Reklama

Stan wojenny w Polsce. 1981-1986 - lata oporu i opozycji

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, dekretem Rady Państwa został ogłoszony stan wojenny. Władzę objęła utworzona 12 grudnia Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. Kolejne lata przyniosły nasilone działania środowisk opozycyjnych a także represje władz komunistycznych.

W skład WRON wchodzili m.in. generałowie Czesław Kiszczak, Florian Siwicki, Michał Janiszewski). Zawieszone zostały prawa obywatelskie oraz działalność wszystkich organizacji społecznych, internowano kilka tysięcy czołowych działaczy ruchu solidarnościowego i ugrupowań opozycyjnych (a także przedstawicieli ekipy gierkowskiej z samym Gierkiem), zamknięte zostały szkoły wszystkich szczebli, a spośród środków przekazu dopuszczono ograniczone działanie niektórych, koniecznych z punktu widzenia władz. Były to jedynie niektóre programy radiowe czy telewizyjne (prowadzący je, jeśli mieli stopień wojskowy,  występowali w mundurach), czy ograniczone do minimum gazety codzienne (np. w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu wychodziła początkowo jedna gazeta jako wspólny "produkt" wszystkich trzech ukazujących się w każdym z tych miast dzienników). 

Reklama

Dekret o stanie wojennym przewidywał też wiele innych ograniczeń życia społeczeństwa i nakazów, z których społeczeństwo jako całość bezpośrednio najbardziej dotknęły takie, jak godzina milicyjna (od 22 do 6 rano, a w Gdańsku  nawet  od 20 do  6),  ograniczenia w możliwościach komunikowania się (m.in. początkowo całkowite wyłączenie telefonów, a potem kontrola rozmów telefonicznych i korespondencji), podróżowania czy częste kontrole dokumentów, samochodów itd., a także militaryzacja zakładów pracy, co oznaczało m.in. formalistyczne traktowanie dyscypliny pracy, zakaz strajków czy możliwość dodatkowego obciążania pracowników, obecność w zakładach komisarzy wojskowych. Łamiący przepisy dekretu mieli być sądzeni i skazywani w trybie doraźnym. Część ograniczeń miała znaczenie jedynie jako element zastraszenia społeczeństwa, a część była w zasadzie niemożliwa do wyegzekwowania (jak np. obowiązujący przez pewien czas zakaz przemieszczania się między gminami).

Niemniej jednak, nie znana większości wcześniej, a groźnie brzmiąca nazwa "stan wojenny" (w polskim ustawodawstwie nie istniała ówcześnie instytucja stanu wyjątkowego), program radia i telewizji ograniczający się początkowo do wielokrotnej emisji przemówienia Jaruzelskiego, wyłączenie telefonów, obecność uzbrojonych patroli na ulicach, wraz z czołgami i wozami pancernymi itp., spowodowały właściwy z punktu widzenia władz efekt - społeczeństwo w większości zostało spacyfikowane i rozbite i nie przejawiało chęci do aktywnego oporu. Umożliwiło to władzom skoncentrowanie sił i relatywnie szybkie przełamanie protestów (przede wszystkim strajków). Trzeba też pamiętać, że spora część społeczeństwa przyjęła nowe rozwiązanie z pewnego rodzaju ulgą i nadzieją, że być może warunki życia społeczeństwa ulegną poprawie. Spora część oczekiwała też, że spełnią się zapowiedzi realizatorów stanu wojennego, że w miejsce konfliktów i anarchii zostanie wprowadzony ład i porządek w życiu publicznym. W trakcie badań przeprowadzonych w kilka lat później decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego za zdecydowanie lub raczej słuszną uznało 55,7 proc. w 1984 roku i 53,8 proc. w 1985 roku (za niesłuszną odpowiednio 26,7 proc. i 20,0 proc.). Ciekawie brzmiały też późniejsze wypowiedzi niektórych działaczy "Solidarności", że władze wprowadzając stan wojenny przerwały patową sytuację, w jakiej znalazł się związek, co pozwoliło mu odejść zachowując twarz.

Wprowadzenie stanu wojennego od początku budziło wątpliwości, jeśli chodzi o legalność tego aktu. Nastąpiło bowiem w trakcie trwania sesji Sejmu, który był w tej sytuacji jedynym podmiotem uprawnionym do podjęcia takiej decyzji (Sejm tymczasem zaakceptował tę decyzję dopiero pod koniec stycznia 1982 roku - przy tym nie odbyło się to jednogłośnie, co ówcześnie należało do rzadkości). Jednak autorzy stanu wojennego nie chcieli korzystać z "usług" Sejmu, po trosze obawiając się możliwych oporów (w sytuacji, gdy m.in. Episkopat zaapelował do posłów o nieuchwalanie specjalnych ustaw), ale przede wszystkim dlatego, że musieliby  zrezygnować z efektu zaskoczenia, czyli jednego z zasadniczych założeń planu. Rada Państwa (jej przewodniczącym był ówcześnie Henryk Jabłoński) została zebrana w nocy z 12 na 13 grudnia w momencie, gdy cała operacja była już w toku, a dekret został przyjęty większością głosów (przeciwko głosował szef PAX-u, Ryszard Reiff, a wstrzymał się od głosu prof. Jan Szczepański). Zgodnie z prawem dekret mógł wejść w życie  dopiero  w chwili  jego  opublikowania w "Dzienniku Ustaw" (odpowiedni nosił datę 14 grudnia, a faktycznie pojawił się kilka dni później). Organem pozakonstytucyjnym, o bliżej nie sprecyzowanym sposobie powołania, była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, która przejęła pełnię władzy w państwie. Było to równoznaczne z przejęciem władzy przez wojsko.

NSZZ "Solidarność", główna siła organizująca społeczeństwo, mimo wcześniejszych głosów nawołujących do odpowiedniego przygotowania się na wypadek zastosowania przez władze takiego rozwiązania, okazał się nieprzygotowany - zarówno w sensie materialnym (jedynie we Wrocławiu prowadzący finanse regionu J. Pinior zdołał podjąć z banku 80 mln zł, które można było wykorzystać w zmienionych warunkach; w 1985 roku władze oskarżyły go o zagarnięcie tych pieniędzy), kadrowym, jak i koncepcyjnym. Obradująca w Gdańsku Komisja Krajowa została niemal w całości internowana, a relacje z przebiegu wydarzeń nocy z 12 na 13 grudnia świadczą, że przeważająca większość   przywódców związkowych nie wierzyła, że władze zrealizują wielokrotnie powtarzane groźby. Nie reagowano na napływające od kilku dni informacje o nadzwyczajnych ruchach wojsk,  na  wyłączenie  telefonów w Gdańsku oraz na inne symptomy, że dzieje się coś niecodziennego. Niewielka część działaczy uniknęła internowania w przypadkowy sposób. Oni też podjęli od razu, choć z różnym powodzeniem, działania o charakterze protestacyjnym oraz zmierzające do zorganizowania oporu. Instancje kierownicze "Solidarności" czy raczej to, co z nich zostało, ogłosiły strajk, a same próbowały działać na terenie największych zakładów pracy. 

W Stoczni Gdańskiej uformował się Krajowy Komitet Strajkowy, z udziałem m.in. wiceprzewodniczącego związku, Mirosława Krupińskiego, we Wrocławiu Regionalny Komitet Strajkowy pod przewodnictwem Władysława Frasyniuka. Komitety strajkowe uformowały się w wielu miastach i zakładach, a także na uczelniach, wzywając do rozpoczęcia strajku. Strajki te w większości zostały szybko rozbite przez siły ZOMO lub rozwiązane. Nieco inny przebieg miały wydarzenia w Łodzi, gdzie przywódcy "Solidarności", którzy uniknęli internowania (Andrzej Słowik i Jerzy Kropiwnicki), wzywali z okien siedziby władz regionu do strajku, lecz szybko zostali aresztowani (potem osądzeni i skazani), a gromadzący się ludzie rozpędzeni. Strajki najdłużej trwały na Górnym Śląsku, gdzie 13 grudnia zastrajkowało szereg zakładów, w tym kopalń, a strajk w KWK "Piast" zakończył się dopiero 28 grudnia. Tutaj też protesty miały najbardziej dramatyczny przebieg. Szczególnie strajk w KWK "Wujek" w Katowicach, gdzie 16 grudnia, w trakcie pacyfikacji strajkującej kopalni, w wyniku użycia przez ZOMO broni palnej w celu zdławienia oporu załogi w części przygotowanej do walki, zginęło dziewięciu górników, a ponad dwudziestu zostało rannych.

Mimo wielu protestów, strajków, oporu, wprowadzenie stanu wojennego okazało się łatwiejsze niżby wskazywała na to choćby liczba członków ruchu "Solidarności", najprawdopodobniej łatwiejsze niż oczekiwali sami autorzy stanu wojennego. Było to po części wynikiem dobrego przygotowania się władz i przewagi zorganizowanego aparatu przemocy nad nie dysponującymi bronią załogami zakładów, ale także widocznego w wielu miejscach braku dostatecznej determinacji po stronie protestujących, widocznego zmęczenia i zniechęcenia istniejącą wcześniej sytuacją. Prócz tego, co było już wspomniane, związek dał się zaskoczyć, a jego przywódcy ufali własnym siłom - w sumie, by użyć słów Adama Michnika, "Solidarność" okazała się kolosem na glinianych nogach. Podobnie zresztą jak szereg innych organizacji - w zasadzie przestała istnieć "Solidarność" rolnicza (co było dość oczywiste, jeśli uwzględni   się   trudności z konspiracją na wsi czy komunikacją między poszczególnymi ośrodkami i brak miejsc spotykania się, jakimi w naturalny sposób są zakłady  pracy)  czy Niezależne Zrzeszenie Studentów, które było pierwszą rozwiązaną przez władze organizacją (5 stycznia 1982) i które częściowo przetrwało stan wojenny jedynie w kilku środowiskach akademickich. W marcu zostało rozwiązane Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a niedługo potem powstała nowa organizacja - Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, które przez wielu dziennikarzy zostało zbojkotowane. Potem podobnie postąpiono z innymi stowarzyszeniami twórczymi, karząc w ten sposób niepokornych artystów.

Przeciwko stanowi wojennemu wypowiadało się wiele środowisk i organizacji. Przykładowo znaczna część aktorów podjęła bojkot telewizji, radia i filmów, również wielu innych artystów czy dziennikarzy odmawiało publikowania swoich wypowiedzi. Bojkot obejmował także szereg innych instytucji i organizacji związanych z władzami, a odpowiednie wezwania (czy także "okupacyjne kodeksy etyczne") formułowały podziemne organizacje opozycyjne. W odpowiedzi władze stanu wojennego prowadziły weryfikację osób wykonujących wiele zawodów mających możliwość oddziaływania na otoczenie i kształtowania opinii - dotyczyło to m.in. dziennikarzy i nauczycieli, a często wybór ograniczał się do podpisania deklaracji lojalności lub rezygnacji z pracy. Z pracy zwalniano też na przykład za uczestnictwo w pozbawionych statusu legalności organizacjach czy udział w strajkach i manifestacjach. Warto dodać, że podobnie jak wysokość wyroków zapadających za naruszenie dekretu o stanie wojennym, także i w zakresie zwalniania z pracy prowadzono zróżnicowaną politykę, w zależności np. od regionu kraju.

Przeciwko stanowi wojennemu protestowała także duża część opinii zagranicznej, a konkretnym skutkiem były sankcje ekonomiczne i restrykcje nałożone na Polskę. 23 grudnia prezydent USA, Ronald Reagan ogłosił m.in. wstrzymanie dostaw artykułów rolnych i kredytów eksportowo-importowych oraz przywilejów dla polskiego lotnictwa cywilnego i rybołówstwa na wodach amerykańskich (w październiku 1982 roku, po delegalizacji NSZZ "Solidarność", została zawieszona w odniesieniu do Polski także tzw. klauzula najwyższego uprzywilejowania). 30 stycznia 1982 roku Reagan ogłosił światowym dniem solidarności z narodem polskim. W styczniu w sprawie Polski została zwołana specjalna sesja NATO, której uczestnicy żądali zniesienia stanu wojennego i przywrócenia "Solidarności", zostawiając państwom członkowskim decyzje w sprawie sankcji wobec Polski. 

Polskie władze były dość długo izolowane przez Zachód, choć w wielu państwach i środowiskach politycznych przeważało zadowolenie z rozwiązania polskiego konfliktu siłami wewnętrznymi i z uniknięcia interwencji Układu Warszawskiego, która mogłaby na dłużej zdestabilizować stosunki międzynarodowe. Państwa bloku wschodniego poparły stan wojenny, choć np. władze Związku Radzieckiego w dalszym ciągu uważały, że "kontrrewolucja" w Polsce powinna być zwalczana przy użyciu ostrzejszych środków, władze wschodnio-niemieckie i czechosłowackie były prawdopodobnie zawiedzione, że nie mogły wziąć udziału w ewentualnej interwencji, a rumuński przywódca Ceausescu (w 1989 roku zwolennik interwencji zbrojnej w Polsce) uważał, że stan wojenny niewiele pomógł.

Przeciwko restrykcjom stanu wojennemu wypowiedział się także Kościół, choć w sposób wyważony i uwzględniający złożoność sytuacji, a początkowo motywem przewodnim jego wystąpień były wezwania do uniknięcia rozlewu krwi. Już w pierwszych dniach stanu wojennego został utworzony Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i  ich Rodzinom, a następnie jego odpowiedniki w prawie  wszystkich diecezjach. Było to forum i narzędzie działań o charakterze charytatywnym, ale w oczywisty sposób stało się także miejscem spotkań opozycyjnych. Prymas Glemp zwracał się do gen. Jaruzelskiego proponując m.in. uwolnienie uwięzionych i legalizację "Solidarności". W kwietniu ogłoszone zostały Tezy Prymasowskiej Rady Społecznej, skupiającej czołowych świeckich działaczy katolickich. Zwracając się do stron konfliktu wzywali do porozumienia, dialogu i zawarcia nowej ugody społecznej. Pod adresem władz formułowali podobne żądania, jak cała umiarkowana opozycja: odwołania stanu wojennego, zwolnienia uwięzionych, zaprzestania represji, w tym m.in. przywrócenia do pracy osób zwolnionych w związku ze stanem wojennym, umożliwienia legalnego działania "Solidarności". Od początku stanu wojennego, oprócz trwających jeszcze strajków, zaczęły tworzyć się w konspiracji różne struktury o charakterze opozycyjnym, z których większość stanowiły grupy kontynuujące działalność NSZZ "Solidarność". 

Jedną z podstawowych, a jak się potem okazało trwałych form, była działalność wydawnicza. Każdego roku przez cały okres lat osiemdziesiątych wydawano setki książek i tytułów czasopism. Już w kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęły ukazywać się pierwsze podziemne pisma będące w części kontynuacją poprzednio wychodzących (m.in. "Wiadomości", "Z Dnia na Dzień"), a w nich pierwsze wezwania do organizowania oporu oraz instrukcje postępowania. Z czasem w kilku miastach rozpoczęły nadawanie radiostacje Radia "Solidarność". Żądania pod adresem władz ówcześnie wysuwane dotyczyły przede wszystkim odwołania stanu wojennego, zwolnienia internowanych oraz przywrócenia możliwości działania "Solidarności" i innym niezależnym organizacjom. Generalnie przeważały koncepcje rozwiązań już znanych i poprzednio realizowanych - powrotu do sytuacji sprzed 13 grudnia i zawarcia nowego porozumienia.

Pojawiły się także inne wypowiedzi i pisma, których stopniowo było coraz więcej, popularyzujące nowe kierunki myślenia i stawiające wprost takie hasła, jak odzyskanie niepodległości czy budowa gospodarki kapitalistycznej. Do pierwszych należała warszawska "Niepodległość" oraz wydawane przez krakowskie środowisko liberalne "13 Grudnia" (potem "13"), wychodzące przez cały okres lat osiemdziesiątych. "Niepodległość" prowadząc od początku krytykę polityki "Solidarności" i dążeń do porozumienia z władzami oraz otwierając dyskusję polityczną mającą prowadzić do powołania partii politycznej (którą faktycznie powołano w 1984 roku pod nazwą Liberalno-Demokratyczna Partia "Niepodległość") i stawiając radykalne cele (najważniejszy obecny był w samym tytule), wywołała sporo zamieszania w środowiskach opozycyjnych, łącznie z podejrzeniami, że jest to prowokacja ze strony służb bezpieczeństwa.

 Mniej więcej w tym samym czasie ukazała się też programowa książka lidera krakowskiego środowiska liberalnego, Mirosława Dzielskiego (Odbudowa ducha, budowa wolności), która w istotny sposób odbiegała od treści większości ówczesnych wydawnictw opozycyjnych. Była to bodaj pierwsza propozycja "uwłaszczenia nomenklatury" - Dzielski wychodząc m.in. z założenia chrześcijańskiego obowiązku miłości bliźniego (i w związku z tym odrzucając walkę ze sprawującymi władzę na rzecz walki z samym systemem) proponował dojście do ustroju gwarantującego wolność poprzez budowę rynkowej gospodarki opartej na prywatnej własności, co wymagało zainteresowania rządzących udziałem w gospodarce kapitalistycznej. W ten sposób powstałby odideologizowany system autorytarny będący etapem na drodze do osiągnięcia wolności. Zaproponował także powołanie stowarzyszenia, które m.in. propagowałoby i wspierało częściowo zapomniane w Polsce wzory przedsiębiorczości (zostało ono faktycznie powołane w 1985 roku jako Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe).

Do pierwszych i zarazem trwałych inicjatyw na rynku prasy podziemnej należał także "KOS", pismo powołanego wkrótce po ogłoszeniu stanu wojennego Komitetu Oporu Społecznego, który propagował powstanie ruchu społecznego przenikającego się ze strukturami "Solidarności", składającego się z pięcioosobowych grupek (Kół Oporu Społecznego). Z początkiem lutego ukazał się pierwszy numer "Tygodnika Mazowsze", który stał się pismem władz krajowych podziemnej "Solidarności" i publikował wszystkie ważniejsze solidarnościowe wypowiedzi w całym omawianym okresie (nosił numer 2, numer 1 został symbolicznie poświęcony Jerzemu Zieleńskiemu, pierwszemu redaktorowi naczelnemu powołanej jeszcze przed 13 grudnia redakcji, który zmarł tragicznie najprawdopodobniej popełniając samobójstwo z początkiem stanu wojennego). Warto też wspomnieć, że już w 1982 roku środowisko Ruchu Wolnych Demokratów w listach do Marszałka Sejmu, Przewodniczącego Rady Państwa oraz Prymasa Polski (była to forma działania charakterystyczna dla tego ugrupowania) sformułowało inicjatywę rozmów przy "okrągłym stole".

W wypowiedziach zamieszczanych w podziemnej prasie wysuwano szereg pomysłów dotyczących sposobu dalszego prowadzenia działań o charakterze opozycyjnym, które  sprowadzały  się  do dwóch koncepcji. Jedna z nich opierała się na założeniu, że w wyniku prac organizacyjnych będzie możliwe np. relatywnie szybkie przeprowadzenie strajku generalnego, który mógłby zmusić  władze  do ustępstw i powrotu do stanu sprzed grudnia 1981. Ze względów praktycznych zwyciężyła jednak inna opcja - "długiego marszu", zakładająca długotrwałość istniejących uwarunkowań i konieczność niezależnego od władz organizowania się społeczeństwa w różnych dziedzinach życia. W ten sposób powstała koncepcja "społeczeństwa podziemnego", która stała się zasadniczą częścią programu "Solidarności".

Działania zmierzające do realizacji tej   koncepcji podjęła powołana 22 kwietnia Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ "Solidarność" (początkowo w jej składzie znaleźli się Zbigniew Bujak, Władysław Hardek, Władysław Frasyniuk i Bogdan Lis, jako reprezentanci poszczególnych regionów, a także Eugeniusz Szumiejko - jako jeden z twórców wcześniejszej próby utworzenia kierownictwa "Solidarności" - Ogólnopolskiego Komitetu Oporu; potem wraz z następującymi aresztowaniami kolejnych członków TKK skład ten ulegał zmianom). Stopniowo powoływane były także inne działające w konspiracji struktury kontynuujące NSZZ "Solidarność" - komisje zakładowe, porozumienia międzyzakładowe (największy był działający w Warszawie i podejmujący niekiedy spektakularne akcje Międzyzakładowy Robotniczy Komitet "Solidarności"), zarządy regionalne. Pierwszym z nich był Regionalny Komitet Strajkowy we Wrocławiu, który dzięki pozostaniu na wolności czołowych działaczy, w tym przewodniczącego regionu, W. Frasyniuka, stanowił naturalną kontynuację władz z okresu poprzedniego; w wielu regionach (np. w Krakowie) wystąpiło kilka równoległych prób koordynacji działań. W lipcu 1982 roku w Brukseli powołane zostało Biuro Koordynacyjne NSZZ "Solidarność", którym kierował Jerzy Milewski. Z inspiracji "Solidarności" tworzyły się też (w latach 1982 - 83) różne instytucje mające wypełniać przestrzeń "społeczeństwa  podziemnego" - Zespół Oświaty Niezależnej, Komitet Helsiński (zajmujący się problematyką przestrzegania w Polsce praw człowieka i obywatela), Komitet ds. Kultury (potem przemianowany na Komitet Kultury Niezależnej), Społeczny Komitet Nauki i inne.

Ze względu na różnice zdań dotyczące sposobu działania we Wrocławiu wyodrębniła się w czerwcu 1982 roku pod kierownictwem Kornela Morawieckiego nowa organizacja "Solidarność Walcząca" (odrzucająca możliwość porozumienia z władzami i propagująca podjęcie bardziej radykalnych działań, m.in. demonstracji ulicznych). Powstało też wiele innych mniej lub bardziej trwałych ugrupowań, z których część miała charakter polityczny i deklarowała prowadzenie prac koncepcyjnych dotyczących przyszłego ustroju oraz organizacyjnych, zmierzających m.in. do zbudowania partii politycznych. Tym, co łączyło zdecydowaną większość struktur i wypowiedzi, były deklaracje o wyrzeczeniu się stosowania przemocy w walce z władzami, wynikające z przesłanek   ideowych i moralnych, lecz także z braku odpowiednich środków.

Opór i protesty części społeczeństwa wyrażane w różnych formach występowały przede wszystkim w większych miastach. Wśród bardziej popularnych sposobów wyrażania postawy sprzeciwu wobec postanowień  stanu wojennego można wymienić m.in. noszenie znaczków "Solidarności" lub oporników w klapach marynarki, wychodzenie na spacer jedną z głównych ulic miasta w czasie nadawania dziennika telewizyjnego, palenie świeczek w oknach itp. Prócz tego przez kilka miesięcy w wielu miastach odbywały się trzynastego dnia każdego miesiąca (a prócz tego 1 i 3 maja oraz 31 sierpnia) demonstracje uliczne wyrażające protest i żądania odwołania stanu wojennego,  zwolnienia  internowanych, przywrócenia "Solidarności" itp. Najczęściej rozpoczynały się one po zakończeniu określonej mszy św., a kończyły użyciem siły przez ZOMO (pałek, gazów łzawiących, armatek wodnych itd.). Największy zasięg i najbardziej dramatyczny przebieg miały demonstracje w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, szczególnie w Lubinie, gdzie w wyniku trzydniowych walk ulicznych z milicją zginęły trzy osoby, a dziesięć dalszych odniosło rany postrzałowe. Manifestacje 31 sierpnia 1982 roku, choć odbyły się w ponad 60 miastach, a wzięło w nich udział ponad 100 tysięcy osób, trudno było uznać za sukces "Solidarności", co zresztą stwierdzili jej przywódcy. Zbigniew Bujak np. powiedział, że czuł się zawiedziony obserwując demonstracje w Warszawie.

Władze początkowo zakładały wśród różnych wariantów także możliwość podzielenia "Solidarności" na dwie części: "zdrowy trzon" ruchu, związek robotniczy wysuwający uzasadnione postulaty, który można było dopuścić do działania i "ekstremistów", którzy próbowali sprowadzić "Solidarność" na złą drogę i oczywiście musieliby związek opuścić. W tym celu w izolacji (i w bardzo dobrych w porównaniu z innymi internowanymi warunkach) trzymano Wałęsę, który miałby stanąć na czele robotniczej "Solidarności". Jednak rozwój sytuacji, działania całego ruchu i postawa samego Wałęsy spowodowały, że szybko z tej koncepcji zrezygnowano. Niemniej jednak stopniowo łagodzono restrykcje stanu wojennego (co gen. Jaruzelski zapowiedział w Sejmie już w styczniu) - m.in. w lutym przywrócono telefoniczną łączność międzymiastową, od początku marca można było poruszać się na terenie całego kraju bez specjalnych przepustek, od lutego rozpoczęła się nauka w szkołach wyższych, do końca lutego zwolniono z internowania ponad 2,5 tys. osób, którym kazano jednak podpisywać "deklarację lojalności" (zobowiązanie do ścisłego przestrzegania obowiązujących przepisów), a innym działaczom zaproponowano zwolnienie w zamian za zgodę na opuszczenie kraju.

Wprowadzenie stanu wojennego pogłębiło kryzys, jaki przechodziła PZPR, której szeregi w poprzednim okresie opuściło ok. 700 tysięcy członków. W pierwszych dwóch miesiącach stanu wojennego liczba ta wzrosła o dalsze 100 tysięcy, a byli wśród nich także ludzie pełniący nawet wysokie funkcje. Również wiele osób, nie rezygnując z samej przynależności do partii, zrezygnowało lub zostało pozbawionych pełnionych funkcji. Dotyczyło to przede wszystkim zwolenników reform. Ponadto wśród części aparatu partyjnego, a także bazy członkowskiej, pogłębił się stan frustracji - czasem wynikający z faktu chwilowego odsunięcia partii od władzy na rzecz wojska. Pierwsze w stanie wojennym Plenum KC PZPR odbyło się dopiero  pod  koniec lutego i zadeklarowało m.in. przywrócenie dyscypliny partyjnej; za "nieprawomyślność" usunięto z KC Mariana Arendta i prof. Jana Malanowskiego. W późniejszym czasie Jaruzelski prowadził politykę "obcinania skrzydeł" odsuwając kolejno od władzy zarówno przedstawicieli skrzydła   liberalnego,  jak i partyjnego betonu.

W okresie stanu wojennego władze partyjne i państwowe utworzyły szereg instytucji  i  organizacji oraz przyjęły kilka regulacji prawnych o istotnym znaczeniu. Część z nich miała charakter zaskakująco postępowy, jak np. decyzja Sejmu z 26 marca wprowadzająca do konstytucji zapisy o utworzeniu nowych instytucji ustrojowych  - Trybunału Stanu (mającego orzekać w sprawach łamania prawa przez osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe) i Trybunału Konstytucyjnego (badającego zgodność ustaw i innych aktów prawnych z konstytucją; odpowiednia ustawa została przyjęta  w 1985 roku). W maju 1982 roku uchwalona została nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, raczej dobrze odebrana w większości środowisk akademickich. Szereg działań miało stwarzać wrażenie, że duża część społeczeństwa popiera władze. Już w styczniu 1982 roku zaczęto tworzyć Obywatelskie Komitety Ocalenia Narodowego (które zmieniły potem nazwę na Obywatelskie Komitety Odrodzenia Narodowego), mające tworzyć strukturę współpracy z władzami i powołanymi w jesieni poprzedniego roku wojskowymi grupami operacyjnymi, w celu realizacji "ładu i porządku" - jednego z podstawowych haseł lansowanych przez władze (była to, jeśli użyć terminologii Mirosławy Marody, wartość stanowiąca ówcześnie "sens zbiorowy",  tzn.  uznawana za istotną zarówno przez władze, jak i społeczeństwo). 

Opierając się na tych lokalnych komitetach w lipcu 1982 roku utworzona została struktura ogólnokrajowa - przedstawiciele PZPR, ZSL, SD oraz PAX-u, ChSS i PZKS podpisali dokument o powołaniu Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. W grudniu, na pierwszym posiedzeniu Tymczasowej Rady Krajowej PRON jej przewodniczącym został wybrany Jan Dobraczyński, znany pisarz katolicko-narodowy (członek PAX-u). To właśnie PRON złożył formalny wniosek o uchylenie stanu wojennego i zwolnienie internowanych (który został "uwzględniony" przez władze), a potem także o zniesienie stanu wojennego. Utworzone zostały również społeczne instytucje o charakterze opiniodawczym, m.in. Konsultacyjna Rada Gospodarcza przy Radzie Ministrów z przewodniczącym prof. Czesławem Bobrowskim, Rada Społeczno-Gospodarcza przy Sejmie pod przewodnictwem prof. Jana Szczepańskiego i Narodowa Rada Kultury z prof. Bohdanem Suchodolskim na czele.

8 października 1982 roku Sejm, choć znowu niejednogłośnie (12 posłów było przeciwnych, jeszcze więcej wstrzymało się od głosu) uchwalił nową ustawę o związkach zawodowych, która delegalizowała wszystkie dotychczas istniejące związki zawodowe (dekret o stanie wojennym jedynie zawieszał ich działalność) i przewidywała, że nowe związki można tworzyć początkowo wyłącznie na poziomie zakładowym (począwszy od 1 stycznia 1983, dopiero w rok później mogły być utworzone związki ogólnokrajowe), a co więcej, aż do odwołania, jedynie jeden związek w każdym zakładzie. Na tę okoliczność przygotowane były grupy działaczy (głównie partyjnych), którzy zgłaszali się do dyrekcji zakładów jako grupy inicjatywne nowych związków, wykluczając tym samym wszelką konkurencję. Prócz tego ustawa zawierała m.in. regulacje dotyczące strajku, wykluczające strajk polityczny i przewidujące rozbudowane procedury poprzedzające strajk. Uchwalenie ustawy wywołało falę strajków (w tym w Stoczni Gdańskiej) i protestów, które wybuchały spontanicznie w całym kraju. Nie wykorzystała tego jednak TKK, która przygotowywała się do ogłoszonego wcześniej strajku w drugą rocznicę rejestracji NSZZ "Solidarność" (10 listopada) i październikowe akty protestu, pozbawione koordynacji, szybko się skończyły. 

Natomiast strajk organizowany przez TKK miał bardzo ograniczony zasięg. Dla "Solidarności" był to w praktyce koniec myślenia o strajku generalnym jako możliwości skutecznego zmienienia kierunku działania władz, dla władz zaś dowód postępującej słabości ruchu solidarnościowego, co umożliwiało stopniowe wycofanie się ze stanu wojennego, którego zawieszenie z końcem roku Rada Państwa ogłosiła 19 grudnia 1982 roku (formalne, nie mające już większego znaczenia odwołanie stanu wojennego nastąpiło 22 lipca 1983). Wcześniej (14 XI 1982 roku) zwolniony został z internowania Lech Wałęsa, uwolniono innych internowanych (choć w przypadku tzw. jedenastki - czołowych działaczy KOR-u, aresztowanych już we wrześniu Jacka Kuronia, Adama Michnika, Jana Lityńskiego, Henryka Wujca oraz "Solidarności" - Andrzeja Gwiazdy, Seweryna Jaworskiego, Mariana Jurczyka, Karola Modzelewskiego, Grzegorza Palki, Andrzeja Rozpłochowskiego, Jana Rulewskiego internowanie zamieniono na areszt), a w ramach posunięć świadczących o "normalizacji" sytuacji rząd wraz z Episkopatem zaprosiły Jana Pawła II do odbycia pielgrzymki do Polski w czerwcu 1983 roku (wcześniej władze nie zgadzały się na tę wizytę, co wywoływało niezadowolenie Kościoła).

Jednocześnie jednak władze dawały znać, że nie rezygnują z walki z opozycją i nie zamierzają dopuścić do sytuacji podobnej, jak w 1981 roku - zawieszenie stanu wojennego zostało przedstawione jako  "warunkowe".

 Sejm przyjął ustawę o szczególnej regulacji prawnej w okresie zawieszenia stanu wojennego, która w dalszym ciągu dawała władzom nadzwyczajne uprawnienia, działaczy opozycyjnych nadal nakłaniano do wyjazdu za granicę, a wysokie wyroki zapadały za prowadzenie działalności opozycyjnej, m.in. na 7 lat więzienia skazany został aresztowany jeszcze w 1980 roku Leszek Moczulski, na 6 lat W. Frasyniuk, na 4 Piotr Bednarz, na 4,5 i 3 lata - Zbigniew i Zofia Romaszewscy (za udział w organizacji Radia "Solidarność"). Władze  kontynuowały "normalizację" w sferze kultury - zlikwidowano kolejne stowarzyszenia twórcze: pod koniec 1982 roku Związek Artystów Scen Polskich, w kwietniu następnego roku Związek Artystów Plastyków, potem także Związek Literatów Polskich; ponadto odwoływano ze stanowisk dyrektorów teatrów (np. Narodowego - Adama Hanuszkiewicza i Dramatycznego - Gustawa Holoubka) i inne osoby piastujące funkcje, na które zostały wybrane jeszcze przed stanem wojennym.

Zanikanie oporu i protestów społecznych, tworzenie nowych związków zawodowych, stopniowe odwieszanie innych organizacji i stowarzyszeń (na ogół   połączone z wymianą składu ich władz) itp. działania składały się na coraz normalniejsze i spokojniejsze funkcjonowanie społeczeństwa. Stan wojenny rozumiany jako uniemożliwienie zmian ustrojowych zakończył się powodzeniem. Natomiast stan wojenny jako sposób na autorytarne, odgórne i konsekwentne przeprowadzenie koniecznych reform gospodarczych zakończył się fiaskiem. Na przełomie stycznia i lutego 1982 roku dokonano co prawda znacznej podwyżki cen (artykułów żywnościowych o 241 proc., a opału i energii o 171 proc.; podwyżkom towarzyszyły rekompensaty), ale nie udało się zrealizować całościowej reformy gospodarczej. Próby wprowadzenia niektórych mechanizmów rynkowych nie przyniosły efektów. Wiele zakładów przeszło na "handel wymienny" - towar za towaroku W 1982 roku nastąpił dalszy spadek dochodu narodowego (który był niższy od dochodu z 1978 roku już o 25 proc.), rynek charakteryzował się brakiem równowagi, a nawis inflacyjny był szacowany na 500 mld zł. W niewielkim stopniu polepszyło się zaopatrzenie rynku, ale rozwijał się "drugi obieg" gospodarczy - rynek usług i towarów nie podlegający ani rejestracji, ani opodatkowaniu.

Za najważniejsze wydarzenie pierwszej połowy 1983 roku można uznać ośmiodniową pielgrzymkę po Polsce Jana Pawła II (16 - 23 czerwca). Obawy związane z tą wizytą miały zarówno władze, jak opozycja. Władze obawiały się, że zgromadzone podczas wizyty tłumy przekształcą się w antyrządowe demonstracje (stąd m.in. nie zgodziły się na umieszczenia Gdańska wśród miejsc, które papież odwiedzał), część opozycji uważała, że papieska wizyta będzie czynnikiem legitymizującym władze (a pośrednio także stan wojenny) oraz będzie równoznaczna z przełamaniem izolacji władz ze strony państw zachodnich. Ani jedne, ani drugie obawy nie sprawdziły się. Wizyta miała spokojny przebieg, towarzyszyła jej uroczysta i odświętna atmosfera, choć w trakcie mszy i spotkań z Ojcem Świętym widoczne były liczne transparenty i symbole "Solidarności". Papież spotkał się z H. Jabłońskim i dwukrotnie z W. Jaruzelskim (jedno ze spotkań odbyło się "w cztery oczy" i trwało dłużej niż przewidywano), a w trakcie wycieczki do Doliny Chochołowskiej także z L. Wałęsą i jego rodziną (co podkreślało prywatny charakter tego spotkania). Wystąpienia Jana Pawła II rozwiały wszelkie wątpliwości - papież sformułował program moralnej odnowy  dla narodu polskiego, podkreślił konieczność przestrzegania praw ludzkich i obywatelskich, rozwiązywania problemów na drodze dialogu i porozumienia. Ważne też było, co podkreślano, że miliony ludzi uczestniczących w odprawianych przez niego nabożeństwach znowu mogły zobaczyć swoją jedność.

W maju 1983 roku odbył się I Kongres PRON, lecz mimo akcji wspierania i propagowania tego ruchu nie osiągnął on większej popularności (w trakcie kongresu twierdzono, że skupia blisko pół miliona uczestników i działaczy) i praktycznie nie wyszedł poza środowiska już zaangażowanie w działalność organizacji, które powołały PRON.

W lipcu zapis dotyczący PRON-u jako płaszczyzny jednoczenia społeczeństwa został wprowadzony do konstytucji, w której Ruch "zastąpił" Front Jedności Narodu. Jednocześnie wprowadzone zostało rozróżnienie pomiędzy stanem wojennym a stanem wyjątkowym   oraz   zapis o trwałości indywidualnych gospodarstw chłopskich. Sejm  podjął   też decyzję o zniesieniu stanu wojennego wraz z towarzyszącymi  jej i obowiązującymi do końca 1985 roku "szczególnymi regulacjami prawnymi", mającymi gwarantować przedłużenie nadzwyczajnych uprawnień władz.

Kontynuacją tego typu ustawodawstwa było uchwalone z początkiem następnego roku prawo prasowe, na mocy którego przewidywano karanie wszystkich działających bez zezwolenia władz wydawców i kolporterów prasy (co umożliwiało wydawanie wyroków za "drugi obieg" bez konieczności sięgania do treści publikacji). Zniesieniu stanu wojennego towarzyszyła amnestia, obejmująca także osoby, które ujawniły swoją działalność podziemną (do końca 1983 roku). Jak podano potem objęła ona 21 571 osób, w tym 3666 sprawców czynów popełnionych z pobudek politycznych. Problemem pozostawała jednak dalej m.in. tzw. jedenastka, na temat której toczyły się zakulisowe rozmowy pomiędzy przedstawicielami władz i Kościoła. Działaczy tych, którym zamierzano wytoczyć proces, bezskutecznie namawiano do opuszczenia kraju.

Mimo powtarzanych przez podziemną "Solidarność" i inne ugrupowania opozycyjne wezwań do bojkotu nowych związków zawodowych, rozwijały się one pod względem organizacyjnym: w połowie 1983 roku podano, że istnieje już ponad 16 tysięcy organizacji zakładowych, liczących około trzy miliony członków. Począwszy od maja 1983 roku powstawały ogólnokrajowe federacje związkowe. Jednocześnie postępował proces zmniejszania się liczby członków "Solidarności" związanych w jakiś sposób z życiem podziemnego związku, płacących składki, uczestniczących, choćby wyłącznie jako odbiorcy, w drugim obiegu wydawniczym (np. według badań przeprowadzonych w 1983 roku przez krakowski Ośrodek Badań Prasoznawczych odbiorcy drugiego obiegu wydawniczego stanowili ok. 2 proc. populacji, a trzeba pamiętać, że drugi obieg miał nie tylko polityczny charakter). "Solidarność" stawała się powoli coraz bardziej kadrową organizacją opozycyjną, co zresztą było zjawiskiem normalnym, gdyż trudno oczekiwać prowadzenia działalności związkowej w konspiracji i bez odpowiedniego zabezpieczenia materialnego. 

W to miejsce wchodziły nowe związki zawodowe, które zresztą przejmowały majątek "Solidarności". Reszty dopełniały represje za działania o charakterze opozycyjnym (w czym mieściło się np. uczestnictwo w strajku, zebraniu czy kolportaż prasy podziemnej), na które zdecydowana większość byłych członków "Solidarności" nie była gotowa oraz konsekwentna akcja propagandowa władz, zarzucających "Solidarności" (już coraz częściej jako całości) działania na szkodę kraju, doprowadzenie na krawędź wojny domowej, chęć zmian ustrojowych nie leżących w interesie Polaków itp.

W tym czasie ukształtowała się też względnie trwała struktura świadomości społecznej, stwierdzona w wielu badaniach. Około 1/4 społeczeństwa stanowili zwolennicy władz, 1/4 ludzie o nastawieniu opozycyjnym, a połowa stanowiła milczącą większość - kategorię bardzo zróżnicowaną i w dodatku zmieniającą się. Generalnie w trakcie badań okazywało się także, że większość społeczeństwa deklaruje brak zaufania do większości instytucji władzy - PZPR, jej Komitetu Centralnego, rządu oraz do instytucji związanych z władzami - niewielkim zaufaniem cieszyły się milicja, nowe związki zawodowe, PRON czy telewizja. Wyjątkiem było jednak tradycyjne zaufanie, którym większość (oprócz Kościoła) obdarzała wojsko i Sejm, a spośród osób W. Jaruzelskiego, kojarzonego bardziej z armią niż partią czy rządem (w czym najprawdopodobniej spory udział miał zarówno sposób przedstawiania jego sylwetki w momencie sięgania po władzę w 1981 roku, jak i jego odwoływanie się do frazeologii związanej przede wszystkim z narodem). 

Zatem ani wojsko, ani osobiście Jaruzelski nie zostali przez większość ocenieni aż tak źle, jak chciałaby tego opozycja. Spadał natomiast poziom zaufania do "Solidarności", opozycji czy do L. Wałęsy (podmioty te były obecne w mediach wyłącznie w kontekście krytycznym, czego pilnowała cenzura i co musiało wywierać taki skutek). W powtarzanych co pół roku badaniach opinii (prowadzonych przez OBP w Krakowie) ujawniła się, choć niezbyt silnie, jeszcze inna tendencja - otóż największy spadek zaufania do różnych instytucji nastąpił nie w 1982, ale w 1983 roku, w momencie gdy wiele osób rozczarowały realne efekty wprowadzenia stanu wojennego.

W sierpniu 1983 roku, kilka dni przed trzecią rocznicą porozumień, doszło w Stoczni Gdańskiej do spotkania wicepremiera Rakowskiego z pracownikami stoczni, wśród których był także Lech Wałęsa. Spotkanie miało dość burzliwy przebieg i po raz kolejny uwidoczniło różnice zdań w ocenie sytuacji i dalej występujące trudności w osiągnięciu porozumienia.

Wydarzeniem końca 1983 roku było przyznanie Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla - za przyczynienie się do zagwarantowania ludziom pracy praw do tworzenia własnych organizacji. Wałęsa jednak do Oslo nie pojechał, obawiając się, że władze uniemożliwią mu powrót do kraju. Nagrodę w jego imieniu odebrała Danuta Wałęsowa, a jego przemówienie odczytał Bohdan Cywiński. Władze, starające się wówczas uczynić z Wałęsy "osobę prywatną" i przedstawić go w negatywnym świetle, uznały tę nagrodę za "instrument w antysocjalistycznej krucjacie" i "kolejną reaganowską złośliwość" (sformułowania rzecznika rządu Jerzego Urbana). Sam Wałęsa natomiast zaapelował w grudniu do rządu amerykańskiego o zniesienie sankcji gospodarczych wobec Polski, co postawiło władze w jeszcze bardziej niezręcznej sytuacji.

W czerwcu 1984 roku odbyły się przesunięte o ponad dwa lata wybory do rad narodowych. Ich znaczenie polegało chyba głównie na tym, że były sprawdzianem i próbą generalną przed nadchodzącymi wyborami do Sejmu (których nie dało się uniknąć). Dla opozycji miały one także podobną rolę - po raz pierwszy opozycja pokusiła się o zbadanie frekwencji wyborczej, a tym samym odebranie władzom monopolu także w tym zakresie i urealnienie podawanych przez nie liczb. W sytuacji praktycznego braku wyboru pozytywnego, namiastką mógł być wybór pomiędzy uczestnictwem a powstrzymaniem się od udziału w wyborach. Wcześniej ogłoszona ordynacja wyborcza spotkała się z jednoznaczną krytyką ze strony opozycji, której większość wezwała do bojkotu wyborów połączonego z obserwacją frekwencji wyborczej. Odpowiednie badania przeprowadzone zostały na kilka sposobów (obserwacja 3 x 5 minut, obserwacja ciągła niektórych lokali wyborczych, obserwacja systematyczna reprezentatywnej próby lokali przez 10 minut w różnych porach dnia), co umożliwiło podanie frekwencji w większych miastach (np. w Warszawie 57,4 proc., w Katowicach 57,7 proc., w Krakowie 48,2 proc., w Gdańsku i Sopocie 47 proc.). W ten sposób została przygotowana i sprawdzona taktyka działania na wybory do Sejmu. Frekwencja wyborcza podana przez władze wyniosła 74,7 proc.

W lipcu 1984 roku przypadało 40-lecie PRL. Z tej okazji Sejm uchwalił ustawę o amnestii, na mocy której zwolniono 630 z ogólnej liczby 652 więźniów politycznych, w tym m.in. członków TKK, KOR, przywódców KPN. Prócz tego ustawa obejmowała darowanie winy tym, którzy dobrowolnie zgłoszą się do władz (do końca roku), przedstawią okoliczności swoich działań oraz oświadczą, że dalszej działalności "przestępczej" nie będą prowadzić (spośród znanych działaczy ujawnili się m.in. Eugeniusz Szumiejko i Zbigniew Janas). Amnestia i zwolnienie wielu działaczy, którzy zamierzali kontynuować działalność opozycyjną oraz fakt, że "Solidarność" musiała znaleźć nowe formy działania, przyczyniły się do poszukiwania  form i prób podjęcia działalności jawnej. Władze z kolei rozważały możliwość wprowadzenia do kodeksu karnego kary banicji, jako środka na pozbycie się opozycjonistów.

19 październiku 1984 roku doszło do    porwania i zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki, kapłana z kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie, kapelana "Solidarności" z Huty Warszawa, organizatora robotniczych pielgrzymek na Jasną Górę, znanego m.in. z bezkompromisowych kazań piętnujących działania władz i popierających walkę prowadzoną przez "Solidarność". Władze zarzucały mu wcześniej prowadzenie działalności politycznej i oskarżały o różne przestępstwa. 30 października minister Kiszczak podał, że ciało ks. Popiełuszki zostało znalezione, a pod zarzutem dokonania morderstwa zatrzymano oficerów MSW z departamentu zajmującego się Kościołem i klerem. 

Sprawa nabrała w ten sposób jeszcze większego znaczenia politycznego, a na temat jej podłoża dyskutowało w zasadzie całe społeczeństwo. Już w grudniu rozpoczął się w Toruniu proces morderców  księdza  Popiełuszki, w którym głównym oskarżonym był Grzegorz Piotrowski. Zapadły wyroki od  25 do 15 lat więzienia (dla bezpośrednich sprawców i ich przełożonego), ale w trakcie procesu starano się sprawę przedstawiać tak, jakby winę ponosiła sama ofiara; procesowi towarzyszyło przekonanie występujące wśród wielu osób, że nie została ujawniona cała prawda i wszyscy winni. Kościół uznał księdza Popiełuszkę za męczennika, który oddał życie za wiarę, ojczyznę i Kościół, a grób księdza (obok kościoła, w którym pracował) stał się miejscem kultu i licznych pielgrzymek.

Morderstwo ks. Popiełuszki postawiło na porządku dziennym od nowa problem praworządności (w tym rzeczywistej roli Służby Bezpieczeństwa w państwie), a jednym z efektów było powołanie w różnych ośrodkach szeregu Komitetów Obrony Praworządności (m.in. we Wrocławiu, w Krakowie, Warszawie, pod nieco różniącymi się od siebie nazwami), wysuwających postulaty dotyczące zmian w prawie i w wymiarze sprawiedliwości oraz zamierzających dokumentować przypadki łamania prawa przez aparat władzy. Były one jednocześnie próbą podjęcia jawnej działalności opozycyjnej. Władze oczywiście odmówiły im prawa do legalnej działalności i jakby dążąc do odwrócenia uwagi od niewygodnej dla siebie sprawy, zaczęły od nowa aresztować działaczy opozycyjnych, przeciwdziałając w zarodku próbom przejścia władz "Solidarności" do jawnej działalności czy rozwinięciu działań przez powoli aktywizującą się KPN (z której część działaczy usunięto, a część odeszła tworząc z początkiem 1985 roku Polską Partię Niepodległościową, m.in. z Romualdem Szeremietiewem na czele ). Spektakularny charakter miało niewpuszczenie do Polski - mimo posiadanego polskiego paszportu - Seweryna Blumsztajna, działacza opozycji korowskiej.

13 lutego 1985 roku w Gdańsku w sposób jawny odbyło się zebranie czołowych działaczy "Solidarności", z udziałem m.in. Lecha Wałęsy, Władysława Frasyniuka, Stanisława Handzlika, Bogdana Lisa, Jacka Merkela, Adama Michnika, Janusza Pałubickiego i Mariusza Wilka, zakończone zatrzymaniem jego uczestników przez SB. Trzech z nich - Frasyniuka, Lisa i Michnika - aresztowano i wytoczono im proces, mający momentami kuriozalny charakter (m.in. w zakresie łamania prawa oskarżonych do obrony).

Za wystąpienie przeciwko porządkowi publicznemu, przygotowywanie "podburzających akcji" z zamiarem "wywołania niepokojów" zostali skazani na kary od 2 do 3,5 roku więzienia. W marcu aresztowano uczestników zebrania Rady Politycznej KPN z Leszkiem Moczulskim, których w rok później skazano na kary od 2 do 4 lat więzienia. Za bardziej udane można uznać podjęcie działalności jawnej pod hasłami pacyfistycznymi i powołanie w kwietniu 1985 roku Ruchu "Wolność i Pokój", którego uczestnicy wywodzili się przede wszystkim z NZS największych ośrodków akademickich. Początkiem była głodówka ok. dwudziestu osób domagających się uwolnienia Marka Adamkiewicza, skazanego na 2,5 roku więzienia za odmowę złożenia przysięgi wojskowej, potem domagano się także m.in. dobrowolności w składaniu tej przysięgi oraz wprowadzenia zastępczej służby wojskowej, przestrzegania praw i wolności człowieka, a także podejmowano inicjatywy ekologiczne.

Sytuacja ulegała stabilizacji i normalizacji, przez co władze rozumiały m.in. powrót do stanu, w którym społeczeństwo raczej się nie buntuje (np. kolejnym podwyżkom cen mięsa i wędlin z początkiem 1985 roku towarzyszyły bardzo ograniczone protesty), opozycja nie jest siłą znaczącą w życiu politycznym, członkowie partii nie prowadzą działań "nielojalnych" - to wszystko były przesłanki pozwalające sądzić, że odbudowane zostały podstawowe instytucje "demokracji socjalistycznej". Brakowało jeszcze wyborów do Sejmu.

W tym kontekście można wspomnieć, że w latach 1980 - 86 z Polski  wyemigrowało  ok. 700 tys.   osób, z których część mogłaby stanowić potencjalną bazę dla ruchu opozycyjnego. Nastąpiło też pewne otwarcie w stosunkach międzynarodowych, Polskę znowu zaczynali odwiedzać politycy zachodni (choć w tym przypadku często dochodziło do problemów, gdyż część z nich chciała spotkać się np. z Wałęsą, a władze nie zamierzały się na to zgadzać), m.in. w maju 1985 premier Włoch. Jaruzelski złożył m.in. wizyty w Indiach, w Nowym Jorku, gdzie przemawiał w ONZ i podejmował próby rozwiązania problemu polskiego zadłużenia zagranicznego, w krajach arabskich. W grudniu 1985 roku gen. Jaruzelski był w Paryżu i rozmawiał z prezydentem Mitterrandem, choć była to wizyta krótka i z pominięciem pewnych wymogów protokołu (jak złośliwie komentowano, W. Jaruzelski został wpuszczony do Pałacu Elizejskiego tylnymi drzwiami). Stany Zjednoczone wycofały swój sprzeciw wobec uczestnictwa Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, a od kwietnia wznowiono komunikację lotniczą ze Stanami Zjednoczonymi.

Jednym z przejawów "normalizacji" było zorganizowanie w 1985 roku wyborów do Sejmu. Według oficjalnych danych frekwencja wyborcza wyniosła niecałe 79 proc. Niezależne pomiary frekwencji przeprowadzone przez "Solidarność" mówiły o 66 proc., ale były to dane odnoszące się przede wszystkim do dużych miast, gdzie opozycja istniała i działała, w mniejszym stopniu były reprezentatywne dla małych miejscowości, a w przypadku wsi pomiarów było zbyt mało, żeby podać frekwencję. Rzeczywista frekwencja mieściła się pewno gdzieś w połowie pomiędzy podanymi liczbami i wobec wezwań opozycji do bojkotu wyborów można ten wynik uznać raczej za sukces władz. Większość społeczeństwa biorąc udział w wyborach wyraziła (czy poszczególne osoby tego chciały czy nie) poparcie dla władz, a co więcej potwierdziła gotowość do "rytualnego uczestnictwa", widoczną szczególnie w latach siedemdziesiątych. 

Na pierwszym posiedzeniu nowego Sejmu dokonano istotnych zmian na najwyższych stanowiskach. Wojciech Jaruzelski został przewodniczącym Rady Państwa, na stanowisko premiera powołano Zbigniewa Messnera, profesora ekonomii z Katowic, funkcję marszałka Sejmu powierzono szefowi ZSL, Romanowi Malinowskiemu (wicemarszałkami zostali m.in. M.F. Rakowski - co uznano za przesunięcie na boczny tor oraz wywodzący się z KIK-u i PZKS-u Jerzy Ozdowski). Zmiany te można było różnie interpretować, ale objęcie nowego stanowiska przez Jaruzelskiego było równoznaczne z podniesieniem rangi Rady Państwa (i w pewnym sensie połączeniem funkcji szefa partii z funkcją głowy państwa), a zrzeczenie się bezpośredniego kierowania rządem na rzecz Messnera miało chyba na celu zmniejszenie odpowiedzialności za stan gospodarki i danie sygnału, że priorytetem rządu będzie realizacja reformy gospodarczej. 

W czerwcu 1986 roku odbył się X Zjazd PZPR, który według przyjętych przez partię haseł miał być kontynuacją linii IX Zjazdu, ale przypominał raczej wcześniejsze. Zarówno atmosfera i sposób prowadzenia kampanii przedzjazdowej, jak i przebieg zjazdu oraz przyjęte dokumenty odbiegały od pewnej spontaniczności, oczekiwania zmian na lepsze czy wreszcie pewnego pluralizmu towarzyszącego zjazdowi nadzwyczajnemu. Zjazd X był w tym sensie zwyczajny, choć jego efektem było m.in. uchwalenie pierwszego w dziejach PZPR programu (wcześniej uchwalano jedynie uchwały i inne dokumenty zjazdowe). Wśród głównych zadań ekonomicznych koniecznych do zrealizowania do 1990 roku w programie wymieniono: powstrzymanie dekapitalizacji majątku produkcyjnego, przyspieszenie postępu technicznego i organizacyjnego, poprawę efektywności gospodarowania, zasadnicze ograniczenie inflacji, uporządkowanie systemu płac.

X Zjazd PZPR stanowił zamknięcie okresu, w którym partia doznała znacznego osłabienia - zarówno w wyniku istnienia "Solidarności", jak i przejęcia władzy przez wojsko i wprowadzenie stanu wojennego.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje