Reklama

​Sfałszowane referendum i pierwsze wybory w wolnej Polsce

Wybory gwarantowane były w umowie jałtańskiej. Zwolennicy demokratycznego ładu ustrojowego żądali ich niezwłocznego przeprowadzenia. Komuniści natomiast pragnęli nadać im plebiscytowy charakter poprzez wysunięcie jednej listy wyborczej bloku sześciu partii (PPR, PPS, SL, SD, PSK i SP).

Wybory gwarantowane były w umowie jałtańskiej. Zwolennicy demokratycznego ładu ustrojowego żądali ich niezwłocznego przeprowadzenia.  Komuniści natomiast pragnęli nadać im plebiscytowy charakter poprzez wysunięcie jednej listy wyborczej bloku sześciu partii (PPR, PPS, SL, SD, PSK i SP).

Już od jesieni 1945 roku wywierali nacisk na kierownictwo PSL z Mikołajczykiem na czele, by to przystąpiło do wspólnego bloku wyborczego, otrzymując 30 proc. mandatów. Ludowcy nie byli do wyborów przygotowani, potrzebowali czasu na uporządkowanie spraw wewnątrzpartyjnych i umocnienie swoich wpływów. Nie odpowiadały im też warunki stawiane przez PPR, liczyli na 70 - 80 proc. głosów wyborców.

W lutym 1946 roku ludowcy definitywnie odmówili wejścia do wspólnego bloku wyborczego, obawiając się zachowania dominacji komunistów. Jednocześnie zaproponowali, by wzorem Francji przeprowadzić referendum w celu zasięgnięcia opinii społeczeństwa w sprawie kierunku zmian konstytucyjnych. Wówczas kierownictwo PPR przystąpiło do bezwzględnego zwalczania PSL, oskarżając go o współpracę z podziemiem politycznym i zbrojnym oraz zajmowanie postawy reakcyjnej i profaszystowskiej.

Reklama

Nasilono wobec jego działaczy represje karne i aresztowania, zawieszono działalność organizacji terenowych, dokonywano mordów skrytobójczych, ograniczano możliwości wykonywania funkcji rządowych przez działaczy PSL, usuwano ich z urzędów itp. Równocześnie inicjowano we władzach PSL akcję opozycyjną i rozłamową wobec Mikołajczyka, której przewodził m.in. zięć Hilarego Minca - Edward Bertold. Po wykluczeniu z PSL prokomunistyczni opozycjoniści założyli w czerwcu 1947 roku nową partię ludową - PSL "Nowe Wyzwolenie".

Jednocześnie przywódcy PPR podchwycili pomysł zorganizowania referendum. W kwietniu 1946 roku ustalono treść pytań i wyznaczono termin referendum na 30 czerwca tego samego roku. Mieli wziąć w nim udział wszyscy obywatele polscy, którzy ukończyli 21 rok życia. Na Głównego Komisarza Wyborczego powołano Wacława Barcikowskiego - prezesa Sądu Najwyższego. Uczestnicy referendum mieli odpowiedzieć na trzy pytania:

 1)        Czy jesteś za zniesieniem Senatu?

2)         Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki narodowej z zachowaniem podstawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?

3)         Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic państwa polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?

Ugrupowania obozu rządzącego (PPR, PPS,  SL i SD) wzywały społeczeństwo do głosowania "3 razy tak". Rozwinęły ogromną akcję propagandową z udziałem administracji państwowej, wojska, milicji, służb bezpieczeństwa. Nasilono jednocześnie represje w stosunku do legalnych i konspiracyjnych ugrupowań opozycyjnych. Do przeprowadzenia referendum miała się włączyć specjalna grupa pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR z ppłk. Aronem Pałkinem na czele, zajmując się m.in. fałszowaniem wyników głosowania (miała sporządzić na nowo 5994 protokoły komisji obwodowych i sfałszować około 40 tys. podpisów członków tych komisji).

Natomiast legalne partie opozycyjne - większość SP oraz PSL - wzywały do głosowania na pierwsze pytanie - "nie" i na pozostałe dwa - "tak". Konspiracja antykomunistyczna propagowała bojkot głosowania lub udzielenie negatywnej odpowiedzi na wszystkie trzy pytania.

W dwanaście dni po referendum Generalny Komisarz Głosowania Ludowego ogłosił wyniki. Według tych danych spośród 13 160 451 osób uprawnionych do głosowania wzięło udział 11 530 551, czyli 90,1 proc. Na pierwsze pytanie twierdząco odpowiedziało 68,0 proc. głosujących, na drugie - 77,2 proc., i na trzecie - 91,4 proc. Najgorsze wyniki obóz rządzący uzyskał w województwach: poznańskim, krakowskim, rzeszowskim, lubelskim, pomorskim, warszawskim i łódzkim, najlepsze zaś na terenach Ziem Zachodnich i Północnych.

Znaczna część opinii uznała wyniki za znacznie zawyżone w wyniku masowych fałszerstw. Według kierownictwa PSL faktyczne wyniki były zupełnie inne, o czym miała świadczyć ich analiza dokonana na podstawie protokołów z 30 proc. obwodów głosowania. Na pierwsze pytanie miało paść 85 proc. negatywnych odpowiedzi, na drugie - 68 proc., i na trzecie 55 proc. Dziś trudno ustalić faktyczne wyniki referendum, ponieważ dokumentacja komisji obwodowych została zniszczona.

Referendum ludowe przeprowadzone w celu uzyskania akceptacji dla urzeczywistnionych już na ogół reform i dokonań miało znaczenie jedynie polityczne, ponieważ pozwalało przesunąć w czasie termin wyborów parlamentarnych, komplikowało sytuację opozycji antykomunistycznej i odwracało uwagę społeczeństwa od wielu istotnych kwestii itp.

Zaraz po nim kierownictwo obozu rządzącego rozpoczęło na nowo rozmowy z PSL w sprawie wspólnego bloku wyborczego. Prowadzili z ludowcami rozmowy zarówno przedstawiciele PPR, jak i PPS. Przywódca partii chłopskiej - Stanisław Mikołajczyk - nie odżegnywał się od tworzenia koalicji wyborczej, ale żądał dla PSL 40 proc. mandatów. Zabiegał także u rządów Wielkiej Brytanii i USA o wypełnienie postanowień jałtańskich w sprawie wyborów parlamentarnych.

W odpowiedzi na to rządy tych państw przekazały władzom polskim noty dyplomatyczne, w których określono warunki wyborów: 1) by wszystkie demokratyczne i antynazistowskie partie mogły swobodnie przeprowadzić kampanię wyborczą, wolną od aresztowań lub groźby aresztowań. Partiami uznanymi za "demokratyczne i antynazistowskie" są w Polsce: Polska Partia Robotnicza (PPR), Stronnictwo Demokratyczne (SD), Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), Stronnictwo Ludowe (SL) i Stronnictwo Pracy (SP); 2) by wszystkie te partie były reprezentowane we wszystkich komisjach wyborczych, a obliczanie głosów odbywało się w obecności przedstawicieli wszystkich partii; 3) by wyniki były ogłaszane natychmiast przez komisje obwodowe; 4) by istniał dostateczny system odwoławczy w razie sporów wyborczych.

Obóz władzy wcale się tym nie przejął. Udzielił ostrej w tonie odpowiedzi, oskarżając państwa zachodnie o ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski, niezgodną z postanowieniami jałtańskimi. Jednocześnie zapewniał, że wybory odbędą się w sposób demokratyczny, nie odbiegający od praktyki wyborczej na Zachodzie. Zaraz jednak nasilił represje i akcje rozłamowe nie tylko wobec ugrupowań opozycyjnych, SP i PSL, lecz również w stosunku do współrządzącej PPS. Szybko udało się rozbić Stronnictwo Pracy w wyniku działalności rozłamowej kryptokomunistycznej grupy Feliksa Widy-Wirskiego, wiceministra informacji i propagandy w TRJN. Na początku września 1946 roku wskutek jej prowokacyjnych działań sześciu posłów SP z Karolem Popielem na czele demonstracyjnie złożyło mandaty członków KRN.

Nie powiodło się natomiast rozbicie PPS przez secesjonistów komunistycznych, którym przewodzili Feliks Baranowski, Stanisław Skowroński i Henryk Świątkowski. Kierownictwo PPS zdołało jeszcze utrzymać jedność partii, odwołując się zresztą do pomocy Józefa Stalina, który wysłuchał skarg jego delegacji z Józefem Cyrankiewiczem na czele w sierpniu 1946 roku, ale nadal popierał PPR.

Nie powiodła się również próba rozbicia partii Mikołajczyka przez prokomunistyczne PSL "Nowe Wyzwolenie", wskutek czego wzmożono jeszcze represje wobec PSL. Jego przywódcy zabiegali także o przyjęcie u Stalina, by przedstawić rozwój sytuacji w Polsce i położenie polityczne swojej partii. Spotkało się to jednak z odmową. Na początku września 1946 roku ambasada radziecka w Warszawie przekazała władzom PSL list, w którym oświadczono: "Generalissimus Stalin, rozważając Wasze propozycje co do spotkania sądzi, że mogłoby ono być uważane za próbę wciągnięcia go do rozstrzygania kwestii spornych pomiędzy rządem polskim a opozycją, którą wyraża PSL. Stalin dziękuje p. Kiernikowi i p. Mikołajczykowi za zaufanie".

Jednak nie może wziąć na siebie roli arbitra w sprawach miedzy rządem polskim a opozycją PSL, aby nie tworzyć złego precedensu. Stalin uważa, że byłoby lepsze, aby Mikołajczyk i Kiernik próbowali dogadać się z blokiem czterech partii. Niepowodzeniem zakończyły się również starania Stanisława Grabskiego -  polityka  Stronnictwa  Narodowego - o rozmowę ze Stalinem.

Na początku jesieni 1946 roku obóz rządowy wyraźnie przyspieszył przygotowania do wyborów parlamentarnych. W końcu września KRN uchwaliła ordynację wyborczą, opartą na projekcie zgłoszonym przez PPR i PPS, odrzucając projekt autorstwa PSL. Pozbawiała ona czynnego prawa wyborczego m.in. osoby wpisane podczas wojny na niemiecką listę narodowościową oraz osoby, które  współpracowały  z  okupantem   niemieckim i podziemnymi organizacjami faszystowskimi, a także dążące po wojnie do obalenia ustroju państwa.

Następnie powołano Państwową Komisję Wyborczą pod przewodnictwem Kazimierza Bzowskiego, sędziego Sądu Najwyższego. Termin wyborów ustalono na 19 stycznia 1947 roku. Prowadzono także intensywne rozmowy polityczne w sprawie ustalenia wspólnej listy wyborczej obozu rządzącego i podziału mandatów. Na początku października władze PSL postanowiły nie przystępować do bloku wyborczego ugrupowań skupionych wokół PPR i pójść do wyborów samodzielnie, toteż główny spór polityczny toczył się pomiędzy stronnictwami rządzącymi - PPR i PPS.

Dotyczył on głównie sprawy podziału mandatów i zagwarantowania socjalistom równorzędnej pozycji wobec komunistów. I znowu w roli rozjemcy wystąpił Józef Stalin, przyjmując w połowie listopada na Krymie delegacje obu partii. Udzielił poparcia socjalistom. W tej sytuacji przywódcy PPR musieli pójść na pewne ustępstwa, uznając pozornie równorzędną rolę PPS w państwie. Szybko przystąpiono do rokowań i w końcu listopada obie partie podpisały porozumienie "o jedności działania",   dotyczące również współpracy wyborczej.

Zagwarantowały sobie po 31 proc. mandatów w przyszłym sejmie oraz odpowiednie stanowiska państwowe: prezydenta dla PPR, a premiera dla PPS. Pozostałe stronnictwa miały otrzymać następującą liczbę mandatów: SL - 27 proc. i SD - 11 proc. Marszałkiem Sejmu miał zaś zostać przedstawiciel  koncesjonowanych ludowców.

 Wrzucasz: Mikołajczyk, wyjmujesz: Gomułka

Po prawie dwóch latach oczekiwań doszło wreszcie 19 stycznia 1947 roku do wyborów parlamentarnych. Poprzedziła je ostra kampania polityczna i propagandowa, toczona głównie przez komunistów. Użyto do niej władz bezpieczeństwa i administracji państwowej. Wzywano do jawnego głosowania na listę nr 3 - blok ugrupowań rządzących. Opozycji wypowiedziano bezwzględną walkę. Ludowców Mikołajczyka oskarżono o wszelkie możliwe występki i antynarodową działalność.

Rozwiązywano ich organizacje, wyrzucano z pracy, skrytobójczo mordowano. Nie szczędzono represji nawet wobec bezpośrednich sojuszników, czyli socjalistów, jeśli niektórzy z nich z rezerwą odnosili się do komunistów i nie podzielali ich metod walki. Aresztowanym wcześniej przywódcom  politycznym i żołnierzom podziemia, głównie narodowego i poakowskiego, wytaczano procesy karne, skazując wielu na karę śmierci. Skargi składane prezydentowi KRN - Bierutowi, przez intelektualistów i polityków legalnej opozycji na prześladowania i represje nie przynosiły żadnych efektów.

O przebiegu i atmosferze kampanii wyborczej tak pisała Maria Dąbrowska w swym pamiętniku: "W organizacji "zwycięstwa wyborczego" rząd wykazał wielką dyplomatyczną umiejętność operowania szantażem i zaskoczeniem. We wszystkich urzędach i instytucjach, a nawet domach prywatnych, zwoływano zebrania przedwyborcze, na których zobowiązywano obecnych do podpisywania deklaracji poparcia "trójki" (Blok Demokratyczny). W urzędach bez ogródek mówiono o wyrzucaniu ze służby w razie głosowania inaczej. Na prowincji szantaż był grubszy - straszono "dalszymi konsekwencjami" aż do "Sybiru" włącznie. Stopień zastraszenia był tak wielki, że do nas przychodzili ludzie jeszcze płaczący z rozpaczy i upokorzenia. Wszyscy czuli wokół siebie niewyraźne męczące zagrożenie. Tak "przygotowawszy" wybory - w samym dniu wyborów zwolnili nacisk i w rzeczywistości tajność głosowania (przynajmniej w naszej komisji) nie była naruszona. A zastraszenie było takie, że ludzie bali się, czy przy wejściu do lokalu komisji nie będą sprawdzać kartek, a nawet... rewidować".

W dwa tygodnie po wyborach ogłoszono wyniki. Miało w nich wziąć 89,9 proc. uprawnionych, czyli 11 244 873 osoby. Na listę bloku rządzącego miało głosować 80,1 proc. wyborców, na PSL -10,3 proc., SP - 4,7 proc., PSL "Nowe Wyzwolenie" - 3,5 proc., listy inne - 1,4 proc. wyborców. Znaczna część opinii była przekonana o sfałszowaniu wyborów. Krążył wówczas wierszyk:

Cóż to za szkatułka? Wrzucasz: Mikołajczyk, wyjmujesz: Gomułka.

Wyniki wyborów zaskarżyło PSL, ale nie osiągnęło żadnego skutku. Rządzący nie reagowali na zarzuty fałszerstw. Choć państwa zachodnie podzielały   opinię o sfałszowaniu wyborów, nie podejmowały jednak żadnych działań. Nadal nie sposób podać faktycznych rezultatów wyborów, ponieważ nie zachowała się ich dokumentacja.

Obóz rządzący umocnił się politycznie. Choć sfałszowane, wybory legitymizowały. Nazajutrz po nich zebrał się Sejm Ustawodawczy, w którym poszczególne ugrupowania dysponowały następującą liczbą mandatów: PPS - 116, PPR - 114, SL - 109, SD - 41, PSL - 28, SP - 12, PSL "Nowe Wyzwolenie" - 7, Niezależni Katolicy - 3 i inni - 14 mandatów. Marszałkiem sejmu wybrano kryptokomunistę z SL - Władysława Kowalskiego.

W drugim dniu obrad większością 418 głosów wybrano prezydentem państwa "bezpartyjnego" Bolesława Bieruta. Zadecydować miał o tym już wcześniej Józef Stalin, stawiając na niego jako najbardziej zaufanego człowieka wśród komunistów polskich. W protokole z posiedzenia Biura Politycznego KC PPR z października 1944 roku zachowała się informacja, według której: "Odnośnie prezydenta, Stalin proponuje, aby Bierut stał się bezpartyjnym".

Na próbę protestu Stalin oświadczył, że jest konieczne dla narodu i musi to zrobić. Stalin przytoczył rozmowę, jaką miał z Churchillem o Bierucie. Churchill zapytał się Stalina, czy on zna osobiście Bieruta. Stalin odpowiedział, że zna go ze spotkań, jakie z nim miewał jako przewodniczącym KRN. Churchill zauważył, że według wiadomości przez niego posiadanych, Bierut był więźniem politycznym i jako taki był wymieniony do Związku Radzieckiego. Nie może więc być prezydentem Polski, gdyż nie daje gwarancji obiektywności, będąc zobowiązanym wobec Związku Radzieckiego.

Stalin odpowiedział, że nic mu o tym nie wiadomo, natomiast wie, że Bierut jeszcze w 1938 roku rozszedł się z partią komunistyczną, gdyż ideologicznie mu nie odpowiadała. Od tego czasu Bierut jest bezpartyjny. Wobec tego Stalin oświadcza Bierutowi, żeby zakomunikował swojej partii, że występuje z niej, co on bierze na swoje sumienie.

Po kilku dniach po wyborze prezydenta państwa wyłoniono nowy rząd z Józefem Cyrankiewiczem na czele. Spośród 24 tek ministerialnych PPS otrzymało 7, PPR - 6, SL - 5, SD - 3, i prokomunistyczne SP - 2. Najważniejsze jednak resorty przejęli komuniści. Wkrótce Sejm przyjął ustawę o ustroju i zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej, zwaną Małą Konstytucją. Regulowała ona funkcjonowanie naczelnych organów państwa. Najwyższym organem państwa miał być Sejm Ustawodawczy, władzę wykonawczą miał sprawować prezydent, rada państwa i rząd, a władzę sądowniczą - niezawisłe sądy.

Pierwszorzędnym zadaniem sejmu miało być uchwalenie nowej konstytucji. Rząd wyposażono w uprawnienia ustawodawcze w postaci prawa wydawania dekretów. Duże uprawnienia posiadał prezydent, między innymi przewodnicząc Radzie Państwa, zwołując, otwierając, zamykając i odraczając sesje sejmu oraz zwołując go na nadzwyczajne posiedzenia. Radę Państwa - organ o uprawnieniach władzy ustawodawczej i wykonawczej - tworzyli obok prezydenta marszałek i wicemarszałkowie sejmu, prezes NIK, a w czasie wojny również naczelny dowódca Wojska Polskiego.

Mała Konstytucja tylko pozornie zachowywała system parlamentarny, wzorowany na konstytucji marcowej. Faktycznie zaś wprowadzała doń instytucje i mechanizmy radzieckiego systemu politycznego, co oznaczało już jawną sowietyzację Polski.




Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy