplarzy, potem zaczęto stosować inne techniki, np. sita, używać powielaczy spirytusowych (umożliwiających uzyskanie z jednej matrycy ok. stu egzemplarzy), bardzo powoli zaczęły pojawiać się inne rodzaje powielaczy.

KOR, przekształcony we wrześniu 1977 roku - po zwolnieniu z więzień ostatnich skazanych za wydarzenia czerwcowe - w Komitet Samoobrony Społecznej "KOR", w dalszym ciągu za jeden z celów uznawał walkę z represjami, łamaniem praworządności oraz pomoc osobom prześladowanym. Zajmowało się tym m.in. Biuro Interwencji prowadzone przez Zofię i Zbigniewa Romaszewskich. KSS "KOR" starał się aktywizować różne środowiska i inicjować różne formy działalności. Z grona współpracowników KOR-u powstał pierwszy Studencki Komitet Solidarności (utworzony w maju 1977 roku w Krakowie, po do dzisiaj w pełni niewyjaśnionej śmierci współpracu jącego z KOR-em studenta, Stanisława Pyjasa; potem podobne powstały w kilku innych miastach), Niezależna Oficyna Wydawnicza, która przed 1980 rokiem wydała kilkadziesiąt tytułów książek (m.in. Czesława  Miłosza) i czasopism, redakcje pism mających docierać do środowisk robotniczych ("Robotnik") czy chłopskich ("Placówka"), a także komitety założycielskie Wolnych Związków Zawodowych (w wydarzeniach 1980 roku szczególną rolę odegrały WZZ w Gdańsku) oraz komitety samoobrony chłopskiej. W ten sposób działania i struktury opozycyjne były dość skutecznie upowszechniane, choć trzeba pamiętać, że cały ruch opozycyjny w okresie poprzedzającym sierpień 1980 roku miał ograniczony    charakter, w jego działaniach łącznie przewinęło się maksymalnie trzy do pięciu tysięcy osób (szacunki są tu bardzo trudne), poszczególne ugrupowania liczyły najczęściej po kilkadziesiąt osób, a zasięg oddziaływania w społeczeństwie był niewielki, choć w niektórych środowiskach czy instytucjach opozycja miała względnie duże wpływy.

W marcu 1977 roku inna część środowisk opozycyjnych powołała Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, a jego rzecznikami zostali Andrzej Czuma i Leszek Moczulski. Rozpoczęto wydawanie pisma "Opinia", potem także innych (m.in. skierowanego do rolników "Gospodarza" i "Drogi", która potem stała się pismem KPN); powstało Wydawnictwo im. Konstytucji 3 Maja. Nurt ten, stawiający na porządku dziennym także tak "niebezpieczne" ówcześnie kwestie, jak wolne wybory czy uzyskanie niepodległości, będący w pewnym stopniu konkurencyjny wobec przeważającej opozycji korowskiej, współtworzyły grupy, które potem wyodrębniły się i zaczęły działać samodzielnie. Oprócz ROPCiO, grupy skupionej wokół Andrzeja Czumy, były to m.in.: Ruch Młodej Polski, którego liderem był Aleksander Hall, Ruch Wolnych Demokratów (m.in. z Karolem Głogowskim, Adamem Pleśnarem, Andrzejem Mazurem) oraz Konfederacja Polski Niepodległej z Leszkiem Moczulskim na czele. Ruch Młodej Polski ukształtował się wokół pisma "Bratniak",  głównie  w środowiskach studentów i młodej inteligencji w kilku miastach, głosił idee w części bliskie narodowej demokracji, a proponowane formy działania miały charakter pozytywistyczny. Ruch Wolnych Demokratów był ugrupowaniem specyficznym, utworzonym przez środowisko rozwiązanego w 1957 roku Związku Młodzieży Demokratycznej, które trwało bez wyraźniejszych form organizacyjnych i wielokrotnie występowało do władz państwowych i partyjnych z różnymi postulatami i propozycjami. Konfederacja Polski Niepodległej powstała z połączenia kilku niewielkich grup działaczy, od początku określała się jako partia polityczna (czyli grupa dążąca do władzy), a za naczelny cel ideowy uznawała uzyskanie niepodległości (czego scenariusz został przedstawiony przez twórcę i przywódcę KPN, L. Moczulskiego w uznawanej za podstawowy dokument programowy "Rewolucji bez rewolucji").

Istniały również inne ugrupowania i formy działalności. Warto wspomnieć o działalności prowadzonej przez grupę intelektualistów (w części związanych z KORem) w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych - wykładach upowszechniających głównie wiedzę społeczno-polityczną, historyczną i ekonomiczną, prowadzonych w prywatnych mieszkaniach (tzw. Latający Uniwersytet). Powstało także Konwersatorium "Doświadczenie i Przyszłość", które skupiało znanych naukowców, publicystów, działaczy katolickich, a nawet partyjnych i które przygotowywało raporty o rzeczywistym stanie państwa i społeczeństwa oraz sposobach poprawy sytuacji (co może rodzić wątpliwości w kwestii zaliczania go do opozycji). Konwersatorium "DiP" było przykładem tego, że każde grono zajmujące się rzetelnie rzeczywistością musiało wyrazić sprzeciw w stosunku do realizowanej wtedy polityki, co powodowało, że początkowe poparcie dla tej inicjatywy płynące ze strony części władz już po pierwszym spotkaniu zostało wycofane, a działanie "DiP" uznano za nielegalne.

Reakcja władz na powstanie i działalność opozycji była niekonsekwentna, a przeważało podejście uznawane w tamtych czasach za świadectwo liberalizacji systemu. Było to wymuszone przede wszystkim potrzebą i koniecznością utrzymywania pewnego wizerunku ekipy gierkowskiej na Zachodzie, od którego Polska była coraz bardziej uzależniona. Wobec opozycjonistów stosowano liczne represje w postaci rewizji, zatrzymań, pogróżek, a nawet pobić czy kar więzienia (raczej niewielkich), ale w zakresie, który nie umożliwiał prowadzenia działalności. Opozycja była też poddana stałej inwigilacji ze strony Służby Bezpieczeństwa, która często w momencie w jakiś sposób sprzyjającym np. szantażowi starała się (w wielu przypadkach skutecznie) pozyskać uczestników opozycji do współpracy i w ten sposób kontrolować cały ruch.

 Dla przeciętnego człowieka opozycja pozostawała czymś nieznanym, o czym często nie słyszał, a jeśli tak, to wiedzy dostarczały głównie media będące narzędziem działania władz i kreujące "wrogów ludu", przede wszystkim w osobach Kuronia i Michnika. Zdecydowana większość obywateli prowadziła spokojne życie i choć spora ich część była nastawiona krytycznie wobec wielu aspektów rzeczywistości, zachowywała to dla siebie, bez większego sprzeciwu uczestnicząc we wspomnianych już "wiecach protestu" (czerwiec 1976), pochodach pierwszomajowych czy wyborach, w których (niezależnie od niemożliwej do zrealizowania frekwencji oficjalnie podawanej przez władze - np. w 1980 roku 98,9 proc. uprawnionych) udział brał bardzo wysoki odsetek obywateli, najprawdopodobniej ok. 80 proc.

Badania prowadzone w tym czasie wykazywały, że społeczeństwo zamknęło się w małych grupach - rodzinach, grupach towarzyskich czy przyjacielskich, nierzadko w połączonych wspólnymi interesami  klikach, a wszelkie organizacje typu partii, związków zawodowych czy organizacji młodzieżowych nie były traktowane jako coś wartościowego. Wybitny socjolog Stefan Nowak użył na oznaczenie tego stanu określenia "próżnia socjologiczna" i stwierdził, że społeczeństwo przedstawia się jako federacja małych grup skupionych w uznawanej również za coś wartościowego wspólnocie narodowej. Społeczeństwo chciało żyć normalnie i nie miało w ogromnej większości wygórowanych aspiracji (szczególnie w sferze materialnej, choć hasło "...aby ludzie żyli dostatniej" i idąca w tym kierunku praktyka pierwszej połowy lat siedemdziesiątych na pewno pobudziły oczekiwania), a najczęściej deklarowanym celem życiowym było "szczęście rodzinne".

Nie zmienia to faktu, że pod koniec lat siedemdziesiątych liczba członków partii osiągnęła 3 miliony (prócz tego do ZSL należało ok. 500 tys. osób, a do SD około 200 tys.), choć często przynależność ta wynikała po prostu z oportunizmu. Do związków zawodowych zrzeszonych w jedynej istniejącej centrali CRZZ (do których często wpisywano pracowników dość automatycznie, ale zawsze można się było nie wpisać) należało ok. 90 proc. zatrudnionych w gospodarce tzw. uspołecznionej. 2/3 studentów należało do początkowo źle przyjętego w środowiskach akademickich SZSP, a ponad dwa miliony członków liczył Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Przynależność ta często była interesowna (np. organizacje młodzieżowe urządzały dla swoich członków wycieczki i obozy, w tym zagraniczne, a związki zawodowe były źródłem zapomóg czy zaopatrzenia w ziemniaki na zimę), często była wynikiem myślenia w kategoriach, że "nie zaszkodzi, a może pomóc", ale często była również wynikiem chęci działania, osiągnięcia  pewnych  celów (w skali własnego środowiska), robienia czegoś wspólnie itd., a więc wynikała z naturalnych potrzeb. Oczywiście to masowe uczestnictwo dawało sprawującym władzę argumenty na rzecz twierdzenia, że cieszą się poparciem społecznym (które zresztą też występowało), choć chyba władze wyciągały z sytuacji uproszczone (a może tylko wygodne) wnioski.

Znaczenie opozycji było wtedy w dużej mierze symboliczne - opozycja pokazywała, że istnieje opór przeciwko działaniom władz, że w Polsce, mimo ratyfikowania w 1977 roku przez Radę Państwa Międzynarodowych Paktów Praw Człowieka, prawa te nie są przestrzegane, sygnalizowała, że nie są w pełni bezkarne fakty łamania praw obywatelskich, że ktoś obserwuje i dokumentuje tego rodzaju praktykę itd. Realnego znaczenia nabierze opozycja w trakcie strajków w 1980 roku, gdy robotnicy będą realizowali opracowaną przez jej przedstawicieli taktykę prowadzenia strajku, która zapobiegała wyjściu na ulice i tragicznym często tego skutkom. Opozycja będzie miała też spory udział w organizowaniu obiegu informacji na temat strajków czy niekiedy także w zabezpieczeniu strony organizacyjnej strajku oraz w sposobie formułowania żądań i postulatów. Później przedstawiciele opozycji, głównie korowskiej, będą często pełnili w "Solidarności" rolę doradców, wpływając w istotny sposób na bieg wydarzeń.

Wobec wydarzeń czerwcowych 1976 roku i ich następstw nieobojętny był także Kościół. Najpierw interweniował prymas Wyszyński, a potem o zaprzestanie represji i amnestię dla skazanych wystąpił Episkopat, kilkakrotnie ponawiając ten apel. Jednocześnie Episkopat zwracał się do społeczeństwa, wzywając do działań na rzecz poprawy sytuacji ekonomicznej. W  październiku 1977 roku nastąpiło pierwsze od dwudziestu lat spotkanie przywódcy partii i prymasa, a w jego trakcie Stefan Wyszyński ostrzegał Gierka przed możliwą katastrofą gospodarczą. Kościół z rezerwą odnosił się do ugrupowań opozycyjnych, co nie przeszkadzało mu protestować przeciwko represjonowaniu ich działaczy. Wydaje się, że wynikało to zarówno z obaw przed destabilizacją sytuacji w kraju, jak również z faktu, że opozycja, szczególnie korowska, była w znacznej części lewicowa i ateistyczna. W tym czasie, jak pisze Andrzej Friszke, Kościół w Polsce należał do najsilniejszych w Europie i w 1977 roku liczył 77 biskupów, 6716 parafii, 19 456 księży, 27 646 zakonnic, ponad 7 tys. zakonników i blisko 5 tys. alumnów studiujących w wyższych seminariach duchownych.

Wydarzeniem być może najistotniejszym w końcu lat siedemdziesiątych był wybór metropolity krakowskiego, kardynała Karola Wojtyły  na papieża,  co nastąpiło 16 października 1978 roku, po trwającym kilka dni konklawe z udziałem  111 kardynałów. Wydarzenie to wywołało wielką radość zdecydowanej większości Polaków, połączoną z uczuciem dumy z takiego obrotu spraw, ale także z przynależności do narodu, z którego wywodzi się tak wybitna postać. Papież, który przyjął imiona Jan Paweł II, odwiedził Polskę w czerwcu następnego roku, a trasa jego pielgrzymki obejmowała m.in. Warszawę, Gniezno, Częstochowę i Kraków. Papież spotkał się m.in. z Edwardem Gierkiem, ale jego wizyta była przede wszystkim świętem narodowym. Wizycie papieskiej towarzyszyły na całej trasie miliony ludzi, uczestniczących w mszach św. i nabożeństwach, ale także stojących wzdłuż tras przejazdu papieża i w miejscach, w których miał się zatrzymać. Czasami wiele godzin oczekujących na możliwość jego zobaczenia, bijących brawo, skandujących różne hasła (m.in. towarzyszące wszystkim papieskim wizytom w Polsce Zostań z nami). Do historii przeszły wygłaszane prze niego homilie, ale przede wszystkim chyba wezwanie wygłoszone na Placu Zwycięstwa w Warszawie, które spotkało się z wielkim aplauzem słuchaczy: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! Wizyta miała przełomowe znaczenie dla procesu integracji społeczeństwa - uczestnicy spotkań z papieżem mogli naocznie przekonać się o przynależności do wielomilionowej wspólnoty, o posiadaniu podobnych poglądów, uleganiu podobnym emocjom czy wreszcie o możliwości wspólnego działania (w sposób zdyscyplinowany, choć przy współpracy służb państwowych, kościelnych, społecznych) poza strukturami wyznaczonymi przez władze. Wśród różnych czynników, które potem wymieniano jako składające się na genezę wydarzeń sierpnia 1980 roku, ich przebieg i skutki w postaci budowy instytucji niezależnych - obok kryzysu ekonomicznego i działalności opozycji - najczęściej wskazywano właśnie na wizytę Jana Pawła II i jej wpływ na Polaków.

Gospodarka w drugiej połowie lat siedemdziesiątych znalazła się na równi pochyłej. Jej cechy to m.in. słaba wydajność, marna jakość produkcji, uzależnienie od dostaw z Zachodu, zbyt duże (i nie zawsze efektywne) nakłady na inwestycje, zbyt wielkie obciążenie z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego (w 1980 roku obciążenie to przekroczyło wpływy z eksportu), przerwy w dostawach energii, braki na rynku, rosnąca inflacja itd. Nie udał się   przyjęty w grudniu 1976 roku tzw. manewr gospodarczy (przewidujący m.in. zmniejszenie inwestycji, wzrost produkcji na rynek, zmniejszenie importu i wzrost eksportu). Wytworzony dochód narodowy był o prawie 1/3 niższy od planowanego, dostawy towarów na rynek blisko o połowę mniejsze, a postępująca zapaść gospodarcza widoczna była we wszystkich wskaźnikach. Co roku (od 1973) spadał przyrost dochodu narodowego, a od 1979 roku dochód narodowy podzielony ulegał zmniejszeniu.

Dla społeczeństwa pierwszym odczuwalnym  wskaźnikiem kryzysu było wprowadzenie w sierpniu 1976 roku kartek na cukier (miesięcznie po dwa kilogramy na osobę), a następnie postępujące trudności przy zakupach najpierw wielu towarów przemysłowych, potem także żywnościowych. Powstał cały system zapisów na różne artykuły (czasem z wieloletnim terminem oczekiwania) oraz dystrybucji różnych towarów z pominięciem rynku (na talony, przydziały itp. przyznawane za jakieś zasługi albo dzięki posiadanym "układom"). Dawało to ich posiadaczom szansę wzbogacenia się (czy jak wtedy o tym mówiono: spekulacji) - np. samochód kupiony na talon można było dwukrotnie drożej sprzedać na wolnym rynku. Szanse na zakup towarów nieobecnych w normalnych sklepach dawał też "Pewex", gdzie można było kupić w zasadzie wszystko, ale za tzw. bony, otrzymywane w banku za waluty wymienialne (przede wszystkim były to dolary). Przy tym handel walutami był prawnie zakazany, co nie przeszkadzało jednak znacznemu rozwojowi czarnego rynku walut, na którym fortun dorobiło się wielu obecnie poważnych kapitalistów. Czarny rynek łagodził istniejący kryzys, ale było to rozwiązanie przede wszystkim dla bogatszej części społeczeństwa. Rosło niezadowolenie społeczne (wybuchały też strajki, ale były ograniczone do jednego zakładu i dość szybko kończone jakimś kompromisem) potęgowane zachowaniem władz - wzrastającą arogancją, nieliczeniem się z obywatelem, stałym okłamywaniem prowadzonym przez media, przede wszystkim przez telewizję. Trudności określano jako przejściowe, a przejawy krytyki różnymi metodami wyciszano.

Charakteryzując drugą połowę lat siedemdziesiątych nawet partyjny historyk przyznawał, że przejawy patologii władzy były rażące, posiedzenia kolegialnych władz partyjnych były formalne, a omawiano na nich drugo i trzeciorzędne sprawy. W lutym 1980 roku odbył się VIII Zjazd PZPR, o którym można powiedzieć, że miał charakter przede wszystkim propagandowy, a tocząca się na nim dyskusja była, podobnie jak uchwalone dokumenty, w znacznej mierze oderwana zarówno od rzeczywistości, jak i od treści obecnych w przedzjazdowej dyskusji w partii. Zjazd nie podjął najważniejszych wątków akcentowanych w tej dyskusji, w tym krytyki sposobu sprawowania władzy, a kierownictwo nadal ukrywało dane dotyczące faktycznego stanu państwa (do takich danych należał np. stan zadłużenia zagranicznego). Dokonał natomiast (również nie dyskutowanych) zmian personalnych - do Biura Politycznego nie weszli m.in. Stefan Olszowski, Józef Kępa, Józef Tejchma, a przede wszystkim Piotr Jaroszewicz, który następnie złożył w Sejmie    rezygnację z funkcji premiera. Było to posunięcie zapowiadające, że zostanie on obciążony odpowiedzialnością za szybko pogłębiający się kryzys gospodarczy. Nowym prezesem Rady Ministrów został Edward Babiuch, dotąd odpowiadający w partii m.in. za sprawy kadrowe.

W maju 1980 roku powstała jedna z istotnych instytucji ustrojowych - Najwyższy Sąd Administracyjny, dający obywatelom i instytucjom możliwość zaskarżenia decyzji administracyjnych, a tym samym szansę na niezależne rozsądzenie ich sporów z organami   administracji.

W tym czasie, będącym okresem największego rozwoju tzw. demokracji fasadowej, niereagowania  kierownictwa partii nawet na postulaty płynące z niższych instancji, towarzyszącego temu nasilenia propagandy sukcesu, zaostrzenia cenzury itp. zjawisk, powołanie NSA można uznać za wydarzenie odbiegające od ogólnych tendencji. W omawianym okresie Polska utrzymywała dość ożywione kontakty z państwami zachodnimi, co dla społeczeństwa było przejawem pewnego zbliżenia czy nawet poparcia władz w Polsce ze strony Zachodu - wizyty składali m.in. prezydenci USA (Carter) i Francji    (Giscard d’Estaing), kanclerz RFN, Helmut Schmidt, a także sekretarz generalny ONZ, Kurt Waldheim.

Mimo narastającego kryzysu, zaostrzonej cenzury czy wyłącznie chwalących rzeczywistość państwowych mediów, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych powstało wiele wybitnych dzieł literackich, filmowych, teatralnych itd., a kultura była faktycznie szeroko upowszechniana (czasem tylko w drugim obiegu). Warto wspomnieć m.in. o utworach Konwickiego (Mała Apokalipsa, Kompleks polski), Stryjkowskiego (Wielki strach), Iwaszkiewicza, Kapuścińskiego (Cesarz), Różewicza (Do piachu) i wielu innych pisarzy, filmach Wajdy (m.in. Człowiek z marmuru), Kijowskiego, Barei, Kieślowskiego (rozpoczynającego kręcenie filmów fabularnych Amatorem), Zanussiego (Barwy ochronne), Agnieszki Holland (Aktorzy prowincjonalni) i ogólnie o prądzie określanym jako kino moralnego niepokoju, inscenizacjach w krakowskim Starym Teatrze (Swinarski, którego najwybitniejsze spektakle nadal grano, Grzegorzewski, Jarocki) czy teatrze Stu (Pacjenci, Exodus), warszawskim Studio, "Dramatycznym", "Powszechnym", przedstawieniach Kantora, Grotowskiego, Tomaszewskiego, Drzewieckiego, Teatrze Ósmego Dnia, kabaretach, takich wydarzeniach, jak krakowska wystawa Polaków portret własny itd. Inny charakter miały odbywające się co roku festiwale piosenki w Sopocie czy Opolu, a także kilka mniej popularnych. 

Prócz tego, co oczywiste, wydawano wiele pism (w tym kilka tytułów starających się działać możliwie rzetelnie, m.in. "Tygodnik Powszechny"), działały dwa programy telewizji, której walory rozrywkowe wzrosły w okresie, gdy prezesem tzw. Radiokomitetu został bliski Gierkowi Maciej Szczepański, kilka programów  radia, a w kinach można było obejrzeć wiele filmów znanych na świecie, m.in. Felliniego, Bergmana, Coppoli, Viscontiego itd. (w kilku miastach organizowano tzw. Konfrontacje, na których pokazywano filmy nagradzane na festiwalach, często potem nie nabywane do normalnej dystrybucji). Działania te w części miały uspokoić środowiska inteligenckie i dać im poczucie dostępu do liczących się dzieł, a środowiskom mniej wymagającym dać rozrywkę.

Licznych emocji dostarczali sportowcy: piłkarze, lekkoatleci, kolarze (m.in. w corocznym Wyścigu Pokoju), a także himalaiści (m.in. Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Europejka zdobyła Mount Everest), żeglarze (np. Krystyna Chojnowska-Liskiewicz jako pierwsza kobieta opłynęła samotnie kulę ziemską) oraz takie wydarzenia, jak lot w Kosmos pierwszego Polaka, Mirosława Hermaszewskiego. Tego typu sukcesy oficjalna propaganda starała się, zresztą z powodzeniem, odpowiednio nagłośnić i dać społeczeństwu "igrzyska".



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama